Kortez Trio w Nysie [relacja]
» » Kortez Trio w Nysie [relacja]

Kortez Trio w Nysie [relacja]

Kategoria: Relacje | 0

Scena na której jest Kortez, to scena, która ma wartość. Tak podsumowałam moje pierwsze zetknięcie się na żywo z muzyką nietuzinkowego Poety w dresie. Czy coś się od tamtej pory zmieniło?

Koncert w niedzielny wieczór jest idealnym zakończeniem, a jednocześnie wynagrodzeniem sobie całego tygodnia nie zawsze przyjemniej pracy. Spotkanie z muzyką, którą prezentuje Kortez Trio, to wyższy level odprężenia. To coś jak szybkie wakacje w tropikach, kostki lodu przyłożone do obolałych miejsc, czy upadek na trawę po wielogodzinnym maratonie. To łyk wody w upalny dzień czy wreszcie przytulenie bliskiej osoby po przeżyciu sytuacji zagrożenia.

Mimo upływu kolejnego roku, tym samym nabrania większego doświadczenia i zdobycia nowych fanów, Łukasz Federkiewicz nadal jest tym Kortezem, którym zachłysnęłam się kilkadziesiąt miesięcy temu. Magia działa, a spokój, który muzyk z siebie wyśpiewuje napawa słuchaczy błogim uczuciem. W takiej sielance można spędzać długie godziny.

Choć nyski koncert trwał krótko, był to maksymalnie wykorzystany czas. Każda sekunda była wypełniona właściwymi dźwiękami, które składają się na ciało wokalisty. Trio, które zaprezentowało się na scenie było praktycznie niewidoczne, ale mocno odczuwalne poprzez pozostałe zmysły. Już wcześniej zachwycił mnie klimat i ciemność panująca w sali podczas koncertów tej grupy. Jej oryginalność nadal jest w cenie.

 

Skomponowane teksty są proste, ale wymagają dużego zaangażowania umysłowego. Ich analiza może trwać nawet kilka lat, a każde ponowne zetknięcie się z danym kawałkiem może przywołać inne odczucia i rozumienie. Podczas ostatniego koncertu muzyka, zabrakło mi perełki „Niby nic”. Tym razem miałam ochotę podskoczyć z radości, kiedy kawałek ten otworzył koncert. Wybrzmiały m.in.: „Z imbirem”, „Wiem, że mnie podglądasz”, „Pocztówka z kosmosu” czy „Nic tu po mnie”. Nie zabrakło numeru „Zostań”, który przyczynił się do ujawnienia światu istnienia Utalentowanego Blokersa.

Fenomenem Korteza jest skromność, a przy tym ogromny talent. Jedno z drugim rzadko idą w parze, a tutaj znakomicie się docierają. Zaskakujące jest to, jak wielu mężczyzn przychodzi posłuchać Łukasza. Nie jest to muzyka popularna, ale dzięki swojej wymiarowości taka się staje. Emocje balansują na granicy wytrzymałości, a każdy dźwięk, który jest czyściejszy niż biała koszula potraktowana wybielaczem, trafia w najmniejszy skrawek ciała. Kortez brzmi idealnie! W jego żyłach płyną nuty, a precyzja, z jaką pieści klawisze, jest rozkoszą dla oczu i uszu.

 

Nie potrafię usiedzieć w miejscu, gdy z głośników wybrzmiewa muzyka. Koncert pochodzącego z Krosna magika tego wymagał, chociażby przez szacunek do jego pracy, którą chciało się nagrodzić najszczerszymi i bardzo głośnymi brawami. Brawa były jednak ciche i w znikomej ilości, przynajmniej w trakcie występu Tria. Dlaczego? Niekulturalnie jest przerywać zapisujące się w historii muzyki wydarzenie, poza tym muzyka Korteza jest tak doprecyzowana, że przerwanie nastroju, który wytworzył się w sali Nyskiego Domu Kultury byłoby czymś w rodzaju wpuszczenia tuż przed snem muchy do sypialni. Pokaźne brawa pojawiły się później.

Kortez nie musi wracać do mojego serca jak „Bumerang”. Miejsce parkingowe ma tam wykupione dożywotnio.