SO!MUSIC

NOWA STRONA MUZYKI

Recenzje

Stach Bukowski – “Czerwony SUV” [recenzja]

Stach Bukowski to młody zespół z Olsztyna zakochany w muzyce retro. Szturmem wzięli wszystkie konkursy i przeglądy talentów, w których uczestniczyli. Zagrali wiele koncertów klubowych, teraz przyszedł czas na duże hale i sold outy.  Do serwisów cyfrowych trafił właśnie ich debiutancki album pt. “Czerwony SUV”. Przyznajemy, że część z nas czekała na ten album z wypiekami. Czy było warto? Postanowiliśmy się przekonać.

Dobrze się dzieje w polskiej muzyce rockowej. Na pewno lepiej, niż jeszcze dwa czy trzy lata temu. Wreszcie mamy w czym przebierać. Nie wynika to za bardzo z playlist stacji radiowych typu Eska Rock, które nadal stawiają na Papa Roach i Linkin Park. Ale powiedzmy, że i w tych dwudziestu procentach świeżej muzy, da się czasem wygrzebać coś ciekawego. No i dzisiaj właśnie taki wygrzebany artysta, a właściwie to zespół – Stach Bukowski. Wydali w zeszły piątek nakładem Fonobo Label swój debiutancki album „Czerwony SUV”. Jak sami mówią, inspirują się zarówno muzyką klasyczną, rapem, jak i polskim big-bitem. Tworzą muzę z rockowym polotem, chcą ją dla was grać i wyprzedawać stadiony. Czy warto dać im szansę?

Stach Bukowski ma ucho do melodii. Wszystkie kompozycje są naprawdę chwytliwe, pobudzające człowieka do życia. Nie miałem jeszcze okazji doświadczyć ich muzyki na żywo, ale jestem przekonany, że radzą sobie świetnie w tej materii. Ich największym atutem jest to, że są niezwykle zgrani. Wszystko działa jak w szwajcarskim zegarku. Bas i perkusja na swoim miejscu, gitarowe skillsy Roberta godne pozazdroszczenia (ach ten riff w tytułowym Czerwonym SUVie!). Z tego co sobie poczytałem, koledzy recenzenci uważają wokal Stacha za najsłabsze ogniwo w tym zestawieniu. Tu pozwolę się nie zgodzić. Mamy kawał fajnego głosu i niecodziennej barwy. Fakt, że ze skłonnościami do bajerowania, ale na dłuższą metę nie mam nic do zarzucenia.

Najfajniejsze piosenki oczywiście już wszyscy słyszeli, bo zostały wybrane na single. Świadczy to oczywiście o świadomości swoich największych atutów. Sam gdybym miał w repertuarze takie kawałki jak Lew czy Pif Paf to strzelałbym nimi już na starcie. Zostając chwilę przy drugim z utworów, mamy do czynienia z wwiercającym się w głowę refrenem. Nie wiem czy to dlatego, że zawsze na niego trafiam, gdy włączam radio. A może znowu ujawnia się talent do tworzenia melodyjnych kompozycji. Sam kilkukrotnie przyłapałem się na nuceniu tej piosenki, powiedzmy więc, że to moja ulubiona z całej jedenastki. Numerem dwa jest Saint Tropez. Udziela mi się letni klimat tego numeru. Chciałbym na niego trafić podczas wędrówki po gdyńskich klubach. Pobudza wspomnienia i wzmacnia tęsknotę za wakacjami. Bardzo fajny numer.

Największym mankamentem jest tutaj warstwa liryczna. Teksty – albo banalne i bez polotu, albo niezrozumiałe, gubiące gdzieś po drodze swoje przesłanie. Może to element jakiejś konwencji, może zamierzony efekt. Odcinając poszczególne wersy od muzyki, czuję się z nimi niekomfortowo. Nie brak również filerów. Tak zwanych kawałków od czapy, by zapełnić resztę płyty. Dobrym przykładem jest numer Chore sny z bardzo naciąganym refrenem. Dzieje się tam dosłownie wszystko, a rytm zmienia się chyba z cztery razy. Zawodzą też utwory z gościnkami. O ile lubię to co na co dzień robi Kwiat Jabłoni czy Dawid z Sonbirdami, tak tu ich obecność nie zostaje na dłużej w mojej pamięci. Jakby znaleźli się z przypadku, a nie dla wspólnej idei.

„Czerwony SUV” to album z gatunku feel good music. Zestaw piosenek mający sprawiać ludziom radość. Głównie tym, którzy lubują się w rockowych, gitarowych brzmieniach. Mających może sentyment do rockowych weteranów jak Perfect czy Oddział Zamknięty. Z drugiej strony Stacha powinni polubić fani takich marek jak Baranovski, Organek czy Daria Zawiałow. Nie ma tu jednak żadnej rewolucji. Teksty nie skrywają drugiego dna, brak jakichś poważniejszych rozkmin. Ot wesołe granie, dobre wykonanie i młodzieńcza energia. Na debiut tyle wystarczy. Co będzie dalej? Pokaże czas.

Ocena: 6/10