EABS – Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda)
» » EABS – Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda)

EABS – Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda)

Kategoria: Recenzje | 0
W przypadku takiego przedsięwzięcia łatwo było o bolesne w skutkach potknięcie. Reinterpretacji utworów Krzysztofa Komedy nie można przyrównać do przyjemnego, niezobowiązującego spaceru – bliżej jej do wędrówki ostrą granią Tatr. Wrocławski septet EABS podjął jednak ryzyko, czego efektem jest jedna z najciekawszych polskich płyt mijającego półrocza – i chyba nie tylko półrocza.

 

Mieszanie czy miksowanie – te słowa rodzima scena alternatywna odmienia ostatnio przez wszystkie przypadki. Wodecki występował w repertuarze Pei, Sokół wziął na warsztat wiersze Różewicza, a Justyna z The Dumplings zaśpiewała tekst Osieckiej. Przedstawiciele stylów, które teoretycznie pasują do siebie jak kwiatek do kożucha, przełamują bariery gatunkowe i śmiało stają razem na jednej scenie. Jednym wychodzi to lepiej, drudzy wciąż nie mogą znaleźć właściwych współpracowników, ale jedno jest pewne – wzrastająca popularność crossoverów cieszy. Często właśnie zestawienie artystów przebywających na dwóch biegunach prowadzi do nieprzewidzianych, artystycznych uniesień.

 

 

Wrocławianie z Electro-Acoustic Beat Sessions – bo tak rozwija się skrótowiec nazwy zespołu – postanowili wskoczyć na falę muzycznych połączeń z innej strony. Septet nie szukał czegoś oddalonego od własnych inspiracji o lata świetlne, decydując się na skrzyżowanie hip-hopu i jazzu. Pozornie różne gatunki dzieli sporo, ale łączy równie wiele: rytmika, improwizacyjna energia i korzenie w afroamerykańskich społecznościach. Swoją ścieżkę panowie zaczęli wytyczać już przy okazji innego projektu, „Memorial to Miles”. Panowie zdecydowali się wtedy na sceniczną prezentację starszych utworów Milesa Davisa, gdzie syntezatory i gramofony zderzały się z klasycznym instrumentarium. Efekt ich prac korespondował ze stylem trębacza, ale wprowadzał nutę czegoś świeżego, nowocześniejszego. Podobnie dzieje się w przypadku Repetitions (Letters to Krzysztof Komeda). Muzycy przypominają o dziełach polskiego kompozytora w wyważony sposób: nie szukają innowacyjności na siłę, lecz sprawnie przemycają do standardowych aranżacji własne, coraz bardziej charakterystyczne wtręty. Wiedząc, że mierząc się z kimś legendarnym, stąpają po niepewnym gruncie, podeszli do nagrań z należytym szacunkiem i starannością. Efekt ich prac mówi sam za siebie: to nie przygotowane na kolanie kompozycje, a okołojazzowe perełki, które mogą stanąć w szranki z najnowszymi wydawnictwami Kamasi Washingtona, Hypnotic Brass Ensemble czy Thundercata.

 

Przemyślany zdaje się już sam pomysł na album. EABS nie chcieli zrobić kolejnej składanki The Best of. Zamiast tego padło na mniej znane, a równie unikalne tematy Komedy z filmów krótkometrażowych (seria Perły i Dukaty z Gustawem Holoubkiem czy animacja Wiklinowy kosz reżyserii Mirosława Kijowicza). Wariacji doczekał się motyw Pingwina, gdzie rozbudowany jazz nadaje napięcie historii osaczonego studenta Politechniki Warszawskiej, a także Niekochanej Janusza Nasfetera. Album otwiera zaś kolejna perełka z przepastnego katalogu kompozytora – introdukcja do nagranych w ostatnich latach życia pianisty Etiud Baletowych. Dobór takich, a nie innych dzieł na Repetitions zasługuje na szczególną uwagę – nieczęsto słyszy się o innych projektach poznaniaka poza ścieżką dźwiękową do Dziecka Rosemary albo legendarnego Astigmatic.

 

 

Na samym koncepcie na szczęście się nie kończy. Zespół nie tworzy wydmuszki, tylko z należytą pieczołowitością realizuje ideę mieszania nowoczesności z klasyką. Ujmując bardziej obrazowo – gdyby ktoś pobawił się w rozrysowanie płyty na wykresie EKG, nie byłaby to poszarpana krzywa, ale płynna sinusoida. Utrzymanie równowagi jest sporą umiejętnością jazzmanów – bez niego  Repetitions zamieniłoby się w patchwork niepowiązanych ze sobą elementów. W Knowledge wspomniany już Pędziwiatr rapuje, żeby w Perły i Dukaty ustąpić miejsca arpeggiującym instrumenatom. Private Conversation otwiera nastrojowa partia wokalna, która przeobraża się w popis umiejętności fenomenalnej sekcji dętej. Step into the Light zabiera nas na początku w rejony soulowo-hiphopowe (jak gdyby Mick Jenkins i Flying Lotus spotkali się na jednej ulicy), przechodząc w klasyczny, emocjonujący pojedynek pianina, perkusji i trąbki. Znamienne są też przykłady, które zapisałem sobie na oddzielnej kartce jako koronne argumenty na to, że po Litanii Stańki i Komedy od Możdżera nie słyszałem tak spójnej próby wskrzeszenia dźwięków Mistrza. Pierwszy z nich to Free Witch and No Bra Queen, do którego EABS zaprosiło Michała Urbaniaka na skrzypcach. Miarowe uderzenia perkusji przenikają między oldskulowe partie klawiszy, nadając kompozycji sznytu, który sprawdziłby się zarówno na Jazz Jamboree w latach 60,, jak i podczas tegorocznego Open’era. Zaskakują ostatnio zbyt modne, ale tu subtelnie wcielone sample – wycięte z peerelowskich produkcji. Piotr Skorupski (Spisek Jednego) nie opiera na nich całej melodii, a zachowuje balans, co w Niekochanej z towarzyszącą gitarą tworzy intrygujący, nasączony fabułą efekt. Uwagę zwracają też bardziej piosenkowe, niekiedy uzupełnione wokalem (God is Love) momenty. Zamykające krążek Walking Beyond (The Song on the Day the World Ends) bez przeszkód mogłoby się znaleźć wśród kawałków kanadyjskiego BadBadNotGood – mistrzów post-bopu z nutą klasycznej harmonii.

 

O formacji wskrzeszającej Komedę mówi się teraz wiele. Panowie zagrali niedawno świetnie przyjęty koncert na Enea Spring Break, a w planach mają trasę po Polsce ze wspomnianym już Urbaniakiem. Przed chwilą światło dzienne ujrzała fizycza wersja ich krążka, z kolei entuzjastyczne opinie na temat albumu zaczynają spływać także z zagranicy. Polski jazz utrzymuje dobrą passę, a do jego ambasadorów mogą dołączyć autorzy Repetitions. Przynajmniej powinni, bo tak wyrazistego i różnorodnego wydawnictwa w tej stylistyce od debiutu Skalpela nie pamiętam.