SO!MUSIC

NOWA STRONA MUZYKI

Rozmowy

Editors: Jesteśmy starsi. Gdybyśmy byli młodsi i z wielkim ego, byłoby dużo trudniej. [wywiad]

Polska publiczność zna ich doskonale. Koncertują u nas dość regularnie, a ich każda kolejna płyta spotyka się z ogromnym zainteresowaniem. Justin Lockey i Elliot Williams opowiedzieli o swoich ostatnich wydawnictwach, pracy nad nowymi utworami, wolnym czasie podczas trasy, a także jak Brexit wpłynie na muzyków.

 

Jan Król: Sprawdziłem to. Editors grają dzisiaj w Krakowie po raz piąty. Gdyby podliczyć wszystkie wasze występy w Polsce, w klubach, na festiwalach, stacjach radiowych, akustycznie – mamy już kilkadziesiąt koncertów. Jesteście już prawie jak polski zespół!

Justin Lockey: To prawda, dopiero co w październiku spędziliśmy w Polsce kilka dni, zagraliśmy wtedy radiowy koncert w Warszawie… Faktycznie, wracamy tu… zawsze!

 

Jesteście w trasie koncertowej z albumem „Black Gold”, pewnego rodzaju  „the best of”. Uznaliście, że to dobry moment na podsumowanie, zanim zaczniecie nowy rozdział?

Elliot Williams: To była naturalna decyzja. Po trzech albumach z pierwotnym składem oraz trzech z aktualnym, uznaliśmy, że trzeba usiąść, spojrzeć na ten dorobek, zastanowić się, z czego jesteśmy zadowoleni. Pomyśleć, dokąd teraz chcemy zmierzać i czego oczekują fani. Chyba nigdy wcześniej nie poczyniliśmy takiego rachunku sumienia.

 

Jak przebiegał ten rachunek sumienia? Jak wybieraliście numery na „Black Gold”?

Elliot: Śmiesznie. To w sumie nie jest album „the best of” według nas, raczej „the best of” według fanów. Są tu single, są też numery, które uważamy za ważne. To również punkt wyjścia dla tych, którzy wcześniej nas nie słuchali. Do tego kilka nowych kompozycji. Myślimy, że to fajny „pakiet startowy”.

Justin: To doskonały sposób na poznanie nas, jeśli ktoś nie zauważył ostatnich 6 albumów. (śmiech)

 

„Black Gold” zawiera kilka akustycznych wersji waszych starszych kawałków, a kilka miesięcy wcześniej wydaliście „Blanck Mass”, bardziej elektroniczne wydanie waszej twórczości. Nadal szukacie?

Justin: Zawsze próbujemy ukazać numer w najlepszej wersji. Czasami to właśnie akustyczna wersja podoba nam się bardziej. Natomiast „Blanck Mass” to bardziej album kolaboracyjny, pewien eksperyment. Dobry kawałek to taki, który brzmi dobrze w różnych wersjach, pozwala na różne aranżacje.

 

 

Podobno kiedyś tworzyliście muzykę następująco: Tom siadał do fortepianu, śpiewał, grał. Dopiero później dołączaliście do niego z perkusją, kolejnymi instrumentami i tym charakterystycznym brzmieniem lat 80. Nadal tak działacie?

Elliot: Nadal z reguły zaczynamy komponowanie od fortepianu lub gitary akustycznej oraz wokalu Toma. Potem zastanawiamy się, jak złożyć to w całość, jako piątka muzyków. Wtedy okazuje się, że jeden numer potrafimy zrobić na różne sposoby. Jeden motyw, akord od jednego z nas potrafi zmienić cały numer. Nadal mamy demokrację w zespole.

 

Wasza dwójka nie gra w Editors od samego początku. Dołączyliście po 3 albumie, w 2012 roku. Czy spodziewaliście się wtedy, że ta przygoda potrwa tak długo, że staniecie się częścią tej rodziny?

Justin: Szybko zleciało! W ogóle nie czuję, że to już 8 lat. To szalone, nagraliśmy już wspólnie tyle albumów, co pierwotny skład zespołu. Myślę, że Editors to faktycznie rodzina, dobre miejsce do pracy ale i do zabawy. Każdy wie, co powinien robić, świetnie rozumiemy się w studiu i na scenie… Dobrze tu być.

 

Jakieś ulubione, wyjątkowe, przełomowe momenty z tych 8 lat?

Elliot: Hmm… Jest ich mnóstwo! Pierwszy, to duży, wyprzedany koncert bodajże w Belgii, na który zostaliśmy zaproszeni, będąc bardzo świeżymi członkami zespołu. Tak, początek zawsze będzie wyjątkowy. Fakt, że piątka ludzi, którzy początkowo spotkali się w różnych okolicznościach, na chwilę, a nadal trzymają się ze sobą i dobrze dogadują, to piękne. Ale nie potrafię wybrać jednego momentu.

Justin: Wszystkie dobre chwile mojej kariery to Editors. Dla nas wszystkich, to szalona jazda.

 

Skoro jesteście jak rodzina, a każda rodzina ma swoje lepsze i gorsze momenty, jak utrzymujecie w zespole tę harmonię? Zwłaszcza, spędzając większość roku poza domem, ze sobą.

Justin: Jesteśmy starsi. Gdybyśmy byli młodsi i z wielkim ego, byłoby dużo trudniej.

Elliot: Dużo razem przeszliśmy, różne wydarzenia, lepsze, gorsze. Jeden z fundamentów dobrej atmosfery w zespole, to nie wkurzać siebie nawzajem. Każdy potrzebuje swojej przestrzeni i czasu. To wrażliwa materia, może wybuchnąć jak dynamit. Na szczęście dobrze o tym wiemy, znamy się i dobrze rozumiemy.

 

Jak spędzacie czas wolny podczas trasy?

Justin: Kubek herbaty, jedzenie, piwo… Nic specjalnego. Przy długiej trasie, zwłaszcza pod koniec, czasami potrzebujesz po prostu zostać w hotelu, spać albo zobaczyć jakiś film i to będzie super. Każdy z nas potrzebuje czasu dla siebie. Jeśli Elliot siedzi ze słuchawkami na uszach, to nikt mu nie przeszkadza.

Elliot: Każdy z nas czasami ma czas tylko dla siebie. Zwłaszcza w takie dni, jak dzisiaj. Gdyby pogoda nie była tak beznadziejna, pewnie poszlibyśmy wszyscy na spacer, pozwiedzać miasto, albo uprawiać jakiś sport… To bardzo zależy od momentu i samopoczucia.

 

Dzisiaj świętujemy wasz dotychczasowy dorobek, ale wierzę, że planujecie już kolejny album?

Elliot: Tak, ale nic z tym jeszcze nie robimy. Zawsze byliśmy skupieni na rozwoju i czymś nowym, więc to miła odmiana teraz nie zajmować się tym w ogóle. Cieszymy się koncertami, tym gdzie i z kim jesteśmy. Pewnie już po zakończeniu trasy, za kilka miesięcy usiądziemy i zastanowimy się, jak tym razem zabrać się do komponowania.

 

Każdy kolejny album Editors brzmi nieco inaczej od poprzednich, jest początkiem nowego rozdziału. Ale jeszcze o tym nie myślicie?

Justin: Jedno jest pewne: na pewno nowy album będzie brzmiał inaczej od poprzednich (śmiech) Zawsze tego chcemy.

 

Strona wizualna też zawsze była dla was istotna. Rahi Rezvani od lat odpowiada za wasze okładki, zdjęcia, teledyski, wizualizacje…  Jaka historia stoi za tą współpracą?

Elliot: Stał się nawet kimś więcej niż kolejnym członkiem zespołu, przede wszystkim jest naszym przyjacielem. Ufamy mu, lubimy go bardzo, a praca z nim to przyjemność. Nie ma dla niego rzeczy nie do zrobienia, ciągle nas czymś zaskakuje, szczególnie przy promocji tego albumu i na tej trasie. Dobrze z nim współpracować. I mieć w nim przyjaciela.

Justin: Jest bardzo blisko zespołu. Jest nawet jego częścią.

 

Rahi jest dla Was jak Anton Corbijn dla Depeche Mode i U2?

Justin: Dokładnie! Trudno znaleźć takiego kogoś. Gdybyś kiedyś spotkał takiego człowieka, nie pozwól mu odejść. Zamknij w piwnicy czy coś (śmiech)

 

Zmieńmy nieco klimat. Ale nie chcę rozmawiać o polityce. Brexit. Jak wpłynie na muzyków?

Justin: Prawdopodobnie będzie dużo trudniej dla młodych brytyjskich zespołów. Stracicie tu dużo dobrej muzyki. A nam trudniej będzie pokazać ją światu. Niestety, jacyś prawicowi politycy wymyślili coś głupiego, przekonali do tego innych i jedną z konsekwencji będzie właśnie trudniejszy start dla początkujących zespołów. Ale wierzę, że w dobie Internetu jakoś sobie poradzimy.

Elliot: Problem w tym, że sami nie wiemy jeszcze, co się zmieni i w jakim stopniu. Na pewno będzie więcej papierów, dokumentów, zezwoleń, podatków – wielu nudnych i trudnych rzeczy, którymi trzeba będzie się przejmować, zamiast w tym czasie skupiać się na muzyce.

Justin: Młode, zdolne zespoły muszą pokazywać się światu, pojechać w trasę, przeżyć to na własnej skórze. Zagrać na przykład w małym klubie w Polsce i wyciągnąć z tego jakąś naukę, żeby na kolejnej trasie grać lepiej i w większym klubie. Teraz może im być trudniej. Nam wszystkim może być trudniej. P*przyć Brexit.

 

To dotyczy także nas, na Wyspach jest ponad milion Polaków i oni często też nie wiedzą, co teraz – wracać, zostać? ALE. Wróćmy do pozytywów. Czego życzyć Wam u progu nowego etapu zespołu?

Elliot: Chcemy, aby ta trasa była świetna. Ale potem chcemy wrócić do studia i nagrać coś nowego. To będzie kolejny cel i będzie wymagał skupienia i poświęceń. Ale na razie chcemy przede wszystkim cieszyć się tą trasą. Grać zajebiste koncerty. Setlista jest długa, dłuższa, niż kiedykolwiek wcześniej.

 

Ok. A kolejny jubileusz być może koncertu w Hyde Parku albo na Wembley?

Elliot i Justin: Tak! Fuck Yeah!

 

Wywiad przeprowadził Jan Król (Scena Rozmaitości, Radiofonia 100,5 FM).