SO!MUSIC

NOWA STRONA MUZYKI

Posłuchaj Recenzje

Taylor Swift – “folklore” [recenzja]

Taylor Swift przedstawiać nie trzeba. To legenda współczesnej muzyki pop. Rok po wydaniu swojego ostatniego albumu – “Lover” wokalistka przedstawia nam swój kolejny krążęk pod tytułem “folklore”.

Fenomen Taylor Swift polega na tym, że nikt tak jak ona nie mówi o uczuciach. To niezawodna przyjaciółka, która przyjmie nas z otwartymi ramionami niezależnie od tego czy jesteśmy szczęśliwi, czy mamy złamane serce i powie nam “Masz prawo się tak czuć. To całkowicie normalne”. Nawet kiedy nam wydaje się, że kompletnie zwariowaliśmy.

“folklore” to – jak mówi wokalistka – świadectwo wszystkich jej obaw, marzeń i refleksji. Swift nie planowała nagrywać tego albumu, powstał podczas zamknięcia spowodowanego epidemią COVID-19.

Pod względem muzycznym “folklore” jednak znacznie różni się od poprzednich krążków artystki. Oprócz Taylor, pracowali nad nim Arron Dessner, Bon Iver czy Jack Antonoff. “folklore” ma niewiele wspólnego z klasycznym popem. To indie-folkowa podróż po emocjonalnym świecie artystki, który do złudzenia przypomina ten, w którym żyjemy my sami.

“folklore” zawiera 16 utworów. Piosenki, które znajdują się na płycie nie są bajkami o pięknej, szczęśliwej miłości. To historie o złamanych sercach, lęku, niepewności, żalu, tęsknocie i strachu. Ale dzięki swojej autentyczności wzbudzają pewne uczucie zrozumienia i komfortu. Taylor Swift po raz kolejny udowadnia nam, że odczuwanie emocji to nieodłączny element bycia człowiekiem. Że fakt, że coś nas boli nie czyni nas słabszymi. Że aby uleczyć rany potrzeba przede wszystkim czasu – nawet jeśli potrzebujemy go o wiele więcej niż byśmy chcieli.

Jeżeli miałabym wyróżnić utwory, które szczególnie mnie poruszyły, na pewno wymieniłabym “the 1” – czyli słodko-gorzką historię o miłości sprzed lat, która wciąż nie daje nam o sobie zapomnieć, czy genialne “cardigan” wzbogacone przepięknym teledyskiem. Znakomity efekt ma także współpraca z zespołem Bon Iver, w wyniku której powstało przeszywające dreszczem “exile”.

Najbardziej lekkim utworem na albumie jest w moim odczuciu “mirrorball”. Jeżeli spokojny taniec z kimś kogo kochamy byłby dźwiękiem, brzmiałby właśnie tak – bezpiecznie, magicznie, ciepło. Niesamowicie błogo i łagodnie brzmi również “epiphany”

“this is me trying” to natomiast przepiękna piosenka o tym, że nie warto się wstydzić tego, że na czymś nam zależy. A “illicit affairs” to utwór, który przypomina nam, że mimo, że życie toczy się dalej, my nie zawsze jesteśmy w stanie iść do przodu. I to też jest w porządku.

Póki nie usłyszałam “folklore” nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo potrzebny był mi ten album. I mogę śmiało powiedzieć, że jest potrzebny każdemu z nas. “folklore” to zbiór kojących dźwięków i tekstów, które udowodnią nam, że życie nie zawsze musi być kolorowe, że nie zawsze musimy być szczęśliwi i że nic nie jest tak proste jak mogłoby się wydawać. Ale właśnie to że czujemy, sprawia, że żyjemy naprawdę