Warhaus: „We Fucked A Flame Into Being” to swego rodzaju anegdota, o byłych dziewczynach i napotkanych osobach. [wywiad]
» » Warhaus: „We Fucked A Flame Into Being” to swego rodzaju anegdota, o byłych dziewczynach i napotkanych osobach. [wywiad]

Warhaus: „We Fucked A Flame Into Being” to swego rodzaju anegdota, o byłych dziewczynach i napotkanych osobach. [wywiad]

Kategoria: Wywiady | 0

„We Fucked A Flame Into Being” to pierwszy solowy album Marteena Devoldere, wokalisty belgijskiej, indie-rockowej grupy Balthazar, wydanej pod pseudonimem Warhaus. Zapytaliśmy go o inspiracje, ukryte znaczenia nowych piosenek i plany na przyszłość. 

 

WYGRAJ BILETY NA KONCERTY WARHAUS W POLSCE!

 

Weronika Ścierańska, SO!MUSIC: Twój projekt solowy ma nie tylko magnetyczny tytuł, to podróż, o której każdy z nas sekretnie marzy. Co zainspirowało Cię najbardziej podczas tworzenia tego albumu?

Warhaus: Ludzie, których kocham, Ludzie, których chciałem kochać, ale nie mogłem. Dziewczyna z chórku. Pornhub. Ta piosenka Paloma Blanca. Moja mama. Noce, podczas których rozmyślanie mogłem zastąpić słodką melodią.

 

Słuchając Twojego albumu zaczęłam się zastanawiać, kim są postacie, o których piszesz. Mają odzwierciedlenie w Twoim życiu prywatnym?

„We Fucked A Flame Into Being” to swego rodzaju anegdota, o byłych dziewczynach i napotkanych osobach. Każdy utwór mogę przypisać konkretnej dziewczynie, co brzmi tandetnie, wiem. Staram się stworzyć muzykę wpasowującą się w wyobrażenia innych bardziej niż moje własne.

 

Między wydaniem ostatniej płyty Balthazar i Twojego albumu „We Fucked A Flame Into Being” była niespełna dwuletnia przerwa, wliczając oczywiście europejską trasę koncertową i promocję. Czy niektóre utwory zostały stworzone podczas trasy koncertowej?

Nad płytą pracowałem pięć lat, niezależnie od Balthazar. Tworzyłem wszędzie po trochu, zależnie od miejsca pobytu. Dużo czasu spędziłem w busie koncertowym, jednak dużo tworzyłem też w domu.

 

Twój wokal jest pierwszoplanowy, możemy jednak usłyszeć także niezwykły głos kobiecy. Do kogo należy?

Do Sylvie Kreusch, Belgijskiej wokalistki, którą poznałem podczas jednej z tras koncertowych. Przyczyniła się także do końcowej wersji albumu. Nie skłamałbym mówiąc, że jest moją muzą, gdybym oczywiście w to wierzył.

 

Planujesz już kolejną płytę?

Jeszcze nie. Najpierw nagram nową płytę Balthazar z Jinte. To mój solowy projekt, poza tym ciężko jest zacząć karierę na własny rachunek. Prawdopodobnie wydam coś nowego przed emeryturą.

 

Czym różni się najbardziej praca solo od tworzenia z Balthazar? Czujesz się bardziej komfortowo występując i nagrywając jako Warhaus?

Niespecjalnie, wszystko ma swoje zalety i wady. Lubię lawirować między zespołem i karierą solo. To sprawia, że odnajduję się w sytuacjach i obieram kierunki, które lubię bardziej lub mniej. Zespół to przede wszystkim praca z innymi i odkładanie ego na bok. Nagrywanie solo to przesadne uzewnętrznianie się, co oczywiście też jest fajne.

 

W Polsce zagrałeś już w 2015 roku z Balthazar. W lutym tego roku wystąpisz w Polsce dwa razy, w Warszawie i Poznaniu, w tych samych klubach. Czy będą to dla Ciebie zupełnie inne koncerty?

Inny zespół, inny rok i inny układ gwiazd, koncerty muszą być zupełnie inne.