Krzysztof Zalewski i Voo Voo w Opolu [relacja]
» » Krzysztof Zalewski i Voo Voo w Opolu [relacja]

Krzysztof Zalewski i Voo Voo w Opolu [relacja]

Kategoria: Relacje | 0

Skoro pogoda nas nie rozpieszcza, musi to robić muzyka. Ta Opola nie opuszcza, a z okazji Święta Wojciechowego wybrzmiała z podwójną siłą. Na scenie pojawił się nietuzinkowy Krzysztof Zalewski oraz legendarny zespół Voo Voo. Jakie emocje towarzyszyły temu wieczorowi?

Krzysztof Zalewski, który otworzył spotkanie numerem „Jak dobrze” zaznaczył, że miło czuje się w Opolu. Widownia w odpowiedzi także wyraziła swoje zdanie, wykrzykując z całych sił charakterystyczny refren utworu. Tym żywym przywitaniem wszystkie ciemne chmury znajdujące się nad głowami zostały przepędzone.

W żaden sposób nie traktowałam występu Zalefa jako support, mimo że czasowo powinien się do niego kwalifikować. Emocjonalnie był to pełnowymiarowy koncert, który przyniósł mnóstwo ciar i niepohamowaną radość. Ta towarzyszyła mi przez cały wieczór, co pozwoliło (mimo miejsc siedzących) bawić się w najlepsze.

Krzysztofa szanuję za wiele rzeczy. Idealną dykcję, wrażliwość, muzykalność. Każdy utwór wyśpiewany z jego ust jest produktem na wagę „Złota”. Tego w amfiteatrze było odrobinę więcej niż „Zeligu”, jednak wszystko w odpowiednich proporcjach. Była „Miłość, Miłość”, był numer „Jaśniej”, była też „Luka”. Zalewski w pochmurny wieczór kompletnie mnie rozczulił, dodatkowo najpiękniej „otulił” swoim głosem. Nie zabrakło ukochanego „Podróżnika” oraz chilloutu przy numerze „Uchodźca”. Zalef jest delikatny niczym mleczna czekolada. Lubię ją i nigdy się od niej nie uwolnię.

 

 

Nieco bardziej czekałam na zespół Voo Voo. Być może dlatego, że to moje pierwsze zetknięcie się na żywo z muzyką tej grupy. Album „7” przesłuchałam tylko częściowo, jednak już po chwili na pierwszy plan wysunęła się jego dziwność. Zrozumiałam ją dopiero wtedy, gdy stanęłam twarzą w twarz z prawdą.

Wojciech Waglewski to muzyka. Chodząca, a nawet tańcząca muzyka, która wżera się w serce. Amfiteatr po małej dawce energii nagle zwolnił i uspokoił zabiegane dusze. „7” pozwala przeciętnemu człowiekowi dostrzec, że w mijających dniach jest coś więcej, niż tylko obowiązki. Dogłębna analiza każdych dwudziestu czterech godzin pokazuje, że pojedynczy dzień przynosi coś pięknego. Coś, czego zazwyczaj nie widzimy.

Mimo, że singlem promującym nowe wydawnictwo Voo Voo jest „Środa”, a w opolskim amfiteatrze ciekawie wybrzmiała „Niedziela”, najbardziej do gustu przypadł mi „Piątek”. Jest w nim szczerość i wielka chochla żalu, który każdy z nas w sobie dusi. Marcowy album kapeli jest bardzo sentymentalny. Odtworzenie go to zaakceptowanie chwili i poddanie się niezrozumiałemu zabiegowi. Polecam go odważnym zawodnikom. Prócz talentu muzycznego, który ukazał się moim oczom, dostrzegłam też siłę i wielką wiarę w pasję wokalisty. Ukoronowaniem wieczoru był utwór „Nim stanie się tak”, który nadał wieczorowi odpowiedniego tonu. Warto wiedzieć, że kawałek ten inspirowany był katastrofą elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Wiedza ta pozwala wydobyć jego drugie dno.

Spotkanie Zalewskiego i Voo Voo to kolejne muzyczne doświadczenie, zyskanie świetnych inspiracji i spędzenie przyjemnie czasu. Marzę, by czas mojego życia wypełniony był wyłącznie tak dobrą muzyką.