Trzecia edycja Co Jest Grane 24 Festival za nami! [relacja]
» » Trzecia edycja Co Jest Grane 24 Festival za nami! [relacja]

Trzecia edycja Co Jest Grane 24 Festival za nami! [relacja]

Kategoria: Festiwale, Relacje | 0
15 i 16 czerwca przestrzeń warszawskiego Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski stała się ostoją dla sympatyków muzyki tworzonej na naszej rodzimej scenie. Przez dwa dni festiwalu pod dwoma scenami artyści, reprezentujący różne style muzyczne, gromadzili rzesze fanów. A słuchać naprawdę było kogo i było warto!

Miałam już wcześniej okazję uczestniczyć w wydarzeniach organizowanych przez Co Jest Grane 24 i wiążę z nimi naprawdę przyjemne wspomnienia. Organizatorom udało się nadać swoim festiwalom bardzo przyjazną formę, którą zachowano również tym razem. Oferta wydarzenia skierowana była do całych rodzin, stąd specjalnie utworzona strefa dla dzieci, – tym samym grono uczestników wydarzenia było nieco inne niż zazwyczaj na festiwalach muzycznych. Atmosfera wydarzenia była bardzo luźna i wręcz piknikowa – część widowni czas spędzała siedząc na kocach. Sprzyjała temu nawet sama przestrzeń, na której terenie można było skryć się w cieniu pod jednym z drzew. Nie przeszkadzało to jednak entuzjastom żądnym wrażeń doskonale bawić się pod samą sceną. A bawić się zdecydowanie było do czego, ponieważ Co Jest Grane 24 zaprezentowało na swoich scenach naprawdę fantastycznych artystów. Oprócz koncertów organizatorzy zadbali także o możliwość spotkania się z wykonawcami w specjalnym newsroomie, zapewnili ofertę gastronomiczną oraz zaproponowali także atrakcje pozamuzyczne jak np. rozmowa Szymona Majewskiego z Krystyną Jandą o Dzienniku 2005-2006.

Jako że należę zdecydowanie do grupy entuzjastów zabawy pod sceną, tegoroczny line-up był dla mnie zupełnie satysfakcjonującym zestawieniem. Festiwal kolejny raz dał mi możliwość zetknięcia się z artystami, których wcześniej na żywo nie słyszałam, a z drugiej strony pozwolił wrócić do tych, których koncerty po wielokrotnym w nich uczestnictwie nadal zachwycają. A wybór wśród jednych i drugich był całkiem spory.

Pierwszy dzień przyniósł mi możliwość usłyszenia po raz pierwszy na żywo Rosalie. I przyznaję, że artystka zrobiła na mnie świetne wrażenie. Zupełna świeżość w muzyce, którą tworzy, to jedno, ale tym co skupiło moją uwagę bardziej był fantastyczny wokal artystki. Naprawdę imponująca jest lekkość z jaką Rosalie. wydobywa z siebie wszelkie dźwięki, które brzmią bardzo czysto i przestrzennie. A to wszystko dopełnia naturalność, z jaką Rosalie. porusza się na scenie i przy tym bardzo dobrze się tam czuje, co jest widoczne gołym okiem.

Ciekawą propozycją koncertową był występ artystów, biorących udział w projekcie Albo Inaczej. Po niedawnej premierze albumu promującego drugą edycję przedsięwzięcia, w którym młodzi artyści poddają swoim interpretacjom klasyki polskiego rapu, była to doskonała okazja na skonfrontowanie studyjnych wersji z wykonaniami na żywo. Na scenie pojawili się Natalia Nykiel, Sokół, Rosalie., Te-Tris i Fismoll oraz przedstawiciel poprzedniej edycji – Andrzej Dąbrowski. Oprócz kompozycji zawartych w projekcie muzycy wykonali także swoje własne utwory, czasem również w specjalnie przygotowanych duetach. Całość projektu jest zdecydowanie warta uwagi, co potwierdziły świetne wykonania na żywo.

Tego dnia szerokiej publiczności zaprezentował się także projekt Zalewski śpiewa Niemena – wyjątkowo nie w sali filharmonii a w plenerze. Pozwoliło to zdecydowanie wybrzmieć mu lżej, co sprzyjało bardziej ekspresyjnemu odbiorowi niż tylko machanie stopą siedząc w fotelu. To zmniejszyło także presję muzyków, czego dowodem było ogólne rozluźnienie przejawiające się np. żartami i całkiem sporym natężeniem tańca wokalistów. O wykonaniach nie ma co się rozpisywać, bo zarówno siostry Przybysz jak i, zjednujący sobie coraz większe grono sympatyków, Krzysiek Zalewski to artyści po prostu niezawodni, których koncerty nigdy nie należą do przeciętnych.

Podobnie oczekiwaniom publiczności jak zawsze sprostał zespół Organek. Panowie, cieszący się coraz większym zainteresowaniem słuchaczy, zgromadzili pod sceną wszystkich – i młodszych, i starszych. Nic w tym jednak dziwnego, jeśli daje się tak dobre koncerty jak ten – energetyczne rockowe granie zespołu zupełnie porywa. Aż dziwne, że ze sceny w trakcie koncertu nie lecą iskry! Zespół niejednokrotnie udowodnił już, że koncerty gra zawsze elektryzujące i z pełnym zaangażowaniem, co odwzajemnia swoim entuzjazmem liczna publiczność.

Moim zdecydowanym numerem jeden tego dnia okazała się być jednak Brodka. Ile razy jestem na jej koncercie, tyle razy jej kompozycje słyszę w innych aranżacjach. Nie przestaję być pełna podziwu dla jej kreatywności i niczym nieograniczonej wyobraźni muzycznej. Brodka doskonale bawi się zmieniając choćby niuanse takie jak wydłużenie pauzy w utworze, co pozwala skutecznie pozbawić słuchaczy pewności, w jakim wydaniu usłyszą tego dnia znane im utwory. Doskonale dopracowana była także strona wizualna, co stało się już wręcz marką artystki. Wszechobecny perfekcjonizm nie zabija jednak w muzykach ekspresji, ponieważ tej również na scenie nie brakowało. Nie brakowało jej także wśród publiczności, ponieważ artystka pozostała na razie wierna tanecznym i energetycznym brzmieniom. Brodka jest w moim odczuciu mistrzynią koncertów – każdy z nich jest ucztą nie tylko dla ucha ale i dla oka, dlatego była doskonałym zwieńczeniem pierwszego dnia festiwalu.

Kolejnego dnia jednym z najbardziej porywających okazał się w występ Bitaminy. Ich muzyka nie pozwala pozostać obojętnym, a ciało samo porusza się w rytm dźwięków płynących ze sceny. Oryginalności występu z pewnością dodawała jego forma – utwory z albumu Kawalerka przeplatane były deklamowanymi w rytm muzyki wierszami. Z pozoru być może nie brzmiąca porywająco formuła wcale nie była nudnym przerywnikiem podczas którego słuchacze ziewali, a wszyscy z zaciekawieniem wsłuchiwali się w słowa. Poza koncertami Bitaminy sama nigdy nie spotkałam się z takim sposobem prowadzenia koncertu, jednak mnie również niesamowicie przypadł do gustu. Panowie przede wszystkim świetnie się bawili muzyką, co zdecydowanie wpłynęło na współuczestnictwo w koncercie publiczności. Inną sprawą jest to, że ich muzyka pozwala się zupełnie oderwać od rzeczywistości i wprowadzić w stan dogłębnego chilloutu. Aż chciałoby się, żeby ten stan trwał wiecznie.

Ten stan nie trwał jednak wiecznie, ponieważ koncert Króla zgromadził więcej ludzi niż tlenu pomieścił dziedziniec Zamku Ujazdowskiego. Ilość zainteresowanych jednak nie dziwi – artysta po prostu hipnotyzował, zabierając nas w podróż wgłąb swojego nadzwyczajnego eterycznego świata. Oryginalność muzyki, którą tworzy wzbudza ogromną ciekawość, która pogłębia się jeszcze bardziej dopełniona o sceniczną osobowość Króla, bardzo specyficzną i ekspresyjną, jak gdyby wymykającą się spod kontroli. Było to moje pierwsze zetknięcie z tym artystą na żywo, ale zdecydowanie nie ostatnie. Oby tylko na większej przestrzeni i przez całą długość trwania koncertu.

Fantastycznie ze sceny wybrzmiał także Kortez, jak zwykle gromadząc pod nią rzesze fanów. Artysta oczarował publiczność swoją muzyczną wrażliwością, którą skutecznie wzbudza zaufanie odbiorców. I to chyba jest kluczem zainteresowania jakie wzbudza swoją twórczością – prostota, w której tkwią szczere emocje i naturalność. To wszystko doskonale gra na żywo, kiedy muzyk pozwala słuchaczom jak gdyby zerknąć przez dziurkę od klucza na swój wewnętrzny świat. Przy minimalnej interakcji ze słuchaczami uwydatnia się to, że najważniejszą rzeczą, dla której się spotykamy, jest muzyka. Do nawiązania bezpośredniego kontaktu z artystą po koncercie za to chętnych było tylu, że kolejka nie kończyła się nawet po dwóch godzinach.

Jako koncert zamykający tegoroczną edycję festiwalu na scenie pojawił się Artur Rojek. Artysta tak rzadko dający się usłyszeć na żywo, wzbudził w publiczności odczucie wyjątkowości tego wydarzenia. To również wpłynęło na zaangażowanie w publiczności, która doskonale wyśpiewywała teksty wszystkich wykonywanych utworów. Niesamowitym doświadczeniem było nie tylko słuchanie artysty, ale także obserwowanie go na scenie. Zdawał się być wtedy do reszty pochłonięty przez dźwięki, przez co wyzwoliła się w nim energia, o którą ciężko byłoby go podejrzewać. Niezwykle hipnotyzująca i osobliwa forma ekspresji scenicznej to coś, co sprawia, że tym bardziej żal braku nowych brzmień od artysty i większej liczby występów na żywo. Jego koncert skupiający całą publiczność zdecydowanie był fenomenalnym zwieńczeniem dwóch wypełnionych muzyką dni. Po tak intensywnych koncertowych przeżyciach z ogromnym entuzjazmem wyczekuję przyszłorocznej edycji Co Jest Grane 24 Festival. Więc z pewnością do zobaczenia za rok!

 

Zdjęcia autorstwa Magdy Cieślewskiej.