SO!MUSIC

NOWA STRONA MUZYKI

Rozmowy

Magda Ruta: „Postanowiłam przekuć gorszy okres mojego życia w coś dobrego, wartościowego” [wywiad]

Przyszłość muzyki nosi żółte włosy i pisze świetne teksty. Na trzy tygodnie przed premierą swojej debiutanckiej płyty „Nie wiem czy będę”, Magda Ruta zdradziła nam kulisy jej powstawania. Rozmawialiśmy m.in. o przekuwaniu złych doświadczeń w dobre piosenki, łączeniu pasji do muzyki z fotografią oraz o przygotowaniach do występów na żywo.

Sama piszesz teksty?

Wszystkie teksty, które znalazły się na płycie, są w stu procentach mojego autorstwa.

W notce prasowej, którą dostałem od wytwórni podkreślana jest twoja wyrazista osobowość, odważny wizerunek i charyzma. Trochę jakby kluczem do twojego sukcesu miał być kolor włosów czy styl bycia. Oczywiście stylówka jest mega ważna, ale kiedy mamy do czynienia z tak wybitną tekściarką, może właśnie ten aspekt powinniśmy podkreślać na każdym kroku? Naprawdę jestem pod wrażeniem twojego warsztatu. Świetne metafory, wprawne obserwacje, oryginalny styl pisania… długo nad tym pracowałaś?

Długo zbierałam się do tego, aby napisać cokolwiek i kiedy zaczęłam popełniać pierwsze próby pisania jeszcze w czasach licealnych, rzeczywiście sporo czasu minęło zanim pojawił się tekst, który odpowiadał mojemu wewnętrznemu krytykowi. Kiedy jednak taki tekst powstał, a było to cztery lata temu, to kolejne poszły jak z płatka.

Który z utworów powstał najwcześniej?

Najstarszym utworem jest „Zamarznę”. To właśnie tekst tej piosenki był przeze mnie tak długo wyczekiwany i pierwszy, który pokazałam Tomkowi „Serkowi” Krawczykowi.

To bardzo osobista płyta. Od razu słychać, że to materiał napisany przez kogoś, kto dużo przeżył. Jest rozliczenie z demonami przeszłości, sporo tu miejsca na sentymenty, ale też nadziei, że kiedyś jeszcze może być fajnie. Czy tak jak i ja uważasz, że najlepsze teksty powstają nie wtedy, gdy wszystko się układa, a gdy człowiek dostanie od życia po dupie?

Rzeczywiście warstwa tekstowa płyty powstała w niezbyt przychylnym dla mnie czasie. Postanowiłam przekuć gorszy okres mojego życia w coś dobrego, wartościowego. Wynieść jakąś lekcję z tego, co wtedy działo się w moim życiu, przeczekać i pogodzić się z niesprzyjającym mi wtedy kosmosem. Moje opowieści nie należą do wesołych, ale gdzieś tam na końcu skrywają przekaz, że wszystko będzie dobrze. Musi być!

Masz takie utwory, z którymi jesteś najbardziej emocjonalnie związana czy do wszystkich podchodzisz jednakowo?

Z wszystkich utworów jestem bardzo dumna. Za każdym kryje się jakaś emocja, czy historia, którą noszę cały czas w sobie. Szczególnie bliski memu sercu jest tekst do utworu „Nie popędzaj”. „22” jest piosenką, którą uwielbiam za warstwę muzyczną.

Przy płycie pomagał ci Tomek „Serek” Krawczyk. O ile płyta „Nie wiem, czy będę”, to dla ciebie debiut, tak Tomek ma na swoim koncie chyba ze sto różnych albumów. Jak doszło do tej współpracy i jak ona wam się układała?

Z  Tomkiem poznaliśmy się już jakiś czas temu przy okazji pracy nad innym projektem, w którym śpiewałam chórki. Zaprzyjaźniliśmy się. Serek zaczął w pewnym momencie namawiać mnie do zrobienia czegoś autorskiego. Kiedy zaczęliśmy wspólnie pracować nad piosenkami, to było tak dobre, tak naturalne i sprawiało nam tyle radości, że zaangażowaliśmy  się w to w stu procentach. Tworzymy naprawdę zgrany tandem. Darzymy siebie nawzajem dużym zaufaniem.

To wyglądało tak, że Tomek przynosił ci muzykę, a ty dośpiewywałaś swoje partie czy może pracowaliście razem nad kompozycjami?

Nad piosenkami pracujemy zawsze razem, choć zabieramy się do tego na różne sposoby. Czasami przynoszę gotowy tekst i melodię, a czasami sam tekst. Tomek opracowuje harmonie i dopracowuje aranżacje. Czasem jest tak, że to on wychodzi z inicjatywą i gra jakieś akordy, żeby mnie zainspirować i pobudzić do tworzenia. Niekiedy pokazuje mi już wstępnie zrealizowany podkład, a ja staram się ułożyć do tego melodię. Potem już tylko to rozwijamy, a gotowy szkic piosenki przynosimy na próbę, żeby przełożyć te pomysły na zespół.

Jak na razie wypuściłaś dwa single i to dwa różne. Jeden spokojny, drugi energiczny, gitarowy. Na płycie dominują raczej powolne, melancholijne klimaty. Ale czy czujesz się dobrze także w takich eksperymentalnych rzeczach?

Lubię eksperymenty i niecodzienne połączenia. Serek jest mistrzem takich połączeń. Jako ludzie mamy dużo różnych odcieni, więc i piosenki, które piszemy, reprezentują czasem odmienne style, są mniej lub bardziej dynamiczne, kontrastują ze sobą. Tworząc materiał na płytę skupialiśmy się raczej na pojedynczych piosenkach, niż na tym, by całość była spójna muzycznie.

Podobno twoim hobby jest fotografia. Wbrew pozorom to zajawka bardzo podobna do muzyki. Bo niby masz nad wszystkim kontrolę, ale zawsze wkradnie się ten element przypadkowości. Co ciebie w tym najbardziej pociąga?

W fotografii najbardziej pociąga mnie kreacja. Lubię posługiwać się aparatem, aby odtworzyć jakąś scenę, historię siedzącą w mojej głowie. Kreowanie rzeczywistości sprawia mi wielką frajdę. W muzyce również można kreować. Choć większość piosenek z płyty „Nie wiem, czy będę” to utwory bardzo organiczne, wypływające z naszego wnętrza, Tomek nie omieszkał zabawić się przy kilku z nich brzmieniem syntezatorów, czy wykreowaniem niecodziennych dźwięków z instrumentów, których nikt w ten sposób po prostu nie używa. Podczas pracy z Tomkiem w studiu podobało mi się to, że nie bał się eksperymentować, a środki których używał były uzasadnione i nie były jedynie tylko po to, żeby udziwnić jakąś partię. To wszystko tak fajnie, naturalnie się kleiło i po prostu miało sens.

Ważne jest dla ciebie przywiązanie uwagi do estetyki? Wiadomo, muzyka broni się sama, ale czy ty na przykład jako słuchacz lubisz mieć coś więcej?

Lubię przyjść na koncert i patrzeć na ciekawie oświetlonych muzyków, których spaja na scenie strój. Dodatki w postaci oprawy wizualnej nadają koncertom rangę widowisk, pogłębiają przekaz, cieszą oko. Doceniam to.

Jak dobrze poszperamy w Internecie, to możemy natrafić na kilka teledysków twojego autorstwa zrealizowanych dla innych twórców. Widzisz siebie w roli reżysera?

Bardzo dobrze wspominam pracę nad tymi klipami. Było to jednak niełatwe zadanie. Myślę, że teraz, kiedy zaangażowałam się w muzykę, nie znalazłabym na tyle dużo energii i czasu, aby podjąć się wyreżyserowania czegoś dla innego artysty. Może jeszcze kiedyś to zrobię, kiedy osiągnę już swoje cele muzyczne.

Nie możesz się już doczekać koncertów? By zobaczyć, jak sprawdzają się te piosenki w wersji live?

Z niecierpliwością czekam na koncerty. Spotkanie się z żywym odbiorcą to tak naprawdę istota naszej pracy. Jestem ciekawa reakcji ludzi na materiał wykonywany przez nas na scenie.

1 kwietnia, w Prima Aprilis, grasz koncert premierowy w warszawskiej Hydrozagadce. Czy masz już przygotowane psikusy na ten wieczór? Czego możemy się spodziewać?

Póki co to niespodzianka. Ale wiadomo, taki dzień jak prima aprilis zobowiązuje. Nie jestem fanką robienia ludziom dowcipów i dezorientowania ich, ale mogę powiedzieć, że na ten wieczór przygotowaliśmy cover niespodziankę oraz zaprosiliśmy muzycznych gości.