Daria Zawiałow – „A kysz!” [recenzja]
» » Daria Zawiałow – „A kysz!” [recenzja]

Daria Zawiałow – „A kysz!” [recenzja]

Kategoria: Recenzje | 0

Miniony rok przyniósł prawdziwy wysyp wokalistów. Jedną z przodujących gwiazd jest Daria Zawiałow, utalentowana dziewczyna z sąsiedztwa lubiąca pokazać pazur. Choć Daria debiut ma już za sobą, płyta „A kysz!” jest jej pierwszym albumem. Przez ostatnie lata grono fanów wokalistki powiększało się. Wpłynęła na to internetowa działalność Darii oraz pokazanie swych niemałych umiejętności muzycznych w programie typu talent show.

KONKURS: Napisz mini recenzję albumu Darii Zawiałow - 'A kysz!' i wygraj płytę!

 

„A kysz!” to bardzo dobry album. Wpisuje się w muzykę alternatywną, którą dzisiaj żyje świat. Trafia wprost do głowy, czego zasługą jest rytmika i uniwersalna dla młodych ludzi tematyka. Krążek rozpoczynają dwa utwory, którymi świat żył przez ostatnie miesiące. Mowa o „Malinowym Chruśniaku” i „Kundlu Burym”. Ten pierwszy muzycznie jest bardzo zbliżony do „Grandy” Moniki Brodki, ten drugi z kolei pokazuje barwę głosu Darii zbliżoną do barwy Meli Koteluk. Porównanie wokalistki do tych dwóch kobiet nie jest przypadkowe. Kompozycje Zawiałow są oparte na podobnych aranżacjach, a sposób śpiewania jest niemalże identyczny. Nie znaczy to oczywiście, że jest to kopia 1:1. Daria Zawiałow jest indywidualnością, która w teksty i muzykę wkłada sporo swojego charakteru, który jest nie do podrobienia. Na albumie „A kysz!” za muzykę odpowiedzialny jest Piotrek „Rubens” Rubik, który oczarował wokalistkę brzmieniem gitar i wzbogacił płytę w sporą ich ilość, a za produkcję niezawodny Michał Kush.

 

 

„A kysz!” liczy jedenaście kawałków, które opowiadają o radości i smutku. Momentami czuć wybuch promieni słońca, ale groza nie jest obca albumowi. Mieszają się tu dwa klimaty, które choć są wyraźnie zarysowane, nie są oddzielone grubą kreską. Przeplatają się bardzo delikatnie, przez co płyta jest spójna. Darię Zawiałow można usłyszeć zarówno w popowej odsłonie przeszytej na wylot elektroniką, ale też w klasyfikujących się do rocka singlach. Ta odsłona zdecydowanie bardziej pasuje do szczęśliwej autorki albumu. Nie da się ukryć, że miłość gra w życiu Zawiałow dużą rolę. Większość tekstów skierowana jest do drugiej osoby, darzonej szacunkiem i miłością. „Skupienie” i „Miłostki” są tego świetnym przykładem.

Album skupia w sobie przede wszystkim gitarę. Ta gra tutaj bardzo żywiołowo i zaskakująco. W „Lwach” ma nawet solowy popis, który wyostrza wszystkie zmysły. Jest to niebanalny instrument, który idealnie wypełnia każdą lukę i kamufluje niedoskonałości, których na „A kysz!” jest znikoma ilość. Głos młodej artystki wielokrotnie jest poddawany elektronicznym zabiegom, jednak jest to zrobione ze smakiem i nie zraża do całej kompozycji.

Czuć zaangażowanie w produkcję płyty i dbałość o każdy detal. Upartość i konsekwencja dają o sobie znać w utworze „Chameleon”, gdzie wokalistka posiliła się językiem angielskim i z największym urokiem odśpiewała muzycznego rodzynka. Jest on spokojny, pełen harmonii i gitary. „Nie wiem gdzie jestem” utrzymany jest w podobnym tonie, dodatkowo występuje tu chór, który zapewnia słuchaczowi dodatkowe emocje. Miejscami można dostrzec też wychodzący z artystki pazur, który jest naturalną cechą jej twórczości. „Król LuL” miejscami dźwiękowo przypomina partię muzyczną budującą napięcie przed refrenem w kawałku „Kundel Bury”.

Choć podobnej muzyki na rynku jest już sporo, a tematyka płyty krąży wokół błahej miłości, „A kysz!” to album, który świetnie się przyjmie, a co za tym idzie – sprzeda. Muzyka trafia w obecne czasy, a fakt, że jest to prawie w całości polski album, przyciągnie wiernych patriotów. Zawiałow zdecydowanie mierzy siły na zamiary, co prowadzi ją ku popularności.

Ocena: 7,5/10