SO!MUSIC

NOWA STRONA MUZYKI

Rozmowy

Coals – “Kasia zawsze odpala telewizor i ogląda polskie paradokumenty, np. „Dlaczego ja?”.” [wywiad]

Coals wracają z drugim studyjnym albumem “docusoap”. Udało nam się z nimi porozmawiać o nowej płycie, dlaczego “docusoap”, planach na przyszłość i co robiliby, gdyby muzyka nie wchodziła w grę.

 

Weronika Ścierańska: Niedługo ukaże się Wasza druga płyta „docusoap”, jak nastroje, stresujecie się tak samo, jak przed premierą w 2017 roku?

Łukasz: Stresowaliśmy się przed terminem oddania materiału na płytę i materiałów wizualnych.

Kasia: Mam wrażenie, że tak naprawdę już tę płytę wydaliśmy.

Łukasz: Teraz przygotowujemy się do koncertów, jesteśmy zaabsorbowani aranżacją, przygotowaniem projektów i wyrobieniem się ze wszystkim na czas.

 

Recenzje i oceny zalewają Internet po premierze. Otrzymaliście już jakiś feedback związany z Waszą nową płytą? Może od znajomych, rodziny?

Łukasz: Od paru dziennikarzy, znajomych.

Kasia: Mojej mamie się podoba (śmiech)

Łukasz: Moja mama jeszcze nie słyszała.

 

Opinia mamy jest najważniejsza! Trzeba to nadrobić! Najpierw jednak przejdźmy do kolejnego pytania. Jak opisalibyście „docusoap” w trzech słowach?

Kasia: Marzycielskie R&B czasami (śmiech)

 

Skąd właściwie wziął się tytuł Waszego drugiego krążka?

Kasia: Z fascynacji paradokumentami.

Łukasz: Kasia zawsze odpala telewizor i ogląda polskie paradokumenty, np. „Dlaczego ja?”.

Kasia: W paradokumentach są wszystkie możliwe rodzaje emocji, przerysowane. Mimo, że te paradokumenty naładowane są emocjami, widz nabiera do tego dystansu. Można to porównać do procesu nagrywania naszych utworów. Będąc w studiu nagraniowym czujemy wszystkie kawałki, przelewamy nasze emocje na taśmę. Później te same utwory stają się dla nas żartem. Niezależnie od tego, czy dana piosenka jest depresyjna, czy wesoła, jest tak przeżuta i wałkowana, że staje się dla nas po prostu śmieszna.

 

Tworzycie w języku angielskim, jednak na obu albumach pojawia się tak zwany Easter Egg, jeden utwór po polsku. Jest to zawsze ostatni utwór na płycie, mimo, iż tytuł może na to nie wskazywać. Dlaczego?

Kasia: Nie, wiesz, to właściwie jest bonus track, którego nie rozważamy w kontekście płyty. Nie będzie też uwzględniony na portalach streamowych.

Łukasz: Patrzymy na to jako coś specjalnego od nas dla naszych fanów. Taki prezent od nas dla słuchaczy.

Kasia: Możliwe, że kiedyś wydamy longplay po polsku. Obecnie skupiamy się na języku angielskim. Dostaliśmy bardzo dużo bookingów zagranicznych i chcemy spróbować szczęścia.

 

Lepiej jest tworzyć w języku angielskim, ze względu na promocję i wyjazdy?

Łukasz: Wydawało się to łatwe, ale wcale tak nie jest.

Kasia: Dziwię się, że ludzie w Polsce nas słuchają. Większość artystów w naszym kraju tworzy po polsku. Jedynym przypadkiem, który znam, to Bass Astral x Igo, którzy wydają anglojęzyczne piosenki. Za to, jeśli chodzi o granie za granicą, to tworzenie w języku angielskim jest konieczne. Bookerzy nie chcą brać zespołów śpiewających w obcych językach. Sami także słuchamy głównie muzyki anglojęzycznej.

 

W przeszłości wielokrotnie zostaliście porównani do The Dumplings. Jest to coś, z czego jesteście dumni, czy raczej wolelibyście być porównywani do kogoś innego?

Kasia: Już dawno nie spotkaliśmy się z tym porównaniem.

Łukasz: Na początku kariery owszem.

Kasia: Tworzyliśmy w podobnych klimatach. Poza tym skład obu zespołów to chłopak i dziewczyna. Teraz nikt już do tego nie nawiązuje. Ludzie lubią klasyfikować i przydzielać do nurtu. Jest to bardzo subiektywne. Na przykład, ostatnio usłyszałam, że Ralph Kamiński jest jak Dawid Podsiadło. Zupełnie nie widzę podobieństwa pomiędzy tymi dwoma artystami. Każdy może mieć swoje skojarzenia.

 

Mimo, że to Wasza druga płyta, zagraliście już całkiem sporą ilość koncertów mniejszych i większych. Wolicie festiwale, czy raczej kameralne kluby i mniejsze występy?

Łukasz: Wolę kluby, bo na festiwalach jest zazwyczaj nerwowo.

Kasia: Jest bardzo mało czasu na próby, a publika wymaga dużo dodatków wizualnych, scenografii, aranżacji. Może bardziej znane zespoły mają więcej czasu, ale raczej podejście jest jedno dla wszystkich: pół godziny na scenie.

Łukasz: Pamiętam, że Robin, która grała po nas na Open’erze, ustawiała sobie scenografię 2 dni. My mieliśmy tylko godzinę. Wszystko zależy od tego, na jakiej się jest pozycji.

Kasia: Dodatkowo, po każdym festiwalu mam wrażenie, że nie spełniłam oczekiwań publiki. Głównie dlatego, że nasz występ jest strasznie rozpowszechniany i wałkowany przez pół roku. Stanęłam co prawda na wielkiej scenie, może nie będę mieć już takiej szansy i daję z siebie 100%, ale jednocześnie możemy mieć mały problem techniczny, który publika zapamięta bardziej, niż nasze starania. Przed koncertami klubowymi raczej się nie stresuję.

Łukasz: Masz wywalone na koncerty klubowe (śmiech)

Kasia: Nie, nie mam wywalone. Wiem za to, że przychodzą na nie nasi słuchacze, są wyrozumiali. My mamy większą kontrolę nad tym, co się dzieje. Mamy też więcej czasu na próbę.

 

W zeszłym roku w wywiadzie dla Laif odpowiedzieliście na 10 pytań. Pytanie 10te: „Za pięć lat będziecie…” Łukaszu odpowiedziałeś „Działkowiczami”, za to Ty, Kasiu, powiedziałaś „Mam nadzieję, że sporo zagranicą”. Czy w ciągu pół roku coś się zmieniło, czy plany i marzenia są nadal takie same?

Łukasz: Działkowiczami? Nie wiem, czy nie zinterpretowałem tego pytania błędnie. (śmiech)

Kasia: Ja powiem tak, chciałabym, żeby zawód, który wykonujemy, przyniósł nam nie tylko radość, ale i stabilność finansową. Od kilku lat dajemy radę, ale to się może zmienić w każdej chwili. Wciąż szukam innych sposobów utrzymania, bo czuję to zagrożenie i niepewność. Fajnie byłoby po prostu utrzymać się na powierzchni muzycznej przez wiele lat.

Łukasz: Dokładnie, takie połączenie pasji z pracą.

 

A gdyby muzyka nie wchodziła w grę, co chcielibyście robić?

Kasia: Ja pewnie skupiłabym się na fotografii. Może realizacja teledysków. Zależnie od tego, jak wyjdzie nasz kolejny klip. Jeśli pójdzie to sprawnie, to może zastanowię się nad tą ścieżką kariery.

Łukasz: Ja to mógłbym robić wiele. Piekarzem mógłbym zostać.

 

To dobry zawód.

Łukasz: Lubię gotować, chociaż ostatnio boję się trochę. Moja dziewczyna jest ode mnie lepsza. Gotuje bardzo dobrze i bardzo szybko bez przepisów.

 

Pofantazjujmy trochę. Oboje urodziliście się w latach 90tych, należycie zatem do Millennialsów/Generacji Y. Gdybyście mogli wybrać, w której erze chcielibyście dorastać? A może jest jakiś kraj, w którym chcielibyście mieszkać?

Kasia: Zdecydowanie wolałabym urodzić się w miejscu, gdzie jest ciepło przez cały rok. Strasznie źle znoszę zimę. Ze względu na globalne ocieplenie nie jest tak źle, ale dobija mnie, że mieszkam w Krakowie i często mam duże problemy z oddychaniem. Zimą to właśnie mnie wycieńcza. Lubię Polskę, ale fajnie byłoby od wiosny do września mieszkać tutaj, a pozostałe miesiące spędzić w Hiszpanii.

Łukasz: Ja na pewno chciałbym dorastać w jakimś ładniejszym miejscu. W Polsce jest dość brzydko na ulicach. Co do ery, może w czasach przed rozwojem technologii? Wydaje mi się, że ludzie żyli spokojniej.

Kasia: Tak, ale żyło się też krócej, ze względu na choroby. Nie chciałabym w tych czasach żyć, ale fajnie byłoby zrobić sobie wycieczkę po przeszłości.

Łukasz: A może do przyszłości? Zobaczyć koniec świata. (śmiech)

 

I tym lekko makabrycznym akcentem kończymy. Wielkie dzięki za rozmowę!

 

“docusoap” do nabycia tutaj.