Enter Shikari: The Spark [wywiad]
» » Enter Shikari: The Spark [wywiad]

Enter Shikari: The Spark [wywiad]

Kategoria: Wywiady | 0
Rou i Rory, członkowie brytyjskiej megagrupy Enter Shikari, odwiedzili Warszawę, promując ich piąty krążek The Spark. Udało mi się zabrać im trochę czasu i porozmawiać o ich nowej płycie, inspiracjach i uzyskać odpowiedzi na nurtujące pytania. 
Już dziś możecie także posłuchać pierwszego z kilku akustycznych występów radiowych, w programie Piotra ‘Makaka’ Szarłackiego Makakofonia MakakArt na falach Antyradio – start 22:00!!!

 

Weronika Ścierańska: Zacznijmy może od pytania z serii opisz The Spark w trzech słowach.

Rou: Szczera, różnorodna, świeża.

Ten album jest zupełnie inny od poprzednich.

Rou: Mam wrażenie, że rozpoczyna nową erę. Jest bardzo świeży.

Czym inspirowaliście się podczas tworzenia The Spark? Co sprawia, że jest tak różna od poprzednich płyt?

Rou: Przede wszystkim proces tworzenia, wpłynęło na to wiele wydarzeń poprzedzających powstanie The Spark. Myślę, że chcieliśmy stworzyć coś bardziej przejrzystego. Słuchając poprzednich albumów  wydaje się, że jedna piosenka Enter Shikari to tak naprawdę 5 różnych utworów. Zdecydowaliśmy, że nasz piąty krążek powinien być bardziej spójny, jak również bardziej szczery, ukazujący ludzką wrażliwość i każdy aspekt życiowych doświadczeń. Pracowaliśmy także z nowym producent, Davidem Kostenem.

Co wobec tego z teledyskami? Czy powstanie seria video w klimacie „Westworld” wypełniona klonami i fabrykami ludzi?

(Śmiech)

Rory: To raczej nieplanowany ciąg zdarzeń. Po prostu wysłaliśmy Live Outside do różnych reżyserów, którzy wrócili do nas ze swoimi pomysłami. Najbardziej spodobała nam się wizja Boba Gallaghera, jak również efekt końcowy, muszę przyznać, że bardzo dobrze się z nim pracuje. Dlatego postanowiliśmy, że to Bob powinien wyreżyserować teledysk do Rabble Rouser, idealnie wpasowuje się w klimat retro futuryzmu. Naprawdę nie robimy niczego z premedytacją. Nie wiem, jak będzie wyglądać reszta teledysków.

Pożyjemy, zobaczymy. Mówiąc o premedytacji, jedna z piosenek zawartych na The Spark ma kontrowersyjny tytuł, Take my country back (ang. Odzyskać moje państwo). Nie byłam pewna, jaki wydźwięk będzie miał ten utwór. Po przesłuchaniu chylę czoła. Czy jest to Wasza odpowiedź na wydarzenia ostatnich lat?

Rou: Dokładnie tak. Myślę, że jesteśmy świadkami nasilającej się filozofii nacjonalistycznej i mocno prawicowej, bazującej na wycofaniu się do strefy komfortu i zamknięcia własnego kraju w małej klatce, bez obcokrajowców. To bardzo tchórzliwe rozwiązanie, blokujące rozwój społeczeństwa i gatunku. Ta sytuacja nabiera tempa, Europa, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone. Nie sądzę, aby 10 lat temu ktokolwiek mógł przewidzieć taki obrót wydarzeń. Gdyby ktoś stwierdził, że nacjonalizm znów będzie stanowił zagrożenie, nikt by w to nie uwierzył. Jednak znajdujemy się w epicentrum tej niepokojącej i frustrującej sytuacji. O tym właśnie jest Take my country back, zainspirowana Brexitem i Trumpem.

Myślę, że Polacy mogą się utożsamić ze słowami Take my country back, mówiąc krótko, wracamy do Średniowiecza.

Rou: Tak, słyszałem…

The Spark w całości usłyszałam dopiero wczoraj, jednak piosenka Airfield zadziałała na mnie jak magnes. Czy któraś z piosenek jest Waszą ulubioną?

Rou: Niespecjalnie, bo dopiero je stworzyliśmy. Są jeszcze świeże i uwielbiam je wszystkie.

Więc nie ma tak zwanego ulubionego dziecka?  

(Śmiech)

Rou: W tym momencie faworytem jest Undercover Agents.

Rory: Dokładnie!

Rou: Jestem pewien, że będę zmieniał zdanie każdego dnia.

Rory: Typowałbym jeszcze Rabble Rouser, ale zgodzę się, że wszystko jest jeszcze bardzo świeże.

Która z piosenek będzie najtrudniejsza na żywo?

Rou: Szczerze mówiąc, kilka.

Rory: No nie wiem, partia gitarowa jest nudna (śmiech), nie mam nic naprawdę skomplikowanego do zagrania. Za to Rob nagrał zupełnie odjechaną linię perkusyjną w Shinrin-yoku, beat ciągnący się 8 wersów, zupełnie jakby chciał nagiąć prawa logiki. W trakcie nagrywania miałem w głowie tylko „Stary, co jest z tobą nie tak” (śmiech), ale to właśnie jego brzmienie. Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć go na żywo. Potrzebowałby do tego co najmniej jednej dodatkowej ręki.

Porozmawiajmy o okładce albumu. Nawet nie wiem jak ją opisać.

Rou: Inspiracją były minimalizm, retro futuryzm i swego rodzaju brutalność. To, co widzisz, ten fantastyczny instrument, to keyboard, który jest właśnie tworzony na potrzeby trasy i specjalne zamówienie. Nie mogę się doczekać, żeby na nim zagrać. Nazywamy go Maszyną, brzmi złowieszczo. Radar symbolizuje wpływ muzyki na życie słuchacza, będącej światełkiem w tunelu i potrafiącej rozjaśnić drogę nawet w najcięższych chwilach. Wkomponowaliśmy subtelnie trzy światełka, tworzące odwrócony trójkąt, nasze logo. Całość jest minimalistyczna, a za razem warstwowa. I oczywiście w kolorze aqua!

Jak woda, symbol nowego życia.

Rou: Dokładnie.

Dzięki za poświęcony mi czas, nie mogę doczekać się koncertu i ponownego spotkania w Warszawie.

Rou: My też nie możemy doczekać się powrotu. Polska zawsze była dla nas świetna.

Rory: Polscy i Rosyjscy fani mają w sobie to coś, zawsze starają się pokazać wdzięczność i sprawiają, że chcemy wracać.