nothing, nowhere w Warszawie [relacja]
» » nothing, nowhere w Warszawie [relacja]

nothing, nowhere w Warszawie [relacja]

Kategoria: Koncerty, Relacje | 0
Joe Mulherin, występujący pod pseudonimem nothing, nowhere to 26-letni Amerykanin z Foxborough. Joe jest autorem wszystkich swoich tekstów i piosenek, a także ich producentem. Na scenie towarzyszy mu dwójka przyjaciół tworząca akompaniament. Grupa występowała w ramach supportu u boku artystów takich jak Real Friends czy La Dispute. 2 listopada odwiedzili Warszawę, by zagrać koncert promujący krążek  “ruiner”, wydany w tym roku. Impreza odbyła się się w klimatycznym klubie Hydrozagadka, położonym w sercu starej Pragi Północ.

Koncert poprzedziły występy Sulii oraz Lontalius. Gdy przyszedł czas na nothing, nowhere publiczność poczuła się jak w domu. Joe nie mógł się nadziwić, że w miejscu tak odległym od jego rodzinnego Foxborough, wszyscy doskonale znają jego teksty. Mężczyzna cały wieczór był wyraźnie wzruszony. Jak sam powiedział, nigdy by nawet nie pomyślał, że będzie miał okazje zagrać w miejscu takim jak Warszawa. Stwierdził nawet, że skoro ma tutaj tak wspaniałą publiczność, chyba będzie musiał po prosu zamieszkać w Polsce. Wyznał również, że to najlepszy koncert jaki dotychczas zagrali.

Zespół zaprezentował nie tylko piosenki z płyty “ruiner”, ale również utwory z poprzednich albumów takie jak na przykład “Letdown”, które na żywo wypadło wprost znakomicie.

Ogromne wrażenie wywołało również “dread”, “nevermore” oraz “I’ve been doing well”. Jednak największy szał miał miejsce podczas piosenki “hammer”, która jest najpopularniejszym utworem nothing, nowhere.

Po tym jak zespół opuścił scenę, publiczność zaczęła prosić o jeszcze jedną piosenkę. Joe wyszedł więc na scenę i w towarzystwie gitary elektrycznej zaprezentował kawałek “i’m sorry, i’m trying”. Ujęty przez fanów wokalista oraz jego słuchacze stali się na chwile jednością i ten utwór wykonali razem.

Muzyka nothing, nowhere na żywo to dawka intymności, refleksji i poczucia zrozumienia. Pełne wrażliwości teksty i tajemniczy akompaniament wzbudzają emocje, których nie da się wywołać w inny sposób. Chciałabym z całego serca polecić Wam wybranie się na kolejne koncerty nothing, nowhere i zagwarantować, że czegoś takiego jeszcze nie przeżyliście. A zanim to nastąpi zapraszam do zapoznania się z ich repertuarem, który w domowym zaciszu również potrafi być magiczny.