Shoegaze’owa uczta czyli najnowszy album zespołu Slowdive [recenzja]
» » Shoegaze’owa uczta czyli najnowszy album zespołu Slowdive [recenzja]

Shoegaze’owa uczta czyli najnowszy album zespołu Slowdive [recenzja]

Kategoria: Recenzje | 0

Aż 22 lata musieliśmy czekać na nowy album zespołu Slowdive. Niektórzy pewnie nawet myśleli, że oni już nigdy nie powrócą na scenę, a oni w końcu to zrobili i to w wielkim stylu.

Ich najnowszy album studyjny jest  zatytułowany po prostu „Slowdive”. Składa się z ośmiu kompozycji będących esencją shoegaze’u. Powroty na scenę po wielu latach są często bardzo trudne i  nie zawsze kończą się sukcesem, jednak zdecydowanie nie w tym przypadku, ponieważ muzycy wydali płytę, obok której nie można przejść obojętnie. Tyle lat minęło, a oni wciąż zachwycają.

Płyta rozpoczyna się stosunkowo energicznie. Utwory „Slomo”, „Star Roving”, „Don’t Know Why” przypominają shoegaze’owe, charakterystyczne brzmienie gitary. Wokaliści wspięli się na wyżyny swoich umiejętności, i cudownie hipnotyzują swoimi głosami. Ten wokal już od pierwszego przesłuchania zostaje w głowie na zawsze. Przypominają się wtedy te lata dziewięćdziesiąte kiedy wydawali swoje pierwsze albumy brzmiące momentami bardzo podobnie do tej najnowszej płyty. Kompozycja „Sugar For The Pill” jest nieco spokojniejsza od tych poprzednich. Gitara shoegaze’owa podczas tego utworu schodzi na drugi plan. Tym razem wokal jest zdecydowanie ważniejszy od podkładu instrumentalnego. „Everyone Knows” to kolejna stosunkowo energiczna kompozycja, podczas której wyraźnie słychać gitarę. Różni się od poprzednich wokalem, ponieważ tym razem wyraźnie słychać delikatny głos Rachel Goswell, nieco schowany za podkładem instrumentalnym, nie mniej jednak niesamowicie hipnotyzujący.  W utworach „No Longer Making Time” oraz „Go Get It” momenty energiczne przeplatają się z tymi zdecydowanie spokojniejszymi. Gdy słucha się tych kompozycji czasem towarzyszy nam niepokój. Szczególnie w kompozycji „Go Get It” wokal wysuwa się na pierwszy plan i po raz kolejny hipnotyzuje wszystkich słuchających. Utwór „Falling Ashes” to piosenka zamykająca ten długo wyczekiwany, a przede wszystkim doskonały albium grupy Slowdive. Jest to kompozycja niesamowicie liryczna i najmniej shoegaze’owa. Wprawia w niesamowite zasłuchanie. Dzięki niej  można się wyciszyć. Tym razem na pierwszy plan wysuwają się delikatne dźwięki fortepianu, obok których nie można przejść obojętnie. Jest to utwór zaskakujący, ponieważ muzycy przyzwyczaili nas do nieco innego brzmienia. Nie mniej jednak to jedna z lepszych kompozycji na tej płycie. Myślę, że właśnie ten element zaskoczenia sprawia, że słuchający zwraca na nią uwagę, więc jest doskonałe zakończenie tego albumu.

Najnowsza płyta zespołu Slowdive zdecydowanie przypomina to brzmienie sprzed lat, do którego nas przyzwyczaili. Mamy tutaj do czynienia z kolejnym powrotem po latach, który zakończył się sukcesem. Z jednej muzycy niczego nowego nie odkryli, ale z drugiej strony stworzyli album, który na pewno przypadnie do gustu fanom  tych albumów sprzed lat, ale też może zainteresować ludzi, którzy wcześniej nie zetknęli się z takim brzmieniem , bo przecież shoegaze na początku XXI wieku zniknął ze sceny muzycznej.

Taki powrót po latach jest dla wielu zaskoczniem, ale ci, którzy śledzili Slowdive zapewne wiedzieli, że taki album może ukazać się niebawem. Przecież już koncert na Off Festivalu w 2014 sugerował, że mogą wrócić do tworzenia. W końcu wrócili, a ta wiadomość ucieszyła tak wielu. Powroty na scenę po latach często są bardzo trudne i nie zawsze kończą się sukcesem, ale właśnie zespół Slowdive udowodnił, że po latach można wrócić i zachwycić wszystkich. Już nie możemy się doczekać 2 października, kiedy zespół Slowdive przyjedzie do Warszawy zaprezentować swoje nowe i stare kompozycje na koncercie. Jestem przekonana że kompozycje z tegorocznego albumu na żywo prezentują się wręcz doskonale.

Ocena 10/10