Taconafide – “SOMA 0,5 mg” [recenzja]
» » Taconafide – “SOMA 0,5 mg” [recenzja]

Taconafide – “SOMA 0,5 mg” [recenzja]

Kategoria: Recenzje | 0
W środowisku hip-hopowym niejednokrotnie powstawały projekty, którym prawiono laurki jeszcze przed ich oficjalną premierą. Wszelkiego rodzaju wydawnictwa z góry skazane na sukces, wysokobudżetowe produkcje, kolaboracje najbardziej wpływowych graczy w rap biznesie. Gdy za wspólny projekt zabierają się dwie sprawdzone marki, w ludziach buduje się przekonanie, że przecież to nie może się nie udać. Jest też druga grupa ludzi. Osoby, które w każdym tego typu projekcie węszą spisek, pakty z demonami, kontakty z sektą Illuminatów czy (o nie daj Boże!) komercyjne posunięcie. To straszne. Straszne, bo nasze zero-jedynkowe społeczeństwo nie nauczyło się jeszcze, że prawda jak zwykle leży gdzieś po środku. Przed wami długo oczekiwany, wspólny album Taco Hemingwaya i Quebonafide – “SOMA 0,5 mg”.

Uważam, że zawsze warto posiadać jakiś punkt odniesienia, więc cofnijmy się siedem lat wstecz. W kwietniu 2011 roku zasłuchiwałem się w, póki co solowy, album Kanye’ego Westa – “My Dark Beautiful Twisted Fantasy”, jednak już od jakiegoś czasu wszyscy wiedzieli, że na horyzoncie widać wspólny krążek Kanye z Jayem Z. Świat oszalał, coś jakby Mc Donald wpadł na pomysł współpracy z KFC, Bóg podpisał pakt z Szatanem, Zenon Martyniuk nagrał przebój lata z Michałem Wiśniewskim, a Stanley Kubrick stworzył film z Davidem Lynchem. Najlepszy w tym wszystkim był fakt, że panom rzeczywiście udało się nagrać prawdziwe dzieło sztuki, album “Watch The Throne”. Postanowiłem odświeżyć sobie tę płytę w zeszły weekend i muszę powiedzieć, że mimo upływu lat, nadal robi na mnie ogromne wrażenie. Nie zawsze jednak historie “płyt skazanych na sukces” były tak kolorowe. W 2015 ukazał się mixtape nagrany przez Drake’a i Future’a, który miał powtórzyć sukces płyty Hovy i ‘Ye. Niestety, mimo kilku całkiem niezłych tracków, całość była co najwyżej średnia. Mieliśmy usłyszeć kolaborację życia, ostatecznie otrzymaliśmy rzecz, do której nikt nie wraca. Sam nie pamiętam, kiedy słuchałem tego po raz ostatni. Dużo obiecywano sobie także po zeszłorocznej płycie Travisa Scotta z Quavo pt. “Huncho Jack, Jack Huncho”. W moim przypadku skończyło się na trzech odsłuchach, niestety nie znalazłem tam nic dla siebie. Podobne projekty pojawiają się na rynku co jakiś czas, także w naszym kraju. Album Pezeta z Małolatem, O.S.T.R. i Hades, Parias, Chada i Pih, W.E.N.A. i Rasmenty… dużo tego było, lecz chyba nic godnego szczególnej uwagi. Do każdej inicjatywy takiego kalibru podchodzę raczej z dystansem. Nie inaczej jest z Taconafide, chociaż ze wszystkich podobnych projektów w kraju nad Wisłą, temu jest najbliżej do wspomnianej wcześniej współpracy Kanye i Jaya, oczywiście jak w Misiu – “na miarę naszych możliwości”.

Pierwszym wypuszczonym przez chłopaków utworem był Art-B, który do tej pory jest dla mnie niezbyt oczywistym wyborem. Jest tutaj kilka ciekawych follow-upów, przede wszystkim przekręty podatkowe, których dokonywała spółka Art-B na początku lat dziewięćdziesiątych. Miłym zaskoczeniem jest odniesienie do Tommy’ego Casha i jego “Winaloto”, chciałem napisać, że Taco i Quebo są jak zwykle na bieżąco, ale już niedługo miną dwa lata od premiery tego kawałka (sic!). Być może klucz wyboru singla leżał na pokazaniu ludziom czegoś co będzie w jakimś stopniu odzwierciedlało całość? To by miało sens, bo głównym tematem płyty są pieniądze, a raczej wydawanie ich. W Intro możemy usłyszeć, że panowie nagrywają tę płytę z misją. Quebo zdaje sobie sprawę, że jest autorytetem dla dzisiejszej młodzieży, Taco czuje odpowiedzialność za swoje słowa, więc chce przekazywać jak najlepsze wartości. Słuchając tego można pomyśleć, że mamy do czynienia z płytą poruszającą ważny społeczny temat. Niestety, macie przed sobą album z łatką “mam pieniądze, chodzę w najlepszych ciuchach, popatrzcie jaki jestem zajebisty”. Metallica 808 to kawałek, w którym raperzy dają upust przekonaniu o swojej wielkości. Coś nowego w tym kraju, w którym wszyscy uważają, że skromność jest cnotą. “Fifi, Kuba to Metallica, wróć Kuba, Fifi to Republika” – najlepiej porównywać się do największych, coś jak Kanye West, chociaż ten woli porównywać się do Boga. W utworze co chwila występują różne nawiązania, odpalcie Rap Geniusa, a przed wami ukaże się tekst w całości zaznaczony szarym kolorem.W ostatnim czasie wyjątkowo modne w polskim rapie stały się stacje paliw. Najpierw Mes i jego “Dawaj na stacje”, teraz Taconafide i Ekodiesel. Sklepy odzieżowe organizują koncerty, więc kto wie, może niedługo Taco i Que wyruszą w trasę po stacjach BP? Może będą dorzucać płyty do tankowania powyżej określonej sumy? To jest plan!

 

 

Przed premierą krążka mieliśmy okazję usłyszeć cztery single. Dużo jak na Hemingwaya, średni wynik jak na Quebonafide, ale wydaje mi się, że to nie koniec, bo dużo tutaj potencjalnych hitów. Gdybym to ja wybierał, które piosenki mają promować płytę, Wiem poszło by na pierwszy ogień. Chwytliwy refren i “sentymenty”, z których naśmiewają się nawet sami autorzy. Taco coraz częściej pozwala sobie na śpiewane refreny, co moim zdaniem jest oczywiście na plus. Już kilka lat temu, gdy Filip wykonał “It was a very good year” z repertuaru Franka Sinatry, stwierdziłem, że to dobry kierunek. Niezbyt trafiają do mnie Kryptowaluty, które są kolejnym kawałkiem z serii “Viva my! Jesteśmy tacy bogaci!”. Podoba mi się za to teledysk. Pamiętacie klip do “6 zer”? To się nazywa progres. Ze sławą wiąże się również robienie rzeczy, których raczej wolelibyśmy uniknąć. O tym właśnie jest numer 8 kobiet. Zawsze mnie śmieszy te narzekanie artystów na swoich fanów, że ktoś chce sobie zrobić z nimi zdjęcie, że ktoś chciałby z nimi porozmawiać (o zmoro!). Rozumiem, że czasami to jest męczące, no ale w gruncie rzeczy taka jest twoja praca. Zawsze podobało mi się podejście O.S.T.R.-ego, który mimo że czasami spędzał długie godziny na rozmowach z fanami, to nigdy się na to nie skarżył. Mamy również wątek samotności w tłumie. Na koncertach tysiące ludzi, ale po koncercie w hotelu jest samotność. W kawałku Visa, Taco dodaje, że swobodne wyjście na miasto jest dla niego trudną rzeczą, bo zaraz ktoś zaczyna wytykać go palcami. Biedactwo.

 

 

Największym przebojem jak dotąd jest utwór Tamagotchi, w którym podobnie jak grupa Coals na swojej ostatniej płycie, raperzy nawiązują do słynnej, japońskiej zabawki. Najczęściej odsłuchiwany kawałek w historii polskiego Spotify, niemal 20 milionów wyświetleń (w momencie publikacji recenzji licznik wyświetleń wskazuje dokładnie 19 736 728). Przed premierą płyty, gdy w internecie pojawiła się wiadomość, że Taco Hemingway i Quebonafide szykują wspólny projekt, zastanawiałem się czy uda im się przebić wynik “Równonocy” Donatana? Czy “SOMA 0,5 mg” ma szansę stać się najbardziej kasowym sukcesem polskiego rapu? Wydaje mi się, że chłopaki są na dobrej drodze. Jeszcze nie było oficjalnego notowania OLiS-u, ale z pewnych źródeł wiem, że sam pre-order pokrył się już platyną. Wydaje mi się, że płyta powinna być krótsza o kilka kawałków, można by je wrzucić nawet na ten dodatkowy dysk. Na pewno wyrzuciłbym Mleko & Miód i PIN z ciekawymi podkładami, lecz średnimi zwrotkami. W obu kawałkach Filip bawi się swoim wokalem, co moim zdaniem nie wychodzi mu najlepiej. Giro d’Italia oraz Sectumsempra zawierają moje ulubione zwrotki Kuby, przypominają mi klimat “Egzotyki”, zeszłorocznego albumu Quebonafide. Na koniec Soma, czyli kolejny potencjalny przebój. Chyba mój ulubiony track z całego albumu, nota bene najbardziej w stylu Taco Hemingwaya. Tytułowa Soma to oczywiście tabletka szczęścia z książki „Nowy Wspaniały Świat” Huxleya, narkotyk oddziałujący na emocje, pozwalający na mentalną ucieczkę. Rzecz, którą wielu ludzi chciałoby mieć na własność.

 

 

W wydaniu przedpremierowym do standardowego wydania “SOMA 0,5 mg”, Taconafide dorzucają dodatkowy krążek, mixtape “SOMA 0,25 mg” oraz zine zatytułowany “Instrukcja obsługi”. Będąc szczerym, żaden z utworów z drugiej płyty nie zrobił na mnie większego wrażenia, no może końcowy wers piosenki Leonardo, z sympatii do twórczości Leonarda Cohena. Oprócz bonusowych tracków, są tutaj piosenki znane z podstawowego wydania “SOMY”, zawierające zwrotki zaśpiewane przez innych artystów. Swoje linijki dopisali tutaj między innymi Dawid Podsiadło, Kękę, Paluch czy Bedoes. Bardziej zainteresowała mnie gazetka, w której możemy przeczytać zapis rozmów Taco i Quebo od czerwca 2015 roku, aż do lutego 2018. Poza tym pojawił się list Filipa, w którym dzieli się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi projektu oraz kwestionariusz, w którym artyści odpowiedzieli na 19 różnych pytań. Chciałbym tylko nadmienić, że odpowiedź na ostatnie pytanie powinna ucieszyć przede wszystkim fanów Taco Hemingwaya – w tym roku jeszcze dwa solowe projekty.

Teraz najważniejsze. Co tak na prawdę uważam o wspólnej płycie Taco Hemingwaya i Quebonafide? “SOMA 05 mg” to rzecz podana w ładnym pudełku, stworzona z myślą by trafić do jak najszerszego grona słuchaczy. Ludzie lubią pieniądze. Nie każdy może nazwać się milionerem, jednak za marzenia nie karają, więc można wytężyć wyobraźnię i postawić się na miejscu Filipa czy Kuby, w zależności czy preferuje się wąsy czy kolorowe włosy i tatuaże. Wartość artystyczna jednak leży, bo o ile “Watch The Throne” jest dziełem sztuki, “SOMA 0,5 mg” jest tylko doskonałym produktem. Na tyle doskonałym, że nawet ja znalazłem tutaj coś dla siebie. Cieszy mnie, że młodym wykonawcom się powodzi, że potrafią wyprzedać obiekty, w których grają najwięksi. Nie uważam jednak, aby ktoś miał tutaj coś głębszego do przekazania. To po prostu muzyka popularna, której się nie wstydzę, ale słyszałem lepsze rzeczy. Mam nadzieję, że te dwie nadchodzące płyty Taco Hemingwaya będą czymś więcej, niż tylko maszyną do produkowania pieniędzy.