SO!MUSIC

NOWA STRONA MUZYKI

Recenzje

Florence + the Machine i ich muzyczny list

Każdy z nas na pewno choć raz w swoim życiu zastanawiał się, jaka tak naprawdę jest nadzieja. Można o niej usłyszeć różne historie. Na przykład dla Florence + the Machine nadzieja jest wysoko, co można wywnioskować z tytułu czwartej już płyty zespołu, High as Hope.

Po wydaniu How Big How Blue How Beautiful Florence Welch przyznała, że niewiele brakowało, a płyta stałaby się albumem koncepcyjnym bazującym na procesach czarownic. Pomyślałam wtedy, że zespół mógłby wrócić do tego tematu przy kolejnym krążku, ponieważ nasiąknięte tematyką wody, topielców, magii, snów oraz mroku Lungs i Ceremonials to według mnie najbardziej niezwykłe i najlepsze album w dorobku zespołu. Florence + the Machine rzeczywiście powróciło z nową płytą zapowiedzianą pełnym symboli Sky Full of Songs, opowieścią o siedemnastoletniej Flo w Hunger, emocjonalnym Big God, świecącymi, pudrowo-różowymi kwiatami oraz magicznymi rysunkami Florence opatrzonymi wersami z piosenek.

High as Hope to płyta, co do której mam bardzo mieszane uczucia. Po pierwszym przesłuchaniu poczułam pewnego rodzaju zawód i znużenie. Florence nie śpiewa już tak samo jak na pierwszych dwóch wydawnictwach. Jej głos często załamuje się, słowa są wydłużane i niewyraźne. Większość piosenek brzmi bardzo podobnie. Bywają też takie, które trwają trochę za długo przez refreny. Pojawiają się także powtórzenia wielu fraz, które w pewnym momencie robią się męczące. W nowej płycie Florence + the Machine przeważają refreny, które nie są najmocniejszą stroną utworów. Ale mimo wszystko postanowiłam dać albumowi kolejną szansę.

Najbardziej wyróżniające się utwory to June, South London Forever i Big God. Muzyka i ukryta w nich opowieść są różnorodne, dzięki czemu zyskują z każdym przesłuchaniem. Mam wrażenie, że właśnie w tych piosenkach Florence wplotła najwięcej złotych myśli, które wypełniają jej notatniki. Zwłaszcza South London Forever jest ciekawe, ponieważ podczas  odsłuchu cofam się myślami do opisanych w książce Florence + the Machine: Głos wszechmogący lat nastoletnich Florence. Do ciekawych kompozycji należą również Sky Full of Songs oraz The End of Love. Są spokojne, ale niezwykle nasiąknięte przez symbole.

Grace, Patricia, 100 Years i No Choir to utwory, do których nie mogę się przekonać przez panującą w nich monotonię, powtarzalność i sposób śpiewania. Florence w swoich tekstach odwołuje się nie tylko do wspomnień młodości i czasu spędzonego z ważnymi dla niej osobami, ale do dużych miast tętniących życiem, oryginalnością oraz kreatywnością, takich jak Londyn, Chicago czy Nowy Jork. Sama wędrując po dobrze znanych mi chodnikach w niewielkim mieście, w którym mieszkam i przyglądając się mijanym po drodze ogródkom lub błękitnemu niebu odczułam niektóre piosenki zupełnie inaczej.

O nowym albumie Florence pisze:

High as Hope

list miłosny do samotności, Nowego Jorku, Południowego Londynu, i wszystkich aniołów, jakie kiedykolwiek spotkałam.

Zespół w swoich płytach zwykle trzymał się motywu przewodniego, który można interpretować na wszelakie sposoby. Z High as Hope nie dowiedziałam się jak bardzo wysoko jest nadzieja, ale że warto ją mieć zawsze i jest niezwykle ważna. I mam nadzieję, że przy kolejnej płycie zespół wróci do niesamowitego klimatu poprzednich krążków. High as Hope to płyta, która może towarzyszyć przy powrotach do rodzinnego zakątka, spacerach po wielkich, pełnych życia miasta, letnich wschodach jak i zachodach słońca spędzanych na kocu w trawie pełnej kwiatów bądź pod ogromnym drzewem.