SO!MUSIC

NOWA STRONA MUZYKI

#Tygodniówka Bez kategorii Posłuchaj Recenzje

Conan Gray – Kid Krow [recenzja]

Conan Gray – 21 latek z Teksasu, który jeszcze przed wydaniem swojego debiutowego albumu został okrzyknięty przez media kolejnym księciem popu. Mam wrażenie, że Kiw Krow, to dla wielu – w tym dla mnie – jeden z najbardziej oczekiwanych albumu tego roku. Nie mogłam się doczekać, przekonać się  czy ten uroczy, wrażliwy chłopak, którego zachwalają Brendon Urie, Matty Healy, czy Troye Sivan, okaże się tak samo dobry wydając pełnometrażowy album.

Conan opublikował kiedyś wpis na Twitterze, który brzmiał mniej więcej “Jeżeli wydaje wam się, że przesadzacie to pomyślcie o tym, że napisałem cały album o kimś z kim się nawet nie byłem”. Słuchając utworów takich jak “The Cut That Always Bleeds” czy “Heather” naprawdę trudno jest w to uwierzyć. To piękne, smutne piosenki, które uleczą niejedno złamane serce. Sytuacja, w której się znalazł namieszała mu w głowie i Conan nie boi się tego przyznać. Mam wrażenie, że wielu osobom może to dodać otuchy. Chłopak pokazuje, że mamy prawo przeżywać swoje emocje, bo jesteśmy ludźmi i właśnie to nas nimi czyni.

“Flight or Fight” to jeden z tych słodko-gorzkich utworów, które śpiewa się – nieważne czy ze złością, radością, czy wręcz łzami w oczach – gdy nasze życie uczuciowe zaczyna nas przytłaczać. Dla mnie to utwór, który opowiada o kimś kto stał się więźniem własnych emocji. A dzisiaj, kiedy bezpośrednia komunikacja wydaje się trudniejsza niż kiedykolwiek, jest to bardzo ważne.

Podczas słuchania “Affluenza” na myśl przyszedł mi zespół LANY. Conan jest jednak nieco bardziej drapieżny i zadziorny. W tym miejscu należy powiedzieć, że naprawdę słychać muzyczny postęp między starszą twórczością Conana a “Kid Krow”. Mimo, że “Generation Why”, czy “Crush Culture” to przecież wielkie hity.

Mówiąc o hitach – to jedyna rzecz, której odrobinę mi brakuje. Oczywiście mamy “Maniac”, “Checkmate” czy “Wish You Were Sober”, ale te utwory poznaliśmy wcześniej. W takich momentach zdaje sobie sprawę, że single nie stają się singlami bez powodu. Natomiast czuję, że “Little League” ma zadatki by stać się jednym z utworów tego lata. Ma ten lekki, wakacyjny klimat, który wszyscy uwielbiamy. Mam wrażenie, że ten kawałek powstał właśnie po to aby być nośnikiem dobrych wspomnień.

Ciekawa jest także konstrukcja albumu, bo po bajkowym “Little League” przychodzi czas na “The Story” – najbardziej intymny utwór na płycie. W ten sposób Conan zamyka rozdział pt. “Kid Krow”. A jaki jest ten rozdział? Prawdziwy. Pełen miłosnych uniesień, nadziei i i szpilek w sercu. To wehikuł czasu, który za pomocą kilku dźwięków przeniesie nas w miejsce, gdzie jesteśmy młodzi i po uszy zakochani.

Pod względem muzycznym jest to natomiast dawka dobrego indie popu, z którego słynie Conan. Słychać jednak, że podczas pisania “Kid Krow” nie bał się korzystać z nowych rozwiązań czy próbować nowych brzmień – i wyszło mu to na dobre. Poza tym, po “Kid Krow” w ogóle nie słychać, że jest debiutanckim albumem. Brzmi jak krążek kogoś kto na rynku jest od wielu lat.

Nasz “popowy książę” obronił swój przydomek. Co więcej, udowodnił, że naprawdę na niego zasługuje. Conan nie stoi w miejscu, nie spoczywa na laurach. I wierzę, że ten debiut będziemy kiedyś wspominać.