Daniel Spaleniak wystąpił na warszawskiej scenie [relacja]
» » Daniel Spaleniak wystąpił na warszawskiej scenie [relacja]

Daniel Spaleniak wystąpił na warszawskiej scenie [relacja]

Kategoria: Relacje | 0
Po niedawnej premierze albumu Life is somewhere else Daniel Spaleniak powrócił do występów na żywo, promując tym samym trzecie już wydawnictwo. W czwartkowy pochmurny wieczór artysta zaprezentował się w warszawskiej Drukarni, poruszając i lawirując pomiędzy ulotnymi uczuciami.

Występ rozpoczęły jednak kompozycje pochodzące z pierwszego albumu Dreamers, m.in. Smoking again, Full package of cigarettes i Why. Utwory, jak muzyk sam określił, bardziej smutne. Tak dobrze już osłuchane, na żywo niosły ze sobą jednak inną energię niż w wersjach studyjnych. Wszystko za sprawą poszerzonego instrumentarium – Danielowi na scenie towarzyszyli Michał Kowalczyk na perkusji, Krzysztof Drewniak na gitarze basowej i Tomasz Mreńca na skrzypcach. Kojarzący się z akustycznymi dźwiękami przeszytymi ulotnymi wrażeniami i północnym chłodem artysta, wybrzmiał inaczej – głośniej i może bardziej wyraziście. Po kilku pierwszych utworach chętnie nawiązał kontakt z publicznością i do końca wieczora występ przeplatany był zabawnymi anegdotami z życia osobistego i kulisów tej bardziej scenicznej jego części. Nienachalne i zabawne opowieści dopełniały obrazu artysty szczerego w tym co robi, co nie pozostaje obojętne odbiorcom. Naturalność przejawiającą się utworach uzupełniana była obyciem scenicznym Daniela, co skutecznie pozwoliło zmniejszyć dystans między sceną a publicznością. Tego wieczora usłyszeliśmy jeszcze utwory z dwóch pozostałych wydawnictw artysty.

Looking for harmony, Change, Don’t know who i am przeplecione kilkoma utworami z albumu Back home to tylko kilka spośród kompozycji z Life is somewhere else które mogliśmy jeszcze usłyszeć. Koncert zakończył się dopasowaną do okoliczności tytułem kompozycją I’m gone. Tak wyjątkowy występ nie mógł się jednak zakończyć bez bisów. Artysta wykonał jedyny utwór przy akompaniamencie zaledwie gitary i to zupełnie wystarczyło aby trafić gdzieś w głąb i niezwykle poruszyć. Na scenę powrócili jeszcze na moment pozostali muzycy i wykonali po raz ostatni Looking for harmony, które wybrzmiało podczas tego występu najbardziej energetycznie.

 

Cały koncert przedstawił muzykę Daniela w nieco mocniejszym, bardziej rockowym wydaniu, nie tracąc przy tym charakterystycznego klimatu towarzyszącego jego twórczości. Poprzez wszystkie utwory, mimo wyraźnych dźwięków perkusji, przenikały budujące specyficzne wrażenia tematy gitarowe, dodatkowo dopełniane przez melodie skrzypiec. Trzeba przyznać, że skrzypce bardzo ciekawie dopasowały się do całości, wzmacniając poczucie organiczności muzyki. Organiczności, której pierwiastek można odnaleźć w samym głosie Daniela, tak bardzo osobliwym i przeszywającym. Na korzyść działała także sama przestrzeń niewielkiego klubu, która pogłębiała wrażenie intymności i osobistego charakteru zaprezentowanych utworów.

Nadzwyczaj harmonijną całość tworzy intrygujący wokal Daniela oraz tworzone przez niego kompozycje przesiąknięte charakterystyczną stylistyką. I być może właśnie to sprawia, że słucha się tego tak dobrze. To chyba właśnie to tak mnie zaintrygowało i poruszyło coś we mnie już dobrych parę lat temu, i nieustannie pozwala powracać do jakichś ukrytych głęboko emocji i wrażeń. Dokładnie tak samo zadziało się i tym razem, kiedy mogłam te nietuzinkowe melodie usłyszeć na żywo. “Just perfect.”