Rosalie.: Przekonanie do siebie ludzi jest dużym wyzwaniem [wywiad]
» » Rosalie.: Przekonanie do siebie ludzi jest dużym wyzwaniem [wywiad]

Rosalie.: Przekonanie do siebie ludzi jest dużym wyzwaniem [wywiad]

Kategoria: Wywiady | 0

Rosalie. to artystka pochodząca z Berlina, która większość życia spędziła w Poznaniu. W swojej twórczości miesza inspiracje brzmieniem amerykańskiego R&B i hip-hopu lat 80. i 90. z zamiłowaniem do nowej elektroniki. Zapytaliśmy ją o proces powstawania debiutanckiej EP-ki, otwieranie się na tworzenie tekstów w języku polskim oraz o to, dlaczego miasto jest dla niej tak dużym natchnieniem.

 

Katarzyna Wróblewska, SO!MUSIC: W listopadzie ubiegłego roku wydałaś swoją debiutancką EP-kę, jednak na scenie działasz zdecydowanie dłużej. Czy jako osoba, która już na początku swojej drogi muzycznej usłyszała wiele pozytywnych komentarzy, czułaś większą presję przy prezentowaniu nowego materiału?

Rosalie.: Chyba zależało mi na tym, żeby ta EP-ka w końcu wyszła. Dzięki tym wszystkim pozytywnym opiniom wiedziałam, że wiele osób interesuje się moim materiałem, że ktoś na niego czeka. Ja również chciałam już podzielić się nowymi utworami. Chciałam, żeby za tą płytą stało coś więcej i myślę, że to się udało.

 

Na początku dawkowałaś fanom swoją muzykę – w sieci udostępniłaś tylko trzy utwory. Jednocześnie dużo koncertowałaś, więc na żywo można było usłyszeć więcej materiału. Potem pojawiłaś się z EP-ką „Enuff”. Dlaczego zdecydowałaś się na taką kolejność?  Zależało Ci na sprawdzeniu odbioru Twojej muzyki na żywo, zbierałaś doświadczenie?

Nie miałam wcześniej możliwości rozgrzania się, dlatego wypuszczenie tych trzech numerów było pewnym sprawdzeniem. Koncerty dały mi wprawę i czas do zastanowienia się nad tym, co chcę robić i jak to ma wyglądać. Poczułam się pewniej na scenie. Poznałam też wielu ciekawych ludzi, z którymi nawiązałam współpracę. Myślę, że wykorzystałam ten czas w stu procentach, żeby wypuścić coś, z czego będę dumna. Wydaje mi się, że na samym początku trzeba się oswoić z tym wszystkim, co się dzieje wokół.

 

Z jednej strony potrzebowałaś oswojenia z nową sytuacją, bo Rosalie. to Twój pierwszy projekt, ale z drugiej strony masz doświadczenie uczęszczania do szkoły muzycznej, więc specyfika tego środowiska nie jest Ci zupełnie obca. Co wyniosłaś ze szkoły muzycznej?

Myślę, że osoby, które uczęszczały do takiej szkoły mają sprawę ułatwioną, bo właśnie od samego początku jesteś zderzony ze światem muzyki – ze sceną, z graniem przed publicznością. To się później bardzo przydaje. Ludzie po szkole muzycznej trochę inaczej patrzą na świat. Jeżeli już od dziecka stykasz się z kulturą, to potem z nią żyjesz. Bardzo sobie cenię to, że od samego początku miałam styczność z muzyką, czy to w filmach, czy w teatrze. Znałam osoby, które mając na przykład 18 lat, nigdy nie były w teatrze, co było dla mnie przerażające (śmiech). Wydaje mi się, że dzięki temu, że tyle lat spędziłam w szkole muzycznej, znacznie łatwiej mi się tworzy. Nie obawiam się improwizacji, a sądzę, że nie każdy tak ma.

 

Kontynuując temat EP-ki – współpracowałaś z wieloma producentami, właściwie każdy utwór został wyprodukowany przez inną osobę. Co daje taka różnorodność?

Zależało mi na tej różnorodności z tego względu, że każdy mógł dać coś od siebie, dzięki czemu EP-ka nabrała różnych charakterów. Przy każdym aranżu, który wyszedł spod innej ręki, mogłam wprowadzić się w inny klimat. Nie mówię też, że jeden producent robi wszystko w tym samym stylu, ale dzięki temu, że jest tak różnorodnie, mogłam za każdym razem wcielić się w inną osobę. To był mój cel. Chyba niewiele osób decyduje się na to, żeby na jednym wydawnictwie współpracować z wieloma różnymi producentami, a wydaje mi się, że to ciekawy krok.

 

Mimo tej różnorodności na poziomie produkcji, spójność zapewnia motyw przewodni, którym jest miasto. Dlaczego uznałaś, że to dobry temat na nagranie materiału?

Przede wszystkim miasto od zawsze bardzo mnie inspirowało. Od dziecka zwracałam uwagę na to, co się dzieje na ulicach, na architekturę, lubię też robić temu wszystkiemu zdjęcia. Mam wrażenie, że z miasta można wyciągnąć najwięcej, bo obserwujesz ludzi, widzisz różne sytuacje. Przez mój wyjazd do Berlina, do miasta mojego dzieciństwa, poczułam się jak mała mrówka, która bada wszystko od początku na nowo. Mieszkałam tam, ale nie pamiętałam praktycznie niczego, przez co każda jazda metrem czy spacer po mieście były odkrywaniem czegoś nowego. Według mnie to jest najlepsza forma natchnienia.

 

Za wyborem Berlina jako miasta, w którym kończyłaś materiał na „Enuff” stał konkretny powód, czy po prostu chciałaś się wyrwać z Poznania?

Chciałam się wyrwać z Poznania. Potrzebowałam czegoś nowego, żeby móc się bardziej zainspirować. Pojechałam do Berlina i miałam oczy szeroko otwarte – cały czas chodziłam z aparatem w ręku i ciągle szukałam inspiracji. Poznań bardzo lubię, mam tam wielu znajomych, ale w momencie, gdy znasz każdy zakątek miasta, masz ochotę na więcej.

 

A czy na EP-ce utrwaliłaś może jakąś konkretną sytuację, którą udało Ci się zaobserwować podczas odkrywania Berlina, czy bardziej chodzi o całokształt inspiracji, jakie dało Ci miasto i ludzie?

Raczej chodzi o całokształt, to jest bardziej to, co mi serce podpowiedziało. Chyba zazwyczaj tak jest, że tworzymy na podstawie tego, w jaki sposób się czujemy, a nie w stosunku do danej sytuacji. Na samym początku EP-ki czuć tajemniczość, niepewność, potem się ona rozwija i jest coraz silniejsza. Dopiero na końcu czuć pełen luz. To też taka moja przemiana, podchodzę do tego dosyć osobiście.  Nie mówię tu o tekstach samych w sobie, bo tam wyczuwa się wątek miłosny i to niekoniecznie ma przełożenie na moją osobę, ale ogólnie ta przemiana bohaterki  to takie moje rośnięcie w siłę.

 

Na „Enuff” po raz pierwszy możemy  usłyszeć  Cię w utworach z tekstem w języku polskim, nad którymi współpracowałaś z Michałem Wiraszko. Wielu polskich artystów przyznaje, że stworzenie tekstu w naszym ojczystym języku to zdecydowanie większe wyzwanie. A jak to wyglądało u Ciebie?

Żeby napisać polskie teksty, musiałam zacząć od zera. Od zawsze tworzyłam w języku angielskim albo śpiewałam utwory zagranicznych artystów, więc zupełnie nie wiedziałam, jak do tego podejść. Przez to właśnie zaczęłam współpracować z Michałem Wiraszko, który pokazał mi, jak myśleć podczas tworzenia tekstów po polsku. W języku angielskim wszystko inaczej brzmi, wszystko jest miękkie, nie ma szelestów. To było pół roku ciężkiej pracy – musieliśmy się poznać, dowiedzieć się czego tak naprawdę chcemy oraz w jaki sposób Michał może mi pomóc. Nie miało to być na takiej zasadzie, że Michał weźmie kartkę i sam napisze tekst. Rzeczywiście zrobiliśmy to wspólnie, jestem zadowolona z rezultatu. I już nie obawiam się pisania tekstów w języku polskim.

 

Mówisz o technicznej stronie tworzenia tekstów, a jak radziłaś sobie z faktem, że teksty w języku polskim wymagają od artysty większego obnażenia własnych myśli, często są bardziej intymne?

Trzeba bardzo rozumieć to, co się śpiewa.  Można by odśpiewać ten tekst, ale dopóki go nie zrozumiesz, to nie wyjdzie to z całego twojego serca. Mi też trochę zajął proces przestawienia się na język polski, zanim zrozumiałam o co chodzi. Nawet nie konkretnie w tekście, ale w sposobie śpiewania. To był długi proces przestawiania się, ale teraz już idzie mi dobrze.

 

Z jakimi problemami zmaga się debiutujący artysta w Polsce?

Osobiście widzę, że przekonanie do siebie ludzi jest dużym wyzwanie dla osoby, która wybrała akurat taką ścieżkę. Czasami jest tak, że ludzie wolą posłuchać zachodniego r’n’b, skąd on się wywodzi, niż sprawdzić polską muzykę z tego nurtu, nie wiedzą, że może to być dobre i na wysokim poziomie. Chciałabym, żeby ludzie nie bali się tego, co dzieje się na naszym rynku. Jest wiele polskich zespół, które warto poznać i posłuchać. Ale z drugiej strony widzę, że coraz więcej ludzi jest w to zaangażowanych, wiec nie mogę narzekać.