SO!MUSIC

NOWA STRONA MUZYKI

Festiwale Relacje Spring Break

Enea Spring Break 2018 [relacja]

Za nami kolejna edycja festiwalu Enea Spring Break, wydarzenia, które świetnie odzwierciedla poziom polskiego rynku muzycznego. Ktoś mógłby powiedzieć, że dorównujemy zachodniej Europie. Ja pokuszę się o stwierdzenie, że zaczynamy ją wyprzedzać, a takie wydarzenia jak Spring Break tylko utwierdzają mnie w tym przekonaniu. 19 kwietnia pojawiliśmy się w Poznaniu, by jako delegaci uczestniczyć w tym pionierskim na polskich ziemiach przedsięwzięciu.

W przeciwieństwie do moich redakcyjnych kolegów, na poznańskim festiwalu pojawiłem się po raz pierwszy. W ogóle Poznań jako miasto, rzadko jest celem moich podróży. O ile dobrze pamiętam, ostatni raz stolicę Wielkopolski odwiedziłem w szóstej klasie szkoły podstawowej, czyli dawno temu. Od tamtego czasu sporo się zmieniło, zresztą widzę to również na przykładzie dużo bliższego mi Wrocławia, czy innych dużych miast, do których przyjeżdżam od lat, głównie w celach koncertowych. Na Spring Breaku byłem po raz pierwszy, ale po licznych rekomendacjach zbieranych od pięciu lat funkcjonowania festiwalu, w mojej głowie budował się obraz jednego z najciekawszych wydarzeń muzycznych. Coś zupełnie innego, alternatywnego wobec wielkich imprez plenerowych, cieszących się tak ogromną popularnością nie tylko w naszym kraju, ale również na świecie. Impreza utrzymana jest w idei showcase’ów, czyli krótkich, półgodzinnych prezentacji muzycznych, podczas których młode zespoły, często jeszcze bez żadnych wydawnictw na koncie i kontraktów z wielkimi wytwórniami, mają okazję zaprezentować swoją twórczość przed szerszą publicznością. W tym roku podczas festiwalu wystąpiło ponad 130 artystów, w 18 różnych lokacjach znajdujących się w centrum miasta. Każdy kto wybiera się na ten festiwal, musi przygotować się na czasem krótsze, czasem dłuższe spacery między klubami (zazwyczaj trwające ok. 10-15 minut) oraz całą masę wyrzeczeń, gdyż nie ma takiej możliwości by zobaczyć wszystkich wykonawców (nawet jeśli byśmy się rozdwoili, nadal będzie to niewykonalne). Sam mimo przygotowanego wcześniej planu, zderzyłem się z brutalną rzeczywistością i niestety nie zobaczyłem niektórych tak wyczekiwanych przeze mnie koncertów. Przeżyłem jednak wiele ciekawych doświadczeń, którymi postanowiłem się z wami podzielić.

Przede wszystkim Spring Break to doskonały pretekst by zaznajomić się z Poznaniem, by poznać to miasto od podszewki. Podczas imprezy zwiedziłem wszystkie najważniejsze miejsca koncertowe znajdujące się w centrum miasta, ale to przecież nie wszystko. Koncerty odbywają się w godzinach wieczornych, musiałem robić coś ze swoim życiem przez resztę dnia. Wiem na przykład gdzie sprzedają najlepsze lody truskawkowe, wiem gdzie można w miarę tanio zaopatrzyć się w butelkę mojej ulubionej wody mineralnej, wiem jaka restauracja serwuje (ponoć!) najlepszego kotleta schabowego w całym województwie, wiem, że Grabaż miał rację i jest tu kilka takich miejsc gdzie nie warto się pałętać… przed przyjazdem do Poznania wiedziałem tylko gdzie można zobaczyć te słynne koziołki, po Spring Break’u mogę robić za profesjonalnego przewodnika. Jestem zdania, że festiwale to nie tylko wspaniałe koncerty, którymi oczywiście będziemy się zachwycać przez długi, długi czas. Festiwale to także możliwość obcowania z kulturą miasta, w którym się dane wydarzenie odbywa, a Poznań, jak każde większe polskie miasto, ma bardzo specyficzną kulturę. Chciałbym tylko zaznaczyć, że warto zmienić swoje postrzeganie i zauważyć, że Poznań to nie tylko miasto podziemnej pomarańczy oraz płaskich łyżek i talerzy do zupy. Spring Break to dowód na to, że Poznań jest miastem otwartym na kulturę.

 

Przejdźmy do tego co najważniejsze, czyli koncertów. Rok 2018 to przełomowy rok w historii festiwalu. Począwszy od tegorocznej edycji, Spring Break współpracuje z siecią INES, zrzeszającą wszystkie największe europejskie festiwale showcase’owe. Dzięki temu podczas imprezy mieliśmy okazję zobaczyć wykonawców z różnych zakątków Europy np. z Węgier, Rosji, Austrii czy Francji. Swoją przygodę z festiwalem rozpocząłem od koncertu francuskiego zespołu Lysistrata, wykonującego muzykę z pogranicza hardcore punku oraz noise rocka. Chłopaki dali znakomity, pełen energii występ. Skakali, podrzucali instrumentami, robili show, które rekompensowało nienajlepsze nagłośnienie i dość ubogą grę świateł. Był to jednak jeden z najlepszych koncertów podczas festiwalu, niemal tak dobry jak mający miejsce dzień później występ rosyjskiej grupy Shortparis. Pisali o tym zapewne inni, napiszę też ja – najmocniejszy punkt tegorocznej edycji Spring Breaka! Właściciele klubu W Starym Kinie mieli obiekcje co do ustawionej po środku sali perkusji, myślę jednak że odbiór koncertu przerósł wszelkie oczekiwania i zrekompensował im cały stres. Dobrze przeczytaliście, perkusja była ustawiona po środku sali, perkusista stał odwrócony twarzą w stronę sceny, dookoła cała masa ludzi. Klub wypełniony w całości, niektórzy musieli zadowolić się słuchaniem koncertu na zewnątrz. Ciężko sklasyfikować mi muzykę jaką wykonują Shortparis, niektórzy mówią, że to Coldwave. Dla mnie jest to coś nie do opisania, zupełnie nowa jakość zarówno pod względem muzycznym, jak i i pod względem tego całego performance’u scenicznego. Coś czego wcześniej nie miałem okazji doświadczyć.

 

Widziałem również sporo polskich wykonawców, głównie tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę ze sceną. Od kilku miesięcy wszyscy mówią o Linii Nocnej, duecie wykonującym electropop. Jak pewnie wiecie, jest to gatunek do którego podchodzę z ogromnym dystansem, pisałem o tym niejednokrotnie. Mimo moich obaw, uważam że warto zaznajomić się z twórczością zespołu, bo w przeciwieństwie do pasożytów bazujących na stylistyce innych wykonawców, Linia Nocna idzie własną drogą, prezentując muzykę o niepowtarzalnym, charakterystycznym tylko dla nich brzmieniu. W marcu ukazała się ich debiutancka płyta, którą z całego serca wam rekomenduję. Udało mi się również zobaczyć nowy projekt Alicji Boratyn (między innymi Blog 27) oraz Jakuba Sikory (Crab Invasion) – Ala|Zastary. Uwiedziony wspaniałym singlem pt. “Pilot”, nie mogłem opuścić żadnego z dwóch koncertów, które zagrali podczas festiwalu. Dlaczego aż dwóch? Ala|Zastary wystąpili również w zastępstwie za Alice Merton, która z powodu choroby nie mogła pojawić się na festiwalu. Planowałem zobaczyć jej koncert, więc musiałem jakoś wypełnić tę dziurę w harmonogramie. Nie żałuję jednak swojego wyboru. Żałowałem innych rzeczy np. tego, że pojawiłem się na koncertach Smolastego, Jareckiego i Otsochodzi. Chciałem dać chłopakom szansę, teraz już wiem, że więcej tego błędu nie popełnię, widocznie nie jestem człowiekiem imprezy. Dużo lepiej bawiłem się podczas koncertu Sorji Morji, którzy oprócz fantastycznego materiału z debiutanckiego krążka, zaprezentowali nowe kompozycje zwiastujące nadchodzący wielkimi krokami drugi album. Nie mogę się już doczekać! Podobał mi się również koncert MNKR, klubowego wcielenia dwóch Michałów – Michała Wiraszki (przede wszystkim Muchy) oraz Michała Szturomskiego (między innymi Afro Kolektyw). Wiem, że dla niektórych była to męczarnia, gdyż na setlistę występu złożyły się kilkunastominutowe wersje trzech utworów. Ja byłem w transie, pochłonięty w całości przez muzykę. Nie było innej opcji, musiało mi się podobać.

 

Nie mogłem się oprzeć chęci zobaczenia także tych uznanych, tym bardziej, że było tu tyle kuszących propozycji. Dla przykładu nowe wcielenie projektu Albo Inaczej. Podczas koncertu mogliśmy usłyszeć utwory pochodzące z pierwszego albumu, premierowe kompozycje, które znajdą się na nadchodzącej płycie oraz wykonania oryginalnych twórców piosenek. Wśród gości między innymi pan Andrzej Dąbrowski, Flexxip, Monika Borzym, Krzysztof Zalewski, Ralph Kaminski oraz Daria Zawiałow. Każdy z nich zaprezentował się znakomicie. Załapałem się również na Mikromusic, których mimo całej mojej sympatii, nie miałem jeszcze okazji oglądać na żywo. Podczas występu zdecydowanie przeważały utwory z ich najnowszej płyty pt. “Tak mi się nie chce”, dlatego poznańska publiczność miała okazję zaznajomić się z kawałkami takimi jak “Synu”, “Na krzywy ryj” czy też z utworem tytułowym, w którym gościnnie wystąpiła Kasia Lins. Mimo dość wczesnej pory, koncert był bardzo emocjonalny. Jeśli przeszkadza ci światło, zawsze możesz zamknąć oczy i dać się ponieść własnej wyobraźni. Wszystko wskazywało na to, że w Poznaniu nie pojawi się BOKKA, której spłonął bus, w którym oprócz członków zespołu znajdował się cały ich sprzęt. Szczęśliwie nikomu nic się nie stało, ale zdecydowana większość sprzętu została uszkodzona. Na świecie są jednak dobrzy ludzie, którzy użyczyli grupie swojego sprzętu, dzięki czemu koncert odbył się zgodnie z planem. Bokka zaprezentowała w całości materiał ze swojej najnowszej płyty zatytułowanej “Life on Planet B”, której recenzję mojego autorstwa znajdziecie na naszej stronie. Ich występy to magia! Wspaniała muzyka, tajemniczy klimat, mistrzowska gra świateł, intrygujące wizualizacje… mógłbym tak wymieniać bez końca, jednak lepszym pomysłem będzie zaproszenie was na kolejne koncerty zespołu, które odbędą się już niebawem, na terenie całego kraju. Na sam koniec wystąpili goście specjalni festiwalu, czyli grupa Muchy z jubileuszowym koncertem z okazji dziesiątej rocznicy wydania albumu “Terroromans”. Blue Note pękał w szwach, lecz kto nie chciał tego zobaczyć? Zespół wykonał swoje kultowe wydawnictwo od początku do końca. Publiczność wyśpiewywała wraz z Michałem wszystkie kawałki, atmosfera jak z kolędami przy wigilijnym stole, każdy znał każde słowo. Zauważalny był jednak spadek formy zespołu. Nie ma się co łudzić, parę lat i kilogramów im przybyło, a “Terroromans” to bardzo energiczny materiał. Sama atmosfera koncertu była wyjątkowa, bawiłem się znakomicie, przy dźwiękach płyty, którą znam na pamięć. Ten koncert był świetnym pomysłem organizatorów. Brawo!

 

Przed festiwalem w internecie pojawiały się różne artykuły z poradami jak przeżyć/jak się przygotować/co trzeba zobaczyć podczas festiwalu… wychodzę z prośbą by ktoś mądry ogarnął na przyszły rok poradnik “jak żyć bez Spring Breaka?”. Trzy dni życia w nowym mikroklimacie, a tu koniec, lipa. Panie Premierze jak żyć? Jak już wspominałem był to mój pierwszy raz z poznańskim festiwalem, mam jednak nadzieję, że spotkamy się niejednokrotnie w przyszłości, bo żaden inny festiwal lepiej nie odzwierciedla poziomu polskiej sceny muzycznej. Sceny, która ma się bardzo dobrze, a nasi zachodni sąsiedzi mogą nam jej jedynie pozazdrościć.