SO!MUSIC

NOWA STRONA MUZYKI

Rozmowy

The Fruitcakes “Każda nasza piosenka przechodzi przez cztery wyobraźnie.” [wywiad]

W zeszły piątek świat ujrzała trzecia płyta The Fruitcakes – zespołu, który po trzyletniej przerwie wraca na scenę muzyczną. “Into The Sun” to album charakteryzujący się szkatułkowością i nieco sennym, baśniowym klimatem. Z okazji premiery, Tomasz Ziętek (wokal, gitara) oraz Kuba Zwolan (wokal, gitara) wspominają z nami pracę nad “Into The Sun”.

 

13 marca odbyła się premiera Waszej nowej płyty. Wracacie po 3 latach. Co zmieniło się przez ten czas?

Kuba: Sam proces pracy nad tą płytą był trochę inny niż przy wcześniejszych wydawnictwach. Mieliśmy mniej czasu, żeby się spotykać, każdy miał swoje zobowiązania. 

Tomek: Ale przez ten czas album ewoluował. Ta wersja, która znalazła się na płycie to wynik tego dojrzewania. 

 

Kiedy zaczęliście pracować nad tym albumem?

Tomek: Tak naprawdę jeszcze podczas pracy nad drugą płytą. U nas ten proces zawsze jest ciągły. Tworzymy nieprzerwanie. Tę płytę można potraktować jako zapis kolejnego wycinka z naszego życia. Ale w naszym podejściu do muzyki nie zmieniło się zbyt wiele. To co nas wyróżnia na tle innych zespołów to fakt, że u nas jest czterech kompozytorów, a decyzje podejmowane są demokratycznie. Każda nasza piosenka przechodzi przez cztery wyobraźnie. 

 

Nagrywacie piosenki w bardzo charakterystyczny sposób, tj na “setkę”. Muzycy nieczęsto decydują się dzisiaj na takie rozwiązania. Skąd to zamiłowanie do retro? 

Kuba: Zbierając się razem w jednej przestrzeni i zaczynając grać wiemy, że uda nam się wytworzyć pewną unikatową atmosferę wspólnotowości. Jest to rzecz subtelna, a zarazem ulotna. Nie da się osiągnąć tego efektu, kiedy każdy z członków zespołu nagrywa osobno, w innych miejscach, w innym czasie. Jesteśmy wierni temu sposobowi nagrywania od samych początków istnienia zespołu.

Tomek: A retro wzięło się stąd, że jest zgodne z duchem twórców, których podziwiamy. Poza tym mam wrażenie, że mimo, że najnowszy album nie brzmi już tak retro jak poprzednie, to dopóki w kapeli rockowej piosenki są śpiewane w wielogłosie będzie ona kojarzona z latami 60’. Wielokrotnie pytano nas też jaki jest gatunek muzyki, którą gramy. I to jest całkiem naturalne, bo ludzie mają potrzebę nazywania, etykietowania. To jest związane z poczuciem bezpieczeństwa. Więc wymyśliliśmy takie sformułowanie, że jesteśmy reprezentantami progresywnego Big-Beatu. I z tego co wiem, jesteśmy jedynym zespołem na świecie reprezentującym ten nurt. Ale dopóki istniejemy, istnieje progresywny Big-Beat.

 

Wiem, że płytę nagrywaliście w Kolbudach, w województwie pomorskim. Czy miejsce, w którym nagrywaliście materiał miało wpływ na jej charakter? Wydaje mi się, że płycie udzielił się trochę ten letni, nadmorski klimat. 

Kuba: Nagrywaliśmy w Kolbudach i w Słupsku. Po napisaniu projektu dostaliśmy dofinansowanie od naszego rodzinnego miasta – od Słupska. Dzięki temu w końcu nie musieliśmy inwestować z własnych pieniędzy, a mogliśmy skupić się na samym nagrywaniu i dopieszczaniu materiału. Jest to wielkie udogodnienie dla twórcy, więc jeszcze raz dziękujemy!

Tomek: To też był świadomy wybór, bo ciągłe wyjazdy do Warszawy na nagrania były nieekonomiczne. Większość zespołu mieszka w Trójmieście.

Kuba: Poprzednie płyty nagrywaliśmy w niewielkim studiu Macieja Cieślaka (Ścianka) w Warszawie. Przekładało się to na specyficzne, ciasne i odrobinę “duszne” brzmienie. Studio Tall Pine Records usytuowane w Kolbudach dysponuje ogromnymi przestrzeniami.

Tomek: To prawda. Posiada dwie profesjonalnie wyposażone sale studyjne, a jedna z nich ma około 7 metrów wysokości. Dzięki temu, że byliśmy na miejscu  mieliśmy większy komfort pracy i większą swobodę, bo na każdym etapie produkcji mogliśmy ingerować w to co się dzieje. Wydaje mi się też, że Kolbudy przez to, że są małą miejscowością dały nam taką swobodę i nieco wakacyjne brzmienie. 

Kuba: No i w końcu nie nagrywaliśmy w zimę! Sesje odbywały się w maju i w czerwcu. 

Tomek: To zmiana w stosunku do poprzednich albumów nagrywanych zimą i jeżeli jest to słyszalne to super. 

 

Macie jakieś ulubione wspomnienia ze studia?

Kuba: Było przyjemnie, ciepło i słonecznie. Tylko raz nocowaliśmy w Kolbudach, w Starej Wozowni i jest to miejsce urokliwe, które serdecznie polecamy. W większości wypadków przyjeżdżaliśmy rano, a wieczorem wracaliśmy do domu, więc był to ogromny komfort. Przy wcześniejszych projektach zdarzało nam się spać w szóstkę w jednym pokoju. 

Tomek: Wykorzystywaliśmy też bardzo ciekawe przedmioty. Nasz perkusista bardzo wierzy w ideę zero waste. W jednym z utworów – nie będziemy zdradzać, w którym – została zarejestrowana doniczka z kaktusem. Jesteśmy ciekawi czy ktoś zgadnie, w którym z nich.

Kuba: Kiedy nagrywaliśmy “She Loves The Rain” zaczęła się burza. To taka piosenka, która jest wybitnie w stylu Lukasa. Gdy zobaczył, że pada deszcz to uznał, że to znak z niebios. 

 

Co najbardziej lubicie w tym albumie?

Tomek: Ja w ogóle lubię ten album. Przypomina mi dobre czasy. 

Kuba: Wszystko się w nim zgadza. Dla mnie to jest kolejny krok do przodu. Pod względem brzmienia, spójności, a także twórczego rozwoju. 

Tomek: Progresywny Big-Beat żyje i ma się dobrze. Przekonajcie się sami.