Loading
W piątek Krzysztof Zalewski zainaugurował kolejną trasę koncertową promującą album „Złoto”. Zalewski odwiedzi wiele miast m.in. Poznań, Gdańsk i Łódź. Część koncertów została już wyprzedana. Całość zwieńczy Solo Act artysty, który odbędzie się 26 kwietnia na warszawskim Torwarze.

Koncert w Radomiu udzielił odpowiedzi na pytanie jakich utworów można się spodziewać na nadchodzącej trasie. W stosunku do zeszłorocznej setlisty zostało wprowadzonych kilka zmian. Po pierwsze, utwory które poprzednio pojawiały się podczas bisów, teraz zostały zagrane już na początku. Dobrze znane „Jaśniej”, czy „Polsko”, od razu wprowadziły publiczność na odpowiedni poziom pobudzenia. Artysta jednak umiejętnie przechodzi od kawałków mocno rockowych do bardziej nastrojowych, takich jak „Miłość Miłość”. Wspomniany utwór tym razem został zagrany dwa razy. Najpierw na pianinie przez samego Zalewskiego, następnie podczas bisów – już przy udziale wszystkich muzyków. Za każdym razem wywoływał chóralny śpiew zgromadzonych na koncercie fanów.

Zalewski tradycyjnie angażował publiczność do wokalnego udziału w wydarzeniu, nie tylko grając dobrze znane przeboje, ale i specjalnie przygotowane krótkie utwory, takie jak „Mam siedemnaście lat”. Artysta mówi o nim żartobliwie, że ma właściwości odmładzające.

Jeżeli ktoś myślał, że koniec trasy Męskiego Grania oznacza koniec okazji do usłyszenia jednego z największych hitów poprzedniego roku, to nie miał racji. Na szczęście Krzysztof Zalewski nie pozwoli na to żeby zapomnieć o „Początku”. Wykonuje go już bez udziału Dawida Podsiadło oraz Korteza, jednak przy podobnym entuzjazmie ze strony publiczności, jak podczas koncertów Orkiestry.

Na radomskim koncercie nie zabrakło również elementów tanecznych. Artysta powiedział, że są trzy najważniejsze rzeczy w życiu: muzyka, miłość i taniec. Zachęcał zgromadzonych aby podczas utworu „Folyn” wyzbyli się wszelkich ograniczeń, oddając się tańcu. Nie ograniczył się jednak do słownych zachęt i sam dawał przykład jak powinno się to robić. Zalewski powiedział, że być może już zawsze powinni grać tylko taneczne piosenki. Następnie razem z muzykami zagrał cover utworu George’a Michaela pt. „Killer”.

Obecna trasa koncertowa jest też najprawdopodobniej jedną z ostatnich, na której można usłyszeć tak wiele utworów ze świetnej, choć mniej znanej płyty „Zelig”. Pojawiły się takie kawałki jak „Ry55”, „Spaść”, „Ósemko”, czy „Zboża”.

Nie zmieniło się to, że artysta nadal bardzo chętnie łamie bariery dzielące go od publiczności. Na jednym z utworów opuścił scenę wchodząc pomiędzy fanów. Tym razem jednak nie podczas piosenki „Jaśniej”, a podczas „Luki”. Wywołało to niemałe poruszenie i wydawało się, że jeszcze podniosło poziom zaangażowania publiczności.

Przed końcem pierwszej części koncertu, pojawiło się jeszcze kilka bardzo energetycznych, gitarowych utworów takich jak „Chłopiec” czy „Na drugi brzeg”. Miało też miejsce jedno z pierwszych wykonań na żywo, najnowszego utworu „Kurier”, skomponowanego do filmu w reżyserii Władysława Pasikowskiego.

Radomska publiczność nie pozwoliła na to aby koncert skończył się zbyt szybko. Na początku, w ramach bisu, artysta zagrał i zaśpiewał razem z fanami „Jak dobrze”. Następnie przypomniał, że ostatnio zdarzało mu się grać twórczość Czesława Niemena i wykonał utwór „Doloniedola”.

Kiedy zespół po raz kolejny opuścił scenę, mniej więcej jedna trzecia publiczności udała się do szatni. Pozostali nie poddawali się w staraniach ponownego przywołania Zalewskiego na scenę. Dzięki temu uzyskaliśmy próbkę Solo Actu, w postaci coveru utworu „Kiss” Prince’a. Artysta zachęcił do przybycia na Torwar, aby usłyszeć więcej takich wykonań, po czym podziękował za świetny początek trasy i zniknął za sceną.

Koncert w Radomiu, obejmujący dwadzieścia utworów, umożliwił wysłuchanie przekroju całej twórczości Krzysztofa Zalewskiego. Artysta niezmiennie potrafił zbudować wyjątkowy kontakt z publicznością. Energia, zaangażowanie i profesjonalizm muzyka powodują, że jeśli już raz uczestniczyło się w jego show, jest wielce prawdopodobne, że będzie się chciało zrobić to po raz kolejny. Zdecydowanie warto spróbować.

Top