Sambor – „Umbra” [recenzja]
» » Sambor – „Umbra” [recenzja]

Sambor – „Umbra” [recenzja]

Kategoria: Recenzje | 0

Nowy rok rozpoczął się przyjemnie, szczególnie jeśli chodzi o sferę muzyki. Rok 2017 otworzyło wydanie 6 stycznia albumu “Umbra” zespołu Sambor. To trzeci krążek w karierze grupy, zatem powinien być dopracowany w każdym calu. Jak jest w rzeczywistości?

 

Płyta jest bardzo konkretna. Zawiera jedynie siedem kawałków, ale każdy z nich osobno nadaje się do słuchania tak samo, jak w połączeniu z resztą. Muzyka jest bardzo uniwersalna i emanuje dobrym wokalem oraz elektroniką, która niebawem wyjdzie wszystkim uszami. Trend trendem, ale coraz więcej płyt różni się od siebie jedynie okładką. Sambor na albumie przywiązał dużą wagę do retrofuturyzmu, który jest dość popularnym kierunkiem w sztuce, łączącym retro estetykę z futurystycznymi technologiami i koncepcjami. Retrofuturyzm nadał wydawnictwu pewnego charakteru.

Wyrazista wydaje się być elektroniczna perkusja, która momentami przyćmiewa teksty. O tych zaś warto wspomnieć, bo nie traktują (jak większość wydanych w dzisiejszych czasach kawałków) o miłości i wielkiej rozpaczy. Teksty są przemyślane i tworzą zbiór opowieści o ciemnym i smutnym życiu. Podkreślony zostaje lęk, jakiego doznajemy oraz tęsknota, której na każdym kroku doświadczamy. Płyta pokazuje ciemną, ale prawdziwą stronę życia, w którym biegając za szczęściem tracimy kolejne jego lata.

Warstwę instrumentalną tworzą jeszcze analogowe syntezatory i przestrzenne pogłosy. Już sam wstęp płyty, który tworzy kawałek “Days of Umbra” zarysowuje wyraźny kształt tego, czego będziemy doświadczać słuchając albumu. Napięcie budowane jest od samego początku, który z kolei upodabnia się do klasycznej muzyki electro. Warto zaznaczyć, że pierwsze nagranie to wyłącznie warstwa muzyczna, która jest dobrą rozgrzewką. Mimo głównej idei, jaką jest zawarcie na płycie efektów użycia nowoczesnej technologii, piosenka “The Great Escape” prezentuje klimat owiany nutą rocka. To bardzo przyjemna odmiana, jednak wybijająca z nostalgii.

Pojawiające się na płycie utwory w języku polskim są miłym akcentem dla polskich słuchaczy. “Solaris” to upadek wartości, brak chęci do życia. Zauważony może być także motyw zegara, o którym wokalista ciągle wspomina. “Pożar” z kolei jako numer zwiastujący wydanie jest strzałem w dziesiątkę. Energia, która została zawarta w nieco ponad trzech minutach odpowiada energii zgromadzonej na całej płycie. To idealny przedstawiciel zbioru tego krążka. “Tender Commander”, “Lost in time” czy wreszcie klamra płyty wykonana w ojczystym języku – “Galapagos”– utrzymane są w podobnym tonie. Pogłosy poszerzają przestrzeń, a liryzm zabiera słuchacza w podróż.

Poprzednią płytę zatytułowaną “Bruksizm” Sambor Kostrzewa opublikował w 2015 roku. Najnowszy krążek „Umbra” wydany nakładem Sambor Music powstał w nieco innym składzie, gdzie obok lidera (wokal, gitara, instrumenty klawiszowe, programowanie perkusji) stanął Krzysztof Kuźnik (instrumenty klawiszowe, bas) i Adam Cyzio (sampler perkusyjny). Panowie z pewnością mają talent i jeszcze sporo jego pokładów kryją w sobie. Udowadniają, że pochodzący z Polski artyści są dobrzy w tym co robią i nie kreują świata na siłę.

Ocena: 7,5/10