SO!MUSIC

NOWA STRONA MUZYKI

Wywiady

dEUS: “Złapaliśmy bakcyla, już nie możemy doczekać się wejścia do studia.” [wywiad]

Belgijski zespół dEUS to jeden z najciekawszych europejskich projektów reprezentujących szeroko pojętą scenę alternatywnego rocka. Nagrywają i wstępują wspólnie od 28 lat, nieustannie zachwycając brzmieniem i zdobywając nowych fanów. Z okazji 20-lecia ich trzeciego albumy, “The Ideal Crash” zespół wyrusza w trasę koncertową, podczas której zawita także do Polski. Udało nam się zamienić kilka słów z wokalistą zespołu, Tomem Barmanem, który opowiedział nam o planach na przyszłość, swoich pasjach i wspomnieniach z poprzednich koncertów.

Weronika Ścierańska: Trafiłam na bardzo ciekawy wywiad, którego udzieliłeś w 2012 roku dla The Guardian. Sam Richards (dziennikarz) stwierdził, że wiele zespołów zdecydowanie zwalnia wkraczając w trzecią dekadę istnienia. Wkraczając w Waszą trzecią dekadę, w latach 2011 i 2012 wydaliście dwa albumy jeden po drugim w przeciągu zaledwie ośmiu miesięcy i zdobyliście nagrodę EMA “Best Belgian Act”. Potem zdecydowaliście się zrobić sobie przerwę. Czyżby zapeszył?

Tom: (śmiech) Nie, nie sądzę. Osobiście tak naprawdę nie zwolniłem, nie biorąc pod uwagę dEUS. Skupiłem się na nowym projekcie, połączeniu jazzu, funku i rocka, o nazwie Taxi Wars. Nagraliśmy też nasz trzeci album, który ukaże się we wrześniu. Wyruszamy także w trasę koncertową w listopadzie. Po 2012 roku zacząłem także pisać scenariusz mojego drugiego filmu i stworzyłem program dla Duńskiej telewizji. Więc właściwie nie zwolniłem. Szczerze mówiąc, nie powiedziałbym, że miałem jakąkolwiek przerwę. Z dEUS po prostu potrzebowaliśmy odpoczynku. Od tworzenia i od siebie. Im dłużej ze sobą pracowaliśmy, tym bardziej stawało się dla nas jasne, że siedzimy na tykającej bombie zegarowej, z powodu napięć, które między nami rosły. Ale zdecydowaliśmy się wrócić. Przerwiemy ciszę nowym albumem, nad którym zaczniemy pracować po zakończeniu trasy koncertowej. Złapaliśmy bakcyla, już nie możemy doczekać się wejścia do studia.

Jednogłośnie zdecydowaliście, że to idealny moment na powrót?

Tak, trasa koncertowa to tylko początek. Jesteśmy gotowi. Mamy dużo energii i pomysłów. Nie wiem jeszcze, jak nowy album będzie brzmieć, jaki kierunek zdecydujemy się obrać. Ale będzie zupełnie inny, niż nasze poprzednie albumy.

Wiele zespołów zyskało eksperymentując.

Zawsze staraliśmy się eksperymentować i podejmować mniej lub bardziej ryzykowne decyzje. Nasz przedostatni album „Keeping Close” był dramatyczny i osobisty. „Following sea”, nasza ostatnia płyta zachowała podobną atmosferę, za to jest bardziej eklektyczna. Uważam, że zmiany są potrzebne. Dzięki zmianom w zespole dostaliśmy także zastrzyk świeżej energii. Nasz nowy gitarzysta idealnie wpisuje się w ramy dEUS i poprowadzi nas w dobrym kierunku.

Razem z Klaasem jesteście jedynymi członkami grającymi od początku dEUS. Uważasz, że zmiany w zespole zawsze są dobre?

Za każdym razem, kiedy traciliśmy członka zespołu, nie mieliśmy wyboru ani nic do powiedzenia. Po wydaniu pierwszego albumu dwóch członków zdecydowało się odejść. Nie będę rozwodził się nad powodem naszego „rozstania”, ale był raczej błahy. Każdy z nas był młody i miał zdecydowanie zbyt duże ego. Nawet, jeśli mógłbym, nie sądzę, że starałbym się ich zatrzymać. Podejrzewam, że pozabijalibyśmy się w trakcie pierwszej trasy koncertowej. Zmiana wyszła nam na dobre, nagraliśmy kilka dobrych albumów w nowym składzie. To tylko mój punkt widzenia, ale nie ufam zespołom, które grają w niezmienionym składzie od 30stu lat. Z mojego doświadczenia wynika, że jest to po prostu niemożliwe.

Podczas wyboru nowych członków zespołu zawsze kierujesz się instynktem i chemią?

Zdecydowanie. Musimy współgrać na wielu płaszczyznach, każdy z nas ma konkretną rolę do odegrania. Nigdy nie zdecydowalibyśmy się wybrać kogoś z desperacji, tak zwanej bezpiecznej opcji. Każdy członek, był i jest ważną częścią zespołu.

Credits: Getty

Podczas Waszej trasy koncertowej zagracie w Gdańsku. To nie będzie Twój pierwszy koncert dEUS w Polsce. Mimo, że minęło już kilka/kilkanaście lat, pamiętasz poprzednie występy w naszym pięknym kraju?

Pamiętam je bardzo dobrze. Na nasz pierwszy koncert w Warszawie spóźniliśmy się cztery godziny. Nasz perkusista zapomniał paszportu i zostaliśmy zatrzymani na granicy. Organizatorzy koncertu wiedzieli o naszym każdym kroku i postarali się, aby publiczność na nas poczekała. Kiedy wreszcie udało nam się dotrzeć do klubu, wszyscy byli zwarci i gotowi. To był świetny koncert. Nasz drugi koncert w Warszawie pamiętam z trochę innej perspektywy. W przeddzień koncertu spacerując ulicami Warszawy dowiedziałem się o tragedii, która dotknęła moich przyjaciół w Belgii. Zagraliśmy dobry, ale bardzo emocjonalny koncert. To musiał być rok 2006. Pamiętam także koncert w Gdańsku. Kupiłem świetną koszulkę, która po założeniu długością przypominała sukienkę. Może przesadzam, ale sięgała mi prawie do kostek (śmiech). Wyglądała super i zdecydowałem się w niej wystąpić. Na scenie okazało się, że wzmacniacze zasłaniają moją kreację. Nie mogłem na to pozwolić, więc ciągle stawałem na nich, żeby ludzie mogli podziwiać moją nową koszulkę. To się nazywa rock&roll!

Przejdźmy do tekstów Waszych piosenek. W wywiadzie z 2012 roku stwierdziłeś, że masz po dziurki w nosie śpiewania o sobie. Dlatego też część utworów z „Following Sea” to Twoje reakcje na to, co działo się na świecie. Wiele się wydarzyło przez ostatnie siedem lat. Czy możemy spodziewać się, że tworząc nowy album podążysz tą samą drogą?   

Stworzyłem wiele albumów, z wielu perspektyw i z różnym podejściem. Nie sądzę jednak, żeby ktokolwiek czekał na album polityczny stworzony przez kolesia z kolczykiem, w skórzanych spodniach. Nie będę nikomu mówił, jak ma żyć i co ma robić. Tworząc zawsze bazuję na sobie i własnych doświadczeniach. Taki już po prostu jestem. Nie jestem dobry w wymyślaniu spójnych historii jak Johnny Cash czy Cage. Trzeba eksperymentować, żeby się rozwijać. Oczywiście to tylko jeden z etapów. Pisanie o sobie wraca wtedy, kiedy poznajesz kogoś nowego. Emocje wypełniają Cię na tyle, że chcesz, żeby cały świat o tym wiedział. Nie sądzę, żeby nowy album dEUS był bardzo osobisty, bo taki właśnie będzie nowy album Taxi Wars. Tym razem postawię na abstrakcję, z osobistą perspektywą. Nie potrafię nie pisać o sobie. Nie ważne jak bardzo abstrakcyjne są moje teksty, muszę wiedzieć, o czym śpiewam. W przeciwnym razie czuję się jak brzuchomówca.

Zdradziłeś już, że zaczniecie pracować nad albumem po zakończeniu trasy koncertowej. Czy istnieje chociaż cień szansy, że zdradzisz jakąś przybliżoną datę wydania nowego materiału?

Zacznę od tego, że nie jestem dobry w dotrzymywaniu terminów. Zawsze je ignoruję. Jeśli wyznaczę konkretną datę wydania albumu, nie wierz mi. Jedyne, czego jestem pewien, to to, że zaczniemy tworzyć po trasie koncertowej. Czyli mniej więcej we wrześniu. To wszystko, co mogę powiedzieć.

Macie bardzo oddanych fanów. Czekali tyle lat na nowy album, więc na pewno poczekają jeszcze trochę.

Muszę przyznać, że to bardzo miłe. Mam tylko nadzieję, że nasi fani wiedzą, że nigdy nie porzuciliśmy dEUS.

Czy kiedykolwiek mieliście wątpliwości, żeby wrócić jako dEUS? Biorąc pod uwagę jak w dzisiejszych czasach wygląda życie muzyka i praktycznie nieistniejąca sprzedaż płyt.

Nie, nigdy by mnie to nie powstrzymało. To po prostu jeden z tych aspektów życia, w których dajesz z siebie wszystko i masz nadzieję, że będziesz mieć szczęście. Poza tym spadek w sprzedaży płyt rozpoczął się jakieś dziesięć lat temu. Nasz management trzyma pieczę nad zarobkami ze streamów na Spotify i wyświetleń na YouTube, jeśli takie w ogóle istnieją. Nie musimy się także martwić o kwestie prawne, nasz management robi to za nas. Ale bardzo się cieszę, że nie jestem początkującym muzykiem. To musi być niezły ból głowy. Nie zapominaj, że my zaczynaliśmy w latach 90tych, idealnych czasach dla muzyków. To była kombinacja pieniędzy inwestowanych w muzykę i wartościowych hitów na listach przebojów. Obecnie jest zupełnie odwrotnie. Ciężko w tych czasach o pieniądze, a muzyka królująca na listach przebojów nie jest wartościowa.

Bardzo dyplomatycznie powiedziane.   

Nie zrozum mnie źle, dobrze, że muzycy starają się oprócz grania zrobić show. Ale ich muzyka nie skłania do myślenia. Jak każdy, musiałem dopasować się do nowego odbioru muzyki, bez większego wysiłku umysłowego. Muzyka nie znaczy tyle, ile dla mnie znaczyła, kiedy miałem 20 lat. Nadal słucham muzyki i oczywiście, nadal ją lubię.

Na koniec wrócę jeszcze raz do wcześniej wspomnianego wywiadu. Wspomniałeś wtedy, że jednym z Twoich ulubionych zespołów był Balthazar. Stwierdziłeś także, że wróżysz im świetlaną przyszłość. Nadal śledzisz ich karierę?

(Śmiech) Tak, nie przesłuchałem jeszcze całego nowego albumu, ale słyszałem dwa nowe single. Myślę, że obrali nowy interesujący kierunek, na który czekałem. Miałem wrażenie, że ich poprzednie albumy były do siebie zbyt podobne. Zaczęli się trochę powtarzać. Bardzo podobał mi się ich występ na żywo. Staram się śledzić ich karierę kiedy tylko mam czas. Oprócz tego staram się poznawać nowych artystów, Spotify idealnie się do tego nadaje. To istna kopalnia nowej muzyki.

Wielkie dzięki za rozmowę!