Zagi – „Kilka lat, parę miesięcy i 24 dni” [recenzja]
» » Zagi – „Kilka lat, parę miesięcy i 24 dni” [recenzja]

Zagi – „Kilka lat, parę miesięcy i 24 dni” [recenzja]

Kategoria: Recenzje | 0
Debiutancka płyta Natalii Wójcik, w środowisku muzycznym przedstawiającej się jako Zagi, uoasabia zmianę, jaka dokonała się w wokalistce od rozpoczęcia kariery scenicznej. Jej metamorfoza, która zauważalna jest gołym okiem, niesie za sobą głównie plusy, choć Kilka lat, parę miesięcy i 24 dni nie jest pozbawione wad.

Pierwsze wydawnictwo artystki, czyli Uke, utrzymane było w marzycielskim, dość hipisowskim tonie . Wizytówką EP-ki wciąż pozostaje dla mnie krótka, ale treściwa i chwytliwa kompozycja Być, gdzie na pierwszy plan wysuwają się subtelne chórki i znak charakterystyczny Natalii – ukulele. Choć było czuć, że styl singer-songwriterki wciąż nie wykrystalizował się w stu procentach, jej flirty z delikatnymi, lekkimi melodiami zwiastowały coś unikalnego. Przypuszczenia potwierdził kameralny, ciepły koncert w poznańskiej Mixturze. Od tamtego czasu Zagi znalazła miejsce w mojej szufladce z wrażliwymi, kreującymi intymną, lecz nienachalną atmosferę wykonawcami. Co słychać u niej po trzech latach?

Nowości jest sporo – aż trudno wybrać, od czego zacząć. Przede wszystkim Wójcik dołączyła do katalogu dużej wytwórni Warner Music Poland. Jej materiał – dotychczas wydawany w symbolicznym nakładzie – figuruje nie tylko w serwisach streamingowych, ale też na półkach sklepowych. Na zwiększonej dystrybucji się nie kończy – wokalistka zaczęła występować i nagrywać wraz z powiększonym instrumentarium. Głową zespołu stał się Tomek „Serek” Krawczyk, który ma na koncie współpracę z Bisquit, Zakopower oraz Melą Koteluk. Za perkusją usiadł Marcin „Ułan” Ułanowski, zdobywający doświadczenie z Piotrem Ziołą albo Kortezem. Wreszcie pojawia się szereg innych muzyków sprawiających, że aranżacje nowych utworów Zagi są bardziej rozbudowane. Ukulele, chórki i wokal otacza sieć utkana z akordów gitarowych, dźwięków puzonu, tuby, waltorni czy akordeonu.

 

 

W nowym, art popowym anturażu (ze skojarzeń przychodzi mi do głowy Julia Marcell, a gdzieniegdzie Marcelina) Natalia odnajduje się całkiem dobrze. Wokalistka sprawnie porusza się między akustycznymi akordami a bardziej rozbudowanymi rytmami. Jej charakterystyczny, dość zadziorny głos szczególnie dobrze sprawdza się w zalatujących rockiem kompozycjach (Kocie ruchy albo odrobinę szybsze Bym), gdzie na pierwszy plan wychodzą wyraziste refreny podlane basem. Gdzie inni wykonawcy toną w riffach, Zagi potrafi odnaleźć piękno z chwytliwych melodii.

Z Kilkoma latami, paroma miesiącami i 24 dniami jest tylko jeden problem – ta płyta niczym nie zaskakuje. Pop-rockowy styl, w jakim osadzone są piosenki Wójcik, został co prawda dopracowany niemal w każdym calu, ale jest przy tym zbytnio zachowawczy. Intrygujące, niekiedy introspektywne teksty (w szczególności Piosenka o końcu świata czy Buty) zlepiają się przez to amorficzną masę, którą trudno przywołać później w pamięci Na krążku brakuje wyróżniających się punktów zaczepienia, dzięki którym materiał nie zniknie w świadomości słuchacza zalanego innymi premierami. Chciałoby się więcej momentów jak Nie tu – zaskakujące  syntezatorowym solo rozpoczynającym utwór – albo Nastrój z nietypową intonacją. Jeśli takowe pojawią się u Zagi w niedalekiej przyszłości, niewykluczone, że Natalii Przybysz albo wspomnianej już Julii Marcell urośnie silna konkurencja. Potencjał jest duży.