Heidrik: Urodziłem się i wychowałem wśród natury, dlatego na Islandii czuję się jak w domu [wywiad]
» » Heidrik: Urodziłem się i wychowałem wśród natury, dlatego na Islandii czuję się jak w domu [wywiad]

Heidrik: Urodziłem się i wychowałem wśród natury, dlatego na Islandii czuję się jak w domu [wywiad]

Kategoria: Wywiady | 0
Ten utalentowany reżyser i twórca teledysków z Wysp Owczych już jesienią tego roku wydaje swoją debiutancką płytę „Funeral”. Przed nim także kilkudniowa trasa koncertowa w Polsce. Kim jest i jakie ma inspiracje? Poznajcie Heidrika, z którym rozmawiały Weonika Ścierańska oraz Natalia Ostaszewska.

 

Weronika Ścierańska / Natalia Ostaszewska, SO!MUSIC: Masz wiele talentów: muzyczny, filmowy, malarski, zdaje się, że wszystko, czego dotkniesz, zamienia się w złoto. Czy rozważałeś podjęcie nauki w kierunku muzycznym?

Heidrik: Bardzo dziękuję! Nie, niespecjalnie… Uczęszczałem na sześciomiesięczny kurs w Danii, także liznąłem co nieco w temacie muzyki. Produkcja filmowa to dziedzina, w której potrzebowałem szkolenia. Stworzenie filmu wymaga udziału wielu ludzi i zdolności technicznych, to wielka machina, którą trzeba ruszyć, żeby film powstał. Muzykę można tworzyć samemu, bez większych problemów. Dlatego zdecydowałem, że szkoła filmowa pomoże mi w dalszym rozwoju zawodowym.

 

„Funeral” to bardzo osobisty album, z każdym dźwiękiem odkrywasz przed słuchaczami kawałek swojej duszy.

Tak, to bardzo osobisty album, tak prawdziwy, jak tylko się da. Musiałem zrzucić z siebie pewne zdarzenia i uczucia. „Funeral” jest dla mnie bardzo ważny, tworzenie tej płyty pomogło mi pogodzić się i zamknąć pewien etap życia.

 

Jeśli się nie mylę, tekst do piosenki „Boy” oparty jest na faktach. To bardzo smutna historia.

To prawda. „Boy” jest utworem opisującym historię 17-letniego chłopca z mojego miasta. Wciąż się nad nim znęcano, na podłożu homofobicznym. Pewnego dnia nagle zmarł, a całe miasto pogrążyło się w ciszy z poczucia winy. Nigdy nie zapomnę tego poranka. Byliśmy rówieśnikami, to było takie dziwne. Ta historia utkwiła mi w pamięci i czułem, że muszę ją opowiedzieć. Myślę, że mówi wiele o ludziach i tym, jak reagujemy na nieznane czy nam niezrozumiałe.

 

Wielu ludzi, szczególnie młodych, mieszkających w mniejszych miejscowościach, boryka się z problemami związanymi z ich seksualnością i postrzeganiem ich przez społeczeństwo. Wyspy Owcze są nie tylko małe, ale też odizolowane.

Myślę, że takie dorastanie jest ciężkie w małych społecznościach. Wyspy Owcze zmieniły się  diametralnie przez ostatnie dziesięć lat. Kiedy byłem dzieckiem, homofobia była na porządku dziennym. Strach i nienawiść kamuflowano i tłumaczono religią. Bardzo cieszy mnie fakt, że młodzi ludzie z Wysp Owczych nie będą musieli tej nienawiści doświadczać.

 

Jaką rolę w Twoim życiu odegrała Islandia? Czerpiesz z niej inspirację?

Jest bardzo podobna do Wysp Owczych, tylko większa i trochę bardziej zmodernizowana. Dużo się tutaj uczę – o sobie i życiu. Mieszkałem w Danii, ale nigdy się tam nie zadomowiłem. Urodziłem się i wychowałem wśród natury, dlatego na Islandii czuję się jak w domu.

 

 

Jak przebiegała Twoja współpraca z Janusem Rassmusen?

Świetnie! Jest jednym z moich najlepszych przyjaciół. Znamy się odkąd byliśmy nastolatkami, Janus widział jak dorastałem, dlatego wiedział, jak pomóc mi w tworzeniu tego albumu i właściwym przelaniu emocji na papier. Jest naprawdę jednym z najlepszych producentów, ale jest zbyt skromny, żeby to przyznać.

 

Porozmawiajmy o Twoich inspiracjach, okładka „Funeral” przypomina mi film „Miasteczko Halloween” Tima Burtona, to jeden z moich ulubionych. Skąd czerpiesz inspiracje? Co pomaga Ci najbardziej w tworzeniu?

Zabawne! Tim Burton i ja mamy to samo źródło inspiracji, może dlatego masz takie skojarzenia. Obaj jesteśmy wielkimi fanami niemych berlińskich filmów czarno-białych z lat 20tych i horrorów lat 50tych. Sądzę, że stąd mogłaś doszukać się podobieństw. Inspirują mnie także stare filmy i zdjęcia gwiazd Hollywood. Płytę nazwałem „Funeral” (ang. Pogrzeb), jednak samą w sobie widzę jako bardzo pozytywną, bo proces jej tworzenia pozwolił mi na zamknięcie pewnego rozdziału i odnalezienie spokoju ducha. Dlatego zdecydowałem się na piękną i kolorową okładkę, z elementami pogrzebowymi w  nietypowym wydaniu, oddającą tylko symbolikę.

 

Jesteś jedną z tych gwiazd, które mają bardzo unikatowe imię, jak często jest ono źle wypowiedziane? Jaka była najśmieszniejsza wersja Twojego imienia?

Ku mojemu zaskoczeniu, wcale nie tak często. Myślę, że ludzie dość dobrze je wypowiadają. Za to uwielbiam polskie zdrobnienia, kiedy jestem nazywany Heniu czy Heidriczek. To jest strasznie słodkie. (uśmiech)