Gypsy and the Acid Queen – „Gypsy and the Acid Queen” [recenzja]
» » Gypsy and the Acid Queen – „Gypsy and the Acid Queen” [recenzja]

Gypsy and the Acid Queen – „Gypsy and the Acid Queen” [recenzja]

Kategoria: Recenzje | 0

Czy jedna osoba może zastąpić na scenie cały zespół? Może. Potwierdzeniem moich słów jest pochodzący z Krakowa Kuba Jaworski, działający od sierpnia 2014 roku w solowym projekcie o nazwie Gypsy and the Acid Queen. Muzyk udzielał się wcześniej w zespołach Vallium oraz 20 times, jednak działanie w pojedynkę przynosi mu większy rozgłos.

 

Kuba, niezwiązany jeszcze z żadną wytwórnią, w maju tego roku wydał album o tytule „Gypsy and the Acid Queen”. Płyta jest podróżą, w której uczestniczymy zarówno my – słuchacze, jak i sam wokalista, który śpiewa o rzeczach, mających w naszym życiu dużą wagę. Tematyka utworów jest różnorodna. Jaworski zahacza o ludzkie pragnienia, o nigdy niespełnione sny, o ludzką wrażliwość, z którą śpiewa oraz przemijanie, od którego nie uciekniemy. Przedzierając się z nim przez puszczę dzikich dźwięków mamy wrażenie, że w końcu muzyka powstaje, a nie jest odtwarzana. Elektroniczne loppy czy gitarowe riffy wspomagają konkretny wokal, a ten prezentuje ogromną rozpiętość skali dźwięków. Słyszmy chrypę, ale i wysokie dźwięki, które ujmują za serce swoją czystością. Rockowe zdzieranie gardła pojawia się w utworze „Fire”, którego tytuł zobowiązuje do pokazania swojej mocnej natury. Wilk, który rozpoczyna płytę, to najlepszy utwór na tej produkcji. Nie znaczy to, że reszta kawałków jest beznadziejna. Dalsze piosenki są równie dobre i osnute prawdziwymi emocjami, jednak odczuwam wielką słabość do polskiej muzyki, która nie została jeszcze naznaczona rozgłośniami radiowymi. Delikatne brzmienie „Wilka” przedstawia obraz złego świata w sposób łagodny, tak, by odbiorcę do tego świata nie zrazić. Granie na emocjach Jaworski zapewnił słuchaczom w numerze „Home”, gdzie początkowo krzyczy z wielką irytacją, a później wprowadza liryczną narrację, która wewnętrznie uspokaja. Narrację spotykamy także w klamrze płyty. „Hush” na sekundę przywiał do mej głowy dwie postaci: Toma Odella i Dawida Podsiadło. Kto wie, może projektowi Gypsy and the Acid Queen wróżona jest podoba sława? „Song about murder” to coś więcej niż bluesowo – rockowa nuta. To opowieść, która skupia na sobie wszystkie elementy narządu słuchu. Zamykający album „To all sleeping Buddhas” to idealnie podsumowanie tej produkcji. Numer trwa ponad osiem minut, oddaje więc charakter płyty. Muzycznie łączy w sobie wszystko to, co pojawiło się we wcześniejszych nagraniach.

 

 

Płyta Gypsy and the Acid Queen to mieszanka muzyki elektronicznej, która niedawno weszła na salony, rocka lat 70. oraz songwriterskich pieśni, na które moda powróciła. Gdzieś między utworami pojawiło się skojarzenie z Kortezem czy rockowo – bluesową grupą The Black Keys, jednak w żaden sposób nie można muzyki Kuby Jaworskiego nałożyć na te skojarzenia. To zupełnie inne podejście do muzyki. To branie na barki większej odpowiedzialności, pracy oraz zaangażowania w koncerty, których na swoim koncie Krakowianin ma sporo. Krążek liczy 12 owianych wyjątkowością utworów, które wprowadzają w trans. Jest to spora liczba piosenek, jak na pierwszą płytę. Rozumiem wszechobecną zasadę „albo grubo, albo wcale”, jednak przy natłoku muzyki, którą łączy wiele podobnych brzmień, można zapomnieć, że słuchamy kolejnego kawałka.

Instrumentarium jak na solowe granie jest bogate. Panuje gitara, która czaruje uszy, jednak nie przyćmiewa w żaden sposób wokalu momentami podrasowanego beat’boxem. Całość wprowadza w hipnotyczny trans, z którego trudno jest uciec. Poetycka refleksja nad ważnymi sprawami pozwala emocjonalnie podejść do odsłuchu płyty. Wrażliwcom niejedna łza spłynie po policzku, natomiast zatwardziali rockmani będą napawać się dumą w związku odkryciem człowieka, który nie boi się publicznie otworzyć gardła. Nastrój na płycie jest wyjątkowy jak sam wokalista, który udowadnia, że najprościej w świecie potrafi. Potrafi za pomocą licznych „przeszkadzajek” wyczarować klimat, którego wielu z nas nigdy nie skosztowało. Gypsy and the Acid Queen powinien teraz stanąć na scenach najpiękniejszych festiwali czy znanych klubów muzycznych. Debiut ten okazał się być strzałę w dziesiątkę, a nawet w dwunastkę perełek, które możemy odnaleźć na płycie.

 

Ocena: 8/10