Mikromusic – „Mikromusic w kwietniu” [recenzja]
» » Mikromusic – „Mikromusic w kwietniu” [recenzja]

Mikromusic – „Mikromusic w kwietniu” [recenzja]

Kategoria: Recenzje | 0

Zespół założony przez Natalię Grosiak i Dawida Korbaczyńskiego uwiecznił wiosenną trasę po Polsce na swojej trzeciej w dorobku płycie koncertowej. Spośród wszystkich utworów, które zabrzmiały na 12. koncertach, artyści wybrali najlepsze aranżacje. Oddali w ręce słuchaczy dwupłytowy album, złożony z dźwięków, zaangażowania całego zespołu i autentycznych emocji publiczności.

Mikromusic powoli zaczyna przyzwyczajać swoich fanów do regularnej publikacji rejestrowanych koncertów. Od 2012 roku zespół wydaje w odstępie dwóch lat swoją muzykę w wersji live. Po raz pierwszy, 5 lat temu, była to płyta Mikromusic w Eterze, na której znalazły się utwory z płyt Mikromusic, Sennik i SOVA. Dwa lata później pojawiła się kolejna koncertowa płyta, Mikromusic w Capitolu. Jest to zapis, jak podpowiada tytuł, koncertu we wrocławskim Teatrze Capitol, gdzie oprócz składu Mikromusic na scenie pojawił się septet smyczkowy pod przewodnictwem Adama Lepki.

Zespół Mikromusic na najnowszej płycie live umieścił 18 piosenek, z czego 13 nie pojawiło się wcześniej na dwóch poprzednich koncertowych albumach. Płyta została podzielona na dwie części, w każdej z nich znajdują się utwory, które świetnie się sprawdzają na koncertach (Krystyno, Po co ja tu jestem, Zakopolo, Piękny chłop) oraz te, które są przebojami zespołu (Takiego chłopaka, Sopot, Bezwładnie, Niemiłość). Tworząc setlistę, artyści mieli bardzo dobry zamysł, mieszając między sobą spokojne i bardziej energetyczne utwory. Dzięki takiej konstrukcji, album przesadnie nie usypia ani przesadnie nie pobudza, pozwalając przeżyć całe spektrum emocji, jakie są zamknięte w dźwiękach piosenek. Świetnym pomysłem było zakończenie pierwszej płyty piosenką Po co ja tu jestem, gdzie znajdziemy dużo subtelnych dźwięków klawiszy, a następnie rozpoczęcie drugiej płyty mocno gitarowym Zakopolo, który w takim zestawieniu brzmi jeszcze pełniej.

Piosenki na płycie przede wszystkim zachwycają wyraźnym i czystym brzmieniem każdego z instrumentów, a w szczególności tych klawiszowych (Robert Jarmużek) i trąbki (Adam Lepka), od dźwięków których jest na płycie bardzo gęsto i które są znakiem rozpoznawczym Mikromusic. Zachwyca również Natalia Grosiak, której głos brzmi tak samo pięknie i magicznie jak na wszystkich studyjnych płytach zespołu. Na Mikromusic w kwietniu można usłyszeć duet Skubasa (który towarzyszył zespołowi na całej trasie) i Natalii Grosiak w utworach Bezwładnie oraz Szarość (utwór Skubasa), które w takiej wersji brzmią znacznie lepiej, mniej sterylnie, niż na wersji studyjnej. Doskonałym zwieńczeniem płyty jest Niemiłość, zarówno 2 jak i :zerowe: – obie pełne muzycznego „przepychu” ze świetnym dialogiem trąbki i gitary elektrycznej na samym końcu. Wtedy jednym z licznych powodów ponownego odsłuchu tej płyty staje się chęć doczekania do tej wisienki na torcie.

Zespół zapewnił sobie ten komfort, że płyta nie jest rejestrem jedynie jednego koncertu – artyści wybierali po jednej wersji utworów, które zaprezentowali w 12 miastach. Mogli zatem wybrać ten wariant, który ich zdaniem „wypadł” i zabrzmiał najlepiej. Traci to trochę urok „tradycyjnych koncertówek”, gdzie artyści mają świadomość, że musi się udać. Taki materiał może nie jest idealny, ale właśnie na tym polega cała zabawa, słyszy się wszystkie potknięcia, czasami improwizacje, a przede wszystkim zespół w (prawie) naturalnych warunkach koncertu. Na tym albumie znalazły się zatem najlepsze wersje spośród wszystkich wykonań, ale kto muzykom zabroni, skoro to oni sami nagrali, przygotowali i zmiksowali całą płytę? Dzięki temu mogli stworzyć swoją „koncertową płytę marzeń”. Odbieram to jako komunikat ze strony zespołu: „nie udajemy, że jest to pełna spontaniczności sytuacja, ale oddajemy w Wasze ręce coś, co jest pozbawione potknięć, żebyście mogli skupić się tylko i wyłącznie na muzyce i emocjach”. Bo faktycznie, mimo braku potknięć, artystom nie udało się (na szczęście!) „wysterylizować” materiału od prawdziwych przeżyć publiczności, ale także emocji, które słychać głównie w głosie wokalistki i sposobie grania muzyków.

Mikromusic w kwietniu zadowoli nie tylko wiernych fanów zespołu, ale także tych, którzy wcześniej nie zetknęli się z ich twórczością. Album wykona trzy bardzo ważne rzeczy: będzie kolejną do kolekcji płytą z najważniejszymi utworami zespołu zebranymi na jednym albumie, będzie idealnym soundtrackiem do podróży, wieczoru we dwoje lub w pojedynkę, ale przede wszystkim przekona tych, którzy jeszcze nie byli na koncercie Mikromusic, że to duże zaniedbanie, bo usłyszeć i zobaczyć zespół gdy gra na żywo, jest naprawdę niezapomnianym przeżyciem wartym każdej ceny.