SO!MUSIC

NOWA STRONA MUZYKI

Recenzje

Coals – Tamagotchi [recenzja]

Pierwsze słowo które przychodzi mi na myśl o tej płycie to “nareszcie”. Coals pojawili się na scenie muzycznej już trzy lata temu, prezentując EP-kę zatytułowaną “Homework”. Przez ten czas ujawnili kilka kolejnych utworów, wystąpili w kilku ważnych miejscach, czasami nawet poza granicami kraju… w końcu ukazał się ich debiutancki album pt. “Tamagotchi”, będący sentymentalną podróżą do czasów dzieciństwa.

Każde pokolenie ma swoje symbole, które bezpośrednio kojarzą mu się z dzieciństwem. Zazwyczaj są to popularne na tamten czas zabawki, bajki opowiadane przez rodziców, komiksy, kreskówki, książki, ubrania, ale także muzyka. Zespół postanowił nagrać płytę, z którą będą potrafiły się utożsamić osoby, których dzieciństwo przypadło na przełom lat dziewięćdziesiątych i pierwszej dekady XXI wieku. Już sam tytuł płyty nawiązuje do szczególnie popularnej w tamtych czasach, japońskiej zabawki Tamagotchi. Muszę się przyznać, że sam posiadałem swojego cyfrowego zwierzaka, lecz niestety nasze zegary biologiczne nijak się ze sobą pokrywały, dlatego pan kurczak częściej umierał, niż dane mu było żyć. Muzycznie album utrzymany jest w klimatach około dream popowych, chociaż sam zespół określa tę stylistykę jako shy rap/cold pop/ambient pop. Rzeczywiście trudno ich zaszufladkować do jednego, konkretnego gatunku, więc nawet nie będę się tego podejmował. Coals to nie tylko rozgrzewająca nazwa, to duet składający się z ludzi nietuzinkowych, łamiących schematy, stanowiących kontrast wobec współczesnej muzyki rozrywkowej… taka też jest ich muzyka.

 

 

W dużych miastach powraca się do organizacji imprez typu rave party, których szczyt popularności przypadał na pierwsze lata XXI wieku. Introdukcja Going To A Rave Alone, która płynnie przechodzi w utwór Rave 03′, to pewnego rodzaju hołd oddany tej kulturze. I mimo, że członkowie zespołu są zbyt młodzi by pamiętać złote czasy rave’u, tłumaczą, że każdy z nich posiada swoje własne pojęcie tego czym jest rave. “Dla mnie takim rave’m są gry komputerowe” – powiedział Łukasz Rozmysłowski, człowiek odpowiedzialny za warstwę muzyczną projektu, w rozmowie z portalem redbull.com. Tego typu inspiracji mamy na płycie więcej. Utwór VHS Nightmare, powstały przy współpracy z Piotrem Kalińskim, ukrywającym się pod pseudonimem Hatti Vatti, jest odpowiedzią na powracającą wśród internetowych twórców modę na nagrania video, stylizowane na te nagrywane kamerą VHS. Jest również utwór MTV, który nawiązuje do słynnej telewizji muzycznej, mającej w chwili obecnej muzykę wyłącznie w nazwie. Bardzo dobrze pamiętam teledyski puszczane w starej MTV, chociaż w moim domu królowała raczej VIVA. Idealnym podsumowaniem konceptu tego albumu jest wieńczący go utwór – Lato 2002. Niektórzy traktują ten utwór jako pewnego rodzaju żart, moim zdaniem to hymn ludzi wychowanych w tamtym czasie. Owszem, jest on momentami bardzo prześmiewczy, ale podpisuję się pod wszystkim, począwszy od kiczowatych teledysków z MTV, po refreny z kaset Ich Troje. Jeżeli ten kawałek was nie przekonuje, to dajcie szansę utworowi S.I.T.C, a tak właściwie Skeleton In The Closet. Co prawda, zespół podzielił się nim sporo przed premierą płyty, dla mnie jest to jednak najjaśniejszy punkt tego wydawnictwa. Powiedziałbym, że to kompozycja na poziomie światowym, z tym, że polscy artyści od kilku dobrych lat nie mają się czego wstydzić względem artystów pochodzących z innych zakątków świata. Coals z powodzeniem występują na europejskich festiwalach, zyskując uznanie zachodniej branży muzycznej. Być może niedługo będzie to nasz najlepszy towar eksportowy obok Brodki i grupy BOKKA.

 

 

Coals są dla mnie najważniejszym tegorocznym debiutem. Urzekają swoją oryginalnością, pomysłem na siebie, ogólnie powiewem świeżości. Poza tym to prawdopodobnie najbardziej wyczekiwany debiut fonograficzny polskiej sceny alternatywnej, od czasów muchowego Terroromansu. Brzmi to trochę jak średniej jakości laurka, ale naprawdę, jestem pełen podziwu wobec tej muzyki. Wróciłem ostatnio do wydanej w 2014 roku EP-ki “Homework” i trzeba przyznać, że postęp jakiego duet dokonał w tym czasie jest ogromny. Kto wie co czeka nas następnym razem… na razie jest to nieistotne. Odpalcie “Tamagotchi” i dajcie się uwieść tej muzyce.