Alex Cameron: „Jeśli pracuję każdego wieczora, czuję, że jestem w formie” [wywiad]
» » Alex Cameron: „Jeśli pracuję każdego wieczora, czuję, że jestem w formie” [wywiad]

Alex Cameron: „Jeśli pracuję każdego wieczora, czuję, że jestem w formie” [wywiad]

Kategoria: Wywiady | 0
Australijski wokalista Alex Cameron zwrócił na siebie uwagę w kręgach muzyki alternatywnej dzięki swojej intrygującej prezencji scenicznej i umiejętności wplatania w teksty utworów autentycznych ludzkich historii. Ma na koncie dwa albumy – Jumping the Shark i Forced Witness – nagrane wraz z saksofonistą i wieloletnim przyjacielem Royem Molloyem, oraz współpracę z takimi wykonawcami, jak Brandon Flowers czy Angel Olsen. Przed niedzielnym występem Alexa Camerona w warszawskiej Hydrozagadce mieliśmy okazję zapytać go o jego ambicje pisarskie, gust filmowy i kondycję fizyczną.

Michalina Roś: W zeszłym roku wydałeś swoją drugą płytę, Forced Witness. Skąd wziął się ten tytuł?

Alex Cameron: Forced witness to termin, na który natrafiłem w internecie, związany z erotyką. Określa zmuszanie kogoś do robienia czegoś w brew jego woli, do bycia częścią i obserwowania aktu seksualnego, w którym wcale nie musi czynnie brać udziału. Ten termin wydawał mi się bardzo szeroki, choć określa bardzo konkretne zjawisko. To sformułowanie idealnie nadawało się na tytuł płyty, gdyż mogłem je zinterpretować na wiele różnych sposobów.

Najwyraźniej to jedno z tych wyrażeń, które po prostu świetnie nadają się na tytuły. Twoje utwory opowiadają różne historie. Zastanawiam się, czy czerpiesz tylko z własnych doświadczeń, czy znajdujesz inspirację również gdzie indziej?

Większość moich pomysłów pochodzi z rozmów i czytania o różnych sposobach, na jakie ludzie porozumiewają się ze sobą. Do tego wszystkiego dochodzi obserwacja i dyskusja, ale w większości moje utwory odnoszą się do rozmów.

Co tak dokładnie mają w sobie ludzie, którzy przyciągają Twoją uwagę i są dla Ciebie interesujący?

Kiedy widzę kogoś, kto zmierza do porażki i nie zdaje sobie z tego sprawy – w ogóle nie widzi co go czeka – to jest dla mnie bardzo ciekawe.

Czy w takim razie powiedziałbyś, że ważne jest, by Twoje utwory niosły jakiś przekaz? Czy artyści powinni wyrażać swoje opinie, aby jakoś wpływać na otaczający ich świat?

Chciałbym myśleć, że to możliwe. Chodzi o zrozumienie globalnej świadomości i wejścia z nią w interakcję – wejścia w interakcję z mentalnością słuchacza i uaktywnienie pewnych substancji w jego umyśle. To połączenie ze słuchaczem, zarówno duchowe, jak i liryczne.

Czy można powiedzieć, że Twoje teksty i przyjęty przez Ciebie styl muzyczny jakoś się ze sobą łączą?

Myślę, że tak. Zawsze zależy mi na tym, żeby brzmienie utworu odzwierciedlało jego tekst. Kiedy śpiewam muszę się czuć silny i szczery, inaczej to nie ma żadnego sensu. Myślę, że muzyka lat osiemdziesiątych i późnych siedemdziesiątych, z perspektywy historycznej i mojej własnej, ma w sobie jakiś pierwiastek mizoginii i pewne wyolbrzymienie hedonizmu. Ona jest niemal skutkiem ubocznym takiego stylu życia, więc zaczęła się wydawać trochę pokręcona i demoniczna, a nawet niewłaściwa w jakiś erotyczny sposób. Dodawanie tych cech do mojego nowego stylu było dla mnie niezwykle ekscytujące. Wiec tak, z pewnością jedno się z drugim łączy.

Zauważyłam, że Ty i Twój „partner w interesach”, Roy Molloy, regularnie kontaktujecie się z fanami przez media społecznościowe. Jak ważne jest dla Ciebie podtrzymanie kontaktu z ludźmi także gdy nie jesteś na scenie?

Podoba mi się możliwość rozwijania historii i dostarczania ludziom rozrywki będąc z dala od sceny. Wydaje mi się, że nasze występy są przedłużeniem albumu, a to, co robimy w internecie jest przedłużeniem występu. Oznacza to po prostu, że możemy dalej opowiadać historie i zbliżać ludzi do siebie, co bardzo lubię.

Wiadomo, że bardzo dobrze Ci idzie opowiadanie historii, ale czy lubisz także czytać te wymyślone przez innych?

Tak, lubię. Ostatnio sporo czytałem – coś Alex Kavy i trochę opowiadań. Powieści są naprawdę świetne, ale ostatnio zdałem sobie sprawę, że z uwagi na mój styl życia w opowiadaniach jest coś, co pozwala mi rzeczywiście przyswoić i przetrawić ich przekaz. Chociaż przeczytałem powieść, która była genialna: Śmiech w ciemności Nabokova. Naprawdę pochłonął mnie tragizm jej bohaterów. Jest tam ten podział na protagonistów i antagonistów i interakcja między nimi, a do tego wszyscy są psychotyczni i neurotyczni. Tak, myślę, że Nabokov całkiem nieźle to wymyślił.

Widać, że ciągnie Cię do literatury. Zastanawiałeś się kiedyś nad karierą pisarską?

Podoba mi się ta wizja, choć musiałbym trochę poćwiczyć. Od dawna nie napisałem niczego długiego. Można powiedzieć, że wyszedłem z wprawy. Chciałbym kiedyś stworzyć własny zbiór opowiadań, takie książki należą do moich ulubionych. Do tego niestety potrzeba czasu. Jeśli z muzyką powiedzie mi się na tyle, że będę mógł pozwolić sobie na czas wolny, prawdopodobnie zabiorę się za pisanie. Sprawiłoby mi to wiele radości, choć byłoby to równie przerażające doświadczenie.

Wydaje mi się, że utwór muzyczny jest pod wieloma względami opowiadaniem. Trzeba znaleźć najważniejsze informacje i dojść z punktu A do punktu B, ale tylko w 150 czy 200 słowach. Niektóre z moich utworów mają aż tysiąc wyrazów, co było dla mnie zaskoczeniem. Myślę jednak, że istnieje wyraźne podobieństwo między pisaniem opowiadań i pisaniem piosenek.

Porozmawiajmy przez chwilę o Twoich teledyskach. Ich estetyka jest całkiem interesująca, więc pomyślałam, że może mi powiesz, czy jest jakiś konkretny styl filmowy, który szczególnie Cię inspiruje.

Bardzo lubię Hitchcocka, nie wstydzę się tego. Nie, żeby było to jakoś szczególnie widoczne w teledyskach do moich utworów. Bardzo ważny jest dla mnie także Almodóvar. Jemima, która wyreżyserowała kilka moich teledysków, czerpie dużą inspirację z twórczości Cassavetesa. Jak wielu innych. Nie mogę się doczekać owoców pracy Jemimy (Jemima Kirke – aktorka i partnerka Alexa – przyp. red), myślę, że stworzy coś ważnego.

A więc to świetna współpraca. Taka, w której się nawzajem inspirujecie.

Tak, zdecydowanie.

W teledyskach i na scenie widać, że jesteś niezłym tancerzem. To naturalny dar, czy po prostu dużo ćwiczysz?

Z pewnością nie ma żadnej choreografii! Chciałbym móc sobie pozwolić na kogoś, kto nauczyłby mnie jak dobrze tańczyć. Wtedy byłoby jak w tych wielkich teledyskach gwiazd pop, gdzie ludzie wyglądają, jakby umieli tańczyć, chociaż pewnie nie potrafią. Jestem w dużym stopniu samoukiem i staram się uchwycić nastrój i klimat, zamiast zapamiętywać ruchy.

Mimo wszystko ciągły ruch i taniec wymaga dużej sprawności fizycznej. Co robisz, żeby być w formie?

Właśnie o tym myślę… Co wieczór występuję i dzięki temu mój poziom sprawności fizycznej jest znośny. Ale prawda jest taka, że muszę zacząć ćwiczyć także poza koncertami. Pewnie zacznę tego lata. Podczas trasy koncertowej trzeba oszczędzać energię, żeby zachować ją na scenę. Jednocześnie zależy mi na znalezieniu równowagi. Teraz czuję się dobrze. Jeśli pracuję każdego wieczora, czuję, że jestem w formie. Lubię pracować mniej więcej sześć dni w tygodniu.

Ale z pewnością potrzebujesz też czasu na odpoczynek. Co robisz, żeby się zrelaksować?

Bardzo lubię oglądać filmy. Kiedy oglądam film, albo podoba mi się on bardzo, albo w ogóle. Zawsze mam o nim jakąś opinię. Ostatnio jest mi ciężko. Nie mogę się skupić i czuję, że mam za duży wybór, bo nie chodzę do kina. Tam kupuje się bilet i ogląda film – nie ma wyboru. A w domu są filmy na DVD i internet… Czuję się ofiarą zbyt dużego wyboru.

Nie uważasz, że obecnie, w czasach internetu, ten łatwy dostęp do tak wielu rzeczy sprawia, że trudno jest być wiernym swoim ulubionym wykonawcom?

To nie moja teoria. Wydaje mi się jednak, że w dzisiejszych czasach nie można stwierdzić co się komuś podoba po tym, jak się ta osoba prezentuje. Nawiązuję oczywiście do subkultur, np. punk i indie w latach dziewięćdziesiątych, czy emo w dwutysięcznych. Mam wrażenie, że ludzie byli bardziej dumni ze swoich upodobań, a teraz szczycą się raczej tym, że są zagadkowi, wyglądając tak samo jak inni. Martwi mnie bardziej to, że sztuka stała się w pewien sposób rozcieńczona i że ludzie nie maja potrzeby okazywania dumy ze swoich upodobań poprzez autoprezentację, styl życia czy podejmowane decyzje. Jestem zadowolony z tego, jak kręgi kulturowe i poszczególne osoby pokazują kim są – czy chodzi o orientację seksualną, czy o pochodzenie etniczne. I chcę zobaczyć, jak idą jeszcze dalej. Mam nadzieję, że ludzie wciąż mają w sobie tę iskrę motywującą ich do okazywania dumy z tego, co lubią i z tego, w co wierzą.

W jednym z wcześniejszych wywiadów powiedziałeś, że dążysz do postępu i równości. Jak to się przejawia w Twojej pracy twórczej?

Cóż, widać to w środowisku, w jakim pracuję. Współpracuję z mężczyznami i kobietami. W moim zespole, managemencie czy wytwórni jest miejsce dla każdego. To urozmaicona grupa ludzi i byłem tego świadomy od samego początku. Jeśli chodzi o pisanie utworów, to po prostu przyjąłem za normę wykładanie wszystkiego na stół i stosowanie pewnego poziomu szczerości. Bez względu na to, czy uda mi się osiągnąć wyznaczony cel – czyli równość i postęp – czy nie, taki jest mój zamiar i ja o tym wiem. Mam nadzieję, że ostatecznie moje utwory będą miały taką moc.

Będę trzymać kciuki! W międzyczasie porozmawiajmy o tym, jak łączysz siły z innymi wykonawcami. Jakiś czas temu nagrałeś utwór z Kirinem J. Callinanem i współpracowałeś z gitarzystą Jackiem Ladderem. Czy są jeszcze jacyś Australijscy artyści, z którymi chciałbyś nawiązać współpracę?

Bardzo lubię Holiday Sidewinder. Gra i śpiewa z nami w zespole i wydaje też własną muzykę. Znam ją od lat i jest po prostu świetną wokalistką i autorką tekstów. Myślę, że to osoba, z którą chciałbym wspólnie napisać utwór i wystąpić w duecie. Jeśli chodzi o Jacka, wydaje mi się, że jego talent do pisania piosenek tkwi w jego wyczuciu. Tak płynnie porusza się po dźwiękach i melodii, że tworzy najprzyjemniejszą i najbardziej zachwycającą przestrzeń, w jakiej można się znaleźć. Ma tę cechę, której mi brakuje i chyba dlatego lubię z nim pracować i słuchać jego muzyki.

Ostatnie pytanie – jakie masz plany na lato?

Zagram sporo koncertów. Oprócz tego w Nowym Jorku będę miał trochę wolnego czasu na pisanie. Mam tam mieszkanie w Queens, więc pewnie będę pływać w oceanie i pisać piosenki.

A więc niedługo możemy się spodziewać nowego materiału.

Mam taką nadzieję! Z pewnością mój cel to mieć coś nowego najszybciej jak się da. Nie chcę przerw.

To wspaniałe wieści! Dziękuję za rozmowę.