SO!MUSIC

NOWA STRONA MUZYKI

Recenzje

Taco Hemingway – “Pocztówka z WWA, Lato ’19” [recenzja]

Jak zwykle niezapowiedzianie i z wielkim hukiem – Taco Hemingway powraca z kolejną płytą. Tym razem utrzymaną w nieco innym klimacie niż ostatnie projekty. Z puszczeniem oka w stronę słuchaczy, którzy preferują utwory z początku jego działalności. Przed wami nasza recenzja albumu “Pocztówka z WWA, Lato ’19”. Na zdrowie!

Gdzie leży Warszawa? Odkąd naczelny przewodnik nocnej, imprezowej strony stolicy przestał wychodzić z domu, niektórzy zdążyli już zapomnieć. Po dwóch płytach pełnych rozmyślań nad swoim bytem, analizowaniu jasnej i ciemnej strony popularności, Taco powraca do tego, co wychodzi mu najlepiej – narracji obrazów wyjętych z codziennego, wielkomiejskiego życia. Mijanych na ulicach ludzi, łączących ich relacji oraz pełnych ułomności schematów zachowań. Są też oczywiście miejsca, w których bywać wypada, jak i te, których lepiej unikać. Schemat rodem z „Trójkąta” i „Umowy”, a jednak przez te kilka lat Warszawa zdążyła się nieco zmienić. I nie chodzi mi tylko o listę miejscówek, które zniknęły z mapy klubów i klubokawiarni. Wszystko to jak zwykle w towarzystwie bitów tworzonych przez ludzi, którzy rozumieją panujące w środowisku mody. Brzmi jak przepis na płytę idealną.

Muszę się przyznać, że jak w Człowieku z dziurą zamiast krtani wleciała długo niesłyszana, trzecioosobowa narracja to ogarnął mnie niemały entuzjazm. To właśnie za to lubiłem wczesnego Taco. Historie ludzi i miejsc, z którymi łatwo jest mi się utożsamić. Nie abstrakcyjne problemy typu tłumy fanów i samotność w hotelowym pokoju. Jest jednak w jego dzisiejszym podejściu coś z Prousta. Bo są to wyłącznie obserwacje z zamkniętej klatki. W tym przypadku zza szyby taksówki. Podobny wydźwięk ma utwór Antysmogowa maska w moim carry-on baggage. Jak wiadomo od jakiegoś czasu Filip nie mieszka już w Warszawie, więc teraz obserwuje miasto z perspektywy gościa. Ten kawałek to też w pewnym stopniu lista powodów, które przyczyniły się do jego wyjazdu. Taki słodko-gorzki obraz stolicy, w której ludzie noszą gęby jak u Gombrowicza. Przestraszyłem się nieco czytając jedną z opinii, że Taco nagrał pozytywną płytę. Ktoś zapomniał dodać, że tylko pod względem brzmieniowym, bo teksty niosą niezmiennie charakterystyczny dla niego ciężar emocjonalny. W piątki leżę w wannie jest kontynuacją wątku z poczuciem niedopasowania, z kolei WWA VHS to ciekawe spojrzenie na relacje damsko-męskie, których obraz zniekształciły nam soft porno z RTL 7 czy amerykańskie sitcomy emitowane pod koniec lat 90.. Zostając jeszcze na chwilę przy tym kawałku, warto spojrzeć na kolejny ważny element fenomenu Taco Hemingwaya – umiejętność wpasowania się w trendy. Tym razem mowa o wszechobecnej retro modzie. W tym przypadku objawia się ona choćby breakbeatowym klimatem rodem z europejskich klubów końca ostatniej dekady XX wieku. Myślę, że nie przypadkowo na płycie pojawił się Schafter, który w końcu wyniósł w polskiej muzyce retro estetykę na zupełnie inny poziom. W ogóle gości na tej płycie jest więcej niż kiedykolwiek… ale nie uważam, tego za świetne posunięcie. Dobrze wpasował się Pezet, jeszcze lepiej wypadli Rosalie. i Schafter. Ale już wejścia Rasa i Kizo w ogóle nie zapadły mi w pamięć. Dawid Podsiadło to z kolei zagranie czysto strategiczne ze względu na wrześniowy koncert na narodowym, dlatego patrzę na jego obecność z przymrużeniem oka. Ale czy jego zwrotki wypadły dobrze? Kwestia sporna.

Dla tych, którzy lubią osobiste rozkminy Filipa polecam kawałek Kabriolety. Ja nie przepadam, ale jak jeszcze nie znudziliście się słuchaniem o paparazzi czy tęsknocie za jazdą autobusem – here you are! Co by utrzymać przy życiu tradycję, postanowiłem wytypować numery, które potencjalnie mogłyby zaistnieć na antenie komercyjnych radiostacji. Na pewno duże szanse ma kawałek W piątki leżę w wannie ze względu na duet z Dawidem. Biorąc jednak pod uwagę aspekt czysto muzyczny, kibicuję piosence Leci nowy Future. To w ogóle fajny koncept przedstawiający poranne i nocne wcielenie Filipa. Coś jak Doctor Jekyll i Mr Hyde. Obawiam się, że jest to jednak płyta z wypisanym terminem przydatności do spożycia. Będzie świetnym towarzyszem tegorocznych wakacji, ale czy starczy na dłużej? Czas pokaże. Potraktowałbym ją raczej jako tytułową pocztówkę z informacją „Cześć tu Filip, sprawdź jak mija mi rok 2019”.