Public Service Broadcasting – “Sukces, jaki osiągnęliśmy, zobowiązuje nas do otwartego wyrażania naszego zdania.” [wywiad]
» » Public Service Broadcasting – “Sukces, jaki osiągnęliśmy, zobowiązuje nas do otwartego wyrażania naszego zdania.” [wywiad]

Public Service Broadcasting – “Sukces, jaki osiągnęliśmy, zobowiązuje nas do otwartego wyrażania naszego zdania.” [wywiad]

Kategoria: Wywiady | 0
15 listopada nasze ulubione instrumentalne Brytyjskie trio – Public Service Broadcasting – zagrali koncert w Warszawskich Hybrydach. J. Willgoose, Esq. znalazł dla nas chwilę, aby porozmawiać o “Every Valley”, ich nowej EP “White Star Liner”, Brexicie i przyszłych projektach.

 

Weronika Ścierańska: W zeszłym roku udało nam się porozmawiać o Waszej płycie „Every Valley”, opisującej historię górników Walijskich. A potem w grudniu zagraliście dodatkowy koncert w Polsce, w kopalni GUIDO, 320 metrów pod ziemią. Jak Wam się grało?

J. Willgoose, Esq: To było świetne, ale i dziwne doświadczenie. Czuliśmy się jak na normalnym koncercie, choć wciąż przypominaliśmy sobie, że jesteśmy głęboko pod powierzchnią ziemi. Ten występ był swego rodzaju punktem kulminacyjnym naszego bardzo pracowitego i bardzo długiego roku. Był też trudny z uwagi na historię, którą opowiadamy na „Every Valley”. Przemysł węglowy w Polsce nadal żyje, choć na horyzoncie zaczynają pojawiać się dobrze nam znane sprzed trzydziestu lat problemy. Osobiście czułem się trochę nieswojo, jak Dickensowski duch przyszłych świąt Bożego Narodzenia, przynoszący wizję tego, co może nastąpić.

Duch przyszłych świąt Bożego Narodzenia to dobre określenie zważywszy, że graliście w wigilię Barbórki, dnia Górnika. Czy wiedząc o tym, stresowaliście się bardziej, niż przed zwykłym koncertem?

Do samego przyjazdu nie, choć z czystej ciekawości czytałem o Dniu Górnika. W kopalni swoją obecnością zaszczycili nas dygnitarze wyglądający bardzo oficjalnie i trochę onieśmielająco. Podczas samego występu człowiek skupia się już na samym graniu, szczególnie, kiedy ten koncert transmitowany jest na żywo w radiu. Nie mieliśmy czasu na myślenie o niczym innym. Wspominając całe wydarzenie dochodzę do wniosku, że było to bardzo interesujące doświadczenie. Niewiele zespołów może się takim pochwalić.

Sprawdziłam, jak radziły sobie Wasze albumy na listach w różnych krajach. „Every Valley” znalazł się na 2 miejscu w Nowej Zelandii.

Niestety to nieoficjalna lista (śmiech). Choć bardzo nas ten wynik ucieszył.

Za to w Wielkiej Brytanii, oficjalnie, płyta skończyła na 4 miejscu. Czy to wpłynęło w jakiś sposób na Wasze życie i karierę?

Może. To na pewno osiągnięcie, którego nikt nam nie odbierze. Gdyby nasza kariera skończyła się jutro, ktoś nadal by o nas mówił. To daje nam swego rodzaju pewność. Podczas trasy koncertowej w UK oprawa wizualna była na bardzo wysokim poziomie, z którego byłem bardzo dumny. Nikt nie będzie w stanie mnie przekonać, że się mylę. Materiał wizualny jest niezaprzeczalnie dobry i wzbudza dużo emocji. To poziom, który chcieliśmy osiągnąć.

Przeglądając Waszego Twittera, którego używacie głównie do promocji płyt i koncertów, w oczy rzucił mi się post Howarda Goodalla, którym podzieliliście się z fanami. Był to wpis o pomyśle wprowadzenia wiz do i z Wielkiej Brytanii, i jaki wpływ ta decyzja będzie miała na przemysł muzyczny. Zważywszy na rozwijające się negocjacje w sprawie Brexitu, jakie jest Twoje stanowisko w tej sprawie?

Za każdym razem, kiedy ktoś zaczyna rozmowę o Brexicie, znajduje się przynajmniej jedna wściekła osoba, krzycząca „zamknij się”. Przestaje odpowiadać, kiedy przedstawi jej się logiczne argumenty i fakty, co mówi samo za siebie. Sądzę, że jako muzycy, jako część przemysłu muzycznego, jesteśmy zobligowani do mówienia o tym, co może nam zaszkodzić. Cieszę się, że Ed Sheeran i Bob Geldof także zajęli stanowisko w tej sprawie. Łatwo jest założyć, że milionerów nie obchodzi nic, poza ich kontem. Nic bardziej mylnego. Chodzi głównie o mniej znane zespoły, o roadies, o wszystkich będących częścią przemysłu muzycznego. Kariera zawodowa ilu tysięcy osób zależy od nieskomplikowanego poruszania się w obrębie Europy? Sukces, jaki osiągnęliśmy, zobowiązuje nas do otwartego wyrażania naszego zdania. Nie sądzę, że jednym tweetem mógłbym zakończyć naszą karierę. Szczerość oczywiście wiąże się z tym, że straciliśmy kilku wściekłych fanów, ale nie bardzo mnie to dotknęło. Wolę powiedzieć, co mi leży na sercu, respektując zdanie innych, niż nie powiedzieć nic.

Łatwiej przychodzi Ci pisanie o polityce, czy o historii?

Myślę, że koniec końców, polityka i historia się łączą. Tworząc „Every Valley” świadomie wybrałem bardziej polityczny aspekt historii. Strajki górników to temat, który nadal dzieli społeczeństwo w Wielkiej Brytanii. Starałem się przedstawić tę historię w sposób otwarty i zachęcający do dyskusji. Nigdy nie chciałbym napisać czegoś fałszywego, tylko po to, żeby się sprzedało. Nudzi mnie sztuka, która nie skłania do myślenia.

Teraz skupiliście się na historii morskiej.

Tak, choć tę EP traktujemy raczej jako projekt dodatkowy. Osobiście nie wybrałbym takiego tematu. To projekt we współpracy z BBC, o budowie jednego z najbardziej znanych statków na świecie. Chcieliśmy stworzyć coś wesołego, co okazało się wyzwaniem. Jak odciągnąć ludzi od myślenia o katastrofie i liczbie ofiar, i skupić ich uwagę na wielkości samego statku, jego wspaniałości. Na tym, jak był tworzony, co się z nim stało, co stać się nie powinno.

Słuchając samego albumu nie byłam w stanie powiedzieć jednoznacznie, że „White Star Liner” mówi o Titanicu. Zwłaszcza, że White Star Liner to także nazwa firmy, która Titanica stworzyła. Z całą ich flotą, 4 piosenki nie byłyby wystarczające na opisanie wszystkich katastrof morskich, których doświadczyli. Choć nie wszystkie ich statki zatonęły.

To prawda. Wydaje mi się, że Olympic był statkiem, który ocalał. Titanic i Britannic na pewno zatonęły. „White Star Liner” to historia Titanica, którego nazwy specjalnie nie użyliśmy. Titanic to fraza, obraz, automatyczne skojarzenie z filmem Jamesa Camerona. Chcieliśmy stworzyć coś świeżego, co sprawi, że słuchacz będzie myślał o statku i tym, co sobą reprezentuje.

W teledysku do „White Star Liner” nazwa Titanic pojawia się tylko raz, prawie na końcu, jeśli się nie mylę. Pod teledyskiem dodaliście: „Informacja dla pedantów (z nami włącznie), tak, wiemy, że większość materiału ukazuje Olympic, ale to dlatego, że dostępność materiałów pełniących funkcję ilustratywną jest bardzo ograniczona”. 

Naprawdę nie mieliśmy z czego wybierać. Kolejnym wyzwaniem było znalezienie jakiegokolwiek nagrania filmowego z 1912 roku przedstawiającego Titanic.

Ciekawe i zarazem przerażające jest to, że statek rozmiarów Titanica tonął 2 godziny i 40 minut. To tak długo, a zarazem tak krótko.

Nie zapominajmy o fakcie, że Titanic nazwany był statkiem niezatapialnym. To tylko pokazuje, że życie bywa nieprzewidywalne. Tragedią jest to, że tak wielu ludzi zginęło, za to tylu ludzi wiedziało o zbliżającej się tragedii, ale nie chciało w nią uwierzyć. Kiedy statek uderzył w górę lodową, inspektor, a zarazem jeden z konstruktorów Titanica, po oględzinach stwierdził, że los statku jest przesądzony i szybko zatonie. Podejrzewam, że mała ilość szalup spowodowana była głównie przekonaniem, że jeśli Titanic zacznie tonąć, to będzie tonął długo. Nie przewidzieli tego, co nastąpiło.

Ta nieprzewidywalność przypomina mi komentarz Donalda Trumpa sprzed kilku dni. Stwierdził, że pożary w Californii to wina ludzi, a nie zmiany klimatu.

Jego głupota nie ma granic, prawda?

Niestety. Ostatnie pytanie. Wybrałeś już temat następnego albumu?

Tak, od jakiegoś czasu skupiam się na jednym konkretnym temacie. Dzięki „White Star Liner” mamy więcej czasu na stworzenie nowego materiału. Ale nie zdradzę, o czym będzie nowy album, nie chcę tego zdradzać. Jedyne, co mogę powiedzieć to to, że nie wydamy go w następnym roku.

W takim razie pozostaje nam, fanom, tylko czekać cierpliwie.

Mam nadzieję, mówi się, że ludzie czekają na to, na czym im zależy.

Wielkie dzięki za rozmowę!