SO!MUSIC

NOWA STRONA MUZYKI

Rozmowy

Perfect Son: “(…) przede wszystkim chodzi o dramatyczną zmianę na lepsze, jaka zaszła w moim życiu i mojej głowie przez ostatnie parę lat.” [wywiad]

W zeszłym tygodniu debiutancki krążek Tobiasza Bilińskiego pod szyldem Perfect Son, zatytułowany “Cast”, ukazał się na całym świecie. Nam udało się porozmawiać z Tobiaszem o jego nowym projekcie, wizjach artystycznych i planach na przyszłość.

 

Weronika Ścierańska: Zacznijmy od zupełnie banalnego pytania: dlaczego wybrałeś akurat Perfect Son jako pseudonim artystyczny?

Tobiasz Biliński: To dość wielowarstwowa nazwa, ale przede wszystkim chodzi o dramatyczną zmianę na lepsze, jaka zaszła w moim życiu i mojej głowie przez ostatnie parę lat. Nie będę wchodził w szczegóły, ale przez większość życia byłem dokładnym przeciwieństwem tego co ta nazwa oznacza, teraz się uspokoiłem, ustatkowałem. Mam żonę, dziecko w drodze i psa. Kilka lat temu bym wyśmiał każdego, kto by mi mówił że tak będzie. To trochę taki żartobliwy wyraz zdziwienia, że tak bardzo się wszystko zmieniło.

Twój poprzedni projekt, Coldair, rozpoznawalny był za granicą, co nie często zdarza się Polskim artystom. Podsumowując: kilka albumów, występy na światowych festiwalach, zagraniczne trasy koncertowe. Dlaczego zdecydowałeś się zacząć od początku pod inną nazwą?

Potrzebowałem zmiany. Nowe rzeczy i nowe kierunki mnie inspirują. Bardzo długo tworzyłem jako Coldair, to był taki mój projekt do próbowania różnych rzeczy i rozwijania się. W momencie, w którym skończyłem demówki na nowy album, uderzyło mnie jak bardzo moja muzyka się zmieniła i poczułem, że to jest dobry moment na rozpoczęcie nowego rozdziału. Zresztą, cała ta płyta opowiada o zmianach i nowych początkach, więc dobrze się złożyło.

Jedną z głównych informacji podawanych przez portale społecznościowe jest fakt, że jako jedyny Polski artysta podpisałeś kontrakt z wytwórnią Sub Pop. Jak wiadomo ta właśnie wytwórnia ma na swoim koncie współpracę z Nirvaną, Soundgarden, METZ, Father John Misty, czy Foals. Jak się z tym czujesz?

Dobrze się z tym czuję! Sub Pop to bardzo dobra wytwórnia, jestem fanem wielu ich artystów. Trochę się czuję zaszczycony widząc siebie pomiędzy nimi.

Fascynującą jest także historia Twojej znajomości z Jonathanem Ponemanem, z którym jesteś w kontakcie od występu na South by Southwest. Mógłbyś zdradzić nam, jak doszło do Waszego spotkania?

Z Jonathanem znamy się już dobre parę lat, poznaliśmy się na SXSW w Austin w Teksasie w bodajże 2012 roku. Wspólny znajomy zabrał go na mój koncert i od tamtej pory interesował się tym co robię. Pomagał mi się rozwijać, dawał dobre rady i służył doświadczeniem. Bardzo jestem mu za to wdzięczny!

Teksty piszesz w języku angielskim. Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, aby śpiewać po polsku?

Nigdy. Zawsze byłem raczej anty jeżeli chodzi o polski w muzyce. Trudno to wytłumaczyć, to chyba po prostu kwestia osobistej niechęci. Drażni mnie brzmienie naszego języka w piosenkach. Co ciekawe, na przykład w poezji już nie.

Teledysk, a raczej oficjalny lyric video do „It’s for life” wyreżyserowałeś razem ze Swoją żoną. Jest subtelny, w pewnym sensie intymny, bo pokazuje Wasze życie za kulisami, nawet jeśli wyreżyserowane. Możemy spodziewać się zatem, że zobaczymy więcej „zakulisowych” materiałów z Twojego życia?

Raczej nie, chyba że będę się nudził na Instagramie. W kontekście tej piosenki to pasowało, to jest bardzo osobisty numer o mnie i o niej.

Zarówno teledysk do „It’s for life”, jak i „Lust” to lyric video. Planujesz premiery oficjalnych teledysków, czy taka forma odpowiada Ci najbardziej?

Planuję jak najbardziej! Oficjalny teledysk do piosenki “Promises” w reżyserii Jarka Tokarskiego ukaże się bardzo niedługo, w zasadzie na dniach.

Wracając na chwilę do „It’s for life” – materiał kręciliście w Warszawie i Twoim rodzinnym mieście, Sopocie. W którym mieście czujesz się lepiej/bardziej jak w domu?

Zdecydowanie w Warszawie. Mieszkam tu już 8 lat i tutaj jest moje miejsce, przynajmniej na razie. Kto wie, gdzie mnie wywieje za jakiś czas, ciągle myślę o przeprowadzce do Berlina, Toronto czy Los Angeles. Do Sopotu zawsze będę miał sentyment, ale jednak spędziłem tam 17 lat swojego życia i wystarczy.

Twój pierwszy album pod szyldem Perfect Son trafi do sprzedaży już niedługo, 15stego lutego. Co dalej? 

Koncerty, koncerty, koncerty. Gramy premierowy gig 20 marca w warszawskiej Hydrozagadce, a potem 8 koncertów po całej Polsce w kwietniu. No i w sierpniu OFF, na jesień najprawdopodobniej trasa po Europie. Zacząłem już pisać nowe piosenki, więc mam nadzieję wydać coś nowego już w 2020 roku.

Wielkie dzięki za rozmowę!

 

Przypominamy, że album „Cast” dostępny jest w sprzedaży tutaj. Limitowany żółty winyl można nabyć również tutaj.