» » Karlla: Najbardziej mi zależy, żeby pomiędzy mną a słuchaczem wytworzyła się nić wspólnego wspomnienia [wywiad]

Karlla: Najbardziej mi zależy, żeby pomiędzy mną a słuchaczem wytworzyła się nić wspólnego wspomnienia [wywiad]

Kategoria: Wywiady | 0

karlla1

O swoich inspiracjach, obawach i muzycznych planach opowiedziała nam Karlla, którą spotkaliśmy podczas Slow Life Music Festival w Olsztynie. Przeczytajcie zapis rozmowy Natalii Mandryk z artystką.

 

 
Jesteście świeżym duetem na polskiej scenie muzycznej. Od czego wszystko się zaczęło? Jak splotły się losy Twoje oraz Eryka?

Karlla: Piosenki, które gramy na koncertach mają od czterech do pięciu lat. Miałam już dużo czasu dla tych piosenek, na skompletowanie materiału. Współpracowałam z wieloma muzykami i różne rzeczy się wydarzały… Półtorej roku temu poznałam Eryka i zapytałam czy chciałby ze mną grać, odpowiedział „spoko”. No i gramy razem! (śmiech)

 

Nagrywałaś swoją EPkę w domowych warunkach, zajęłaś się również jej dystrybucją. Dążysz do tego, żeby niezależnie wydawać muzykę, czy raczej jesteś też otwarta na propozycję wytwórni?

Karlla: Jestem bardzo otwarta. Wydanie krążka studyjnego to moje marzenie, to kolejny stopień realizacji moich marzeń . Myślę, że to należy się ludziom, którzy na mojej drodze zaczęli mnie wspierać, chociażby nawet tylko słuchaniem moich piosenek. Należy im się kawał dobrej jakości muzyki, którą można włączyć na głośniki i nie odczuwać dyskomfortu przez szum beznadziejnego mikrofonu.

 

Nie korci Cię bardziej samodzielne wydawanie?

Karlla: Myślę o tym, jeśli nie uda mi się lub nie uda się nikomu do mnie dotrzeć z zewnątrz, mówię tu o wydawnictwie czy producencie. Najwyżej zrobię to sama albo zainwestuje w sprzęt  i stworzę domowe studio. Albo znajdę kogoś, kto ma takie domowe studio. Albo ostatecznie znajdę kogoś, kto ma studio i całe wydawnictwo a do tego chce mnie przygarnąć muzycznie.

 

Nie bałabyś się tego, że wytwórnia Ci coś narzuci?karlla

Karlla: Boję się tego jak jasny gwint.

 

Dostosowałabyś się do takiego układu?

Karlla: Ciężko powiedzieć, raczej nie. Niestety albo i stety, w każdej współpracy jest tak, że trzeba znaleźć kompromis, a ja jestem strasznym zadziorem i rzadko jestem dobrym współpracownikiem.  Dlatego cieszę się, że gramy we dwójkę, bo jak miałabym współpracować z zespołem to byłoby ciężko. (śmiech)

 

No właśnie, gracie we dwójkę. Nie chcielibyście wzmocnić instrumentarium i rozbudować składu?

Karlla: To staje się poniekąd faktem, ponieważ mamy osobę, która chce z nami współpracować, więc myślimy o tym. Fajnie jest grać w małych przestrzeniach, ale na takich scenach jak amfiteatr mogłoby być jeszcze lepiej, gdyby była z nami na przykład perkusja, wiolonczela, kontrabas albo trzecia gitara, bo lubimy gitary!

 

Czy preferujecie bardziej kameralne miejsca, czy też moglibyście otworzyć dużą scenę jakiegoś festiwalu?

Karlla: Z ogromną chęcią zrobilibyśmy to. Dopiero uczymy się tego, w jaki sposób wygląda wyjazd z domu, zagranie koncertu, po prostu życie w trasie. Przestrzenie domowe, intymne są jak najbardziej na plus, bo nie jesteśmy zdominowani przez odległości, ilość sprzętu. Scena na Slow Life Music Festivalu była największą sceną, na jakiej graliśmy, więc byliśmy mega podekscytowani, że otwieraliśmy festiwal! Pięknie, zarówno w kwestii technicznej, jak i w kwestii atmosfery.

 

Jak odnajdujecie się na scenie w miastach, w których jesteście po raz pierwszy? Przemawiają przez Was rozmaite emocje czy działacie rutynowo?

Karlla: Zawsze przemawiają  przez nas różne emocje, a w miejscach, w których jesteśmy po raz pierwszy jest jeszcze ciekawiej, ponieważ nigdy nie wiemy czego się spodziewać. Bardzo lubię podróżować i to co się teraz dzieje jest dla mnie kompletną symbiozą- koncerty, podróżowanie, emocje. Jestem bardzo szczęśliwa.

 

Wasze występy i Wasza muzyka odznaczają się spokojem, łagodnością. Do jakiej muzyki sięgacie przy tworzeniu swojego materiału?

Karlla: Ta muzyka zaczęła być taka a nie inna, kiedy zasłuchałam się w Sigur Rós, Karin Park, The Knife. Zakochałam się w brzmieniach wokali, zestawiania dźwięków, harmonii, jeśli chodzi o Karin Park. Kiedy usłyszałam ją po raz pierwszy momentalnie kupiłam jej płytę. Spośród polskich muzyków intensywnie inspiruje mnie Lari Lu. Jest ona moim mentorem wokalnym i tekstowym. Podziwiam ją, ponieważ pisze po polsku i nie jest to banalne, czaruje.

 

 

Często gdy słyszymy jakąś muzykę to wiążemy ją z konkretnymi wspomnieniami. W Twoim przypadku może dziać się tak, kiedy występujesz. Czy Twój materiał wpływa na Ciebie, kiedy jesteś na scenie?

Karlla: Tak, w sumie chyba dlatego nie nudzą mi się te piosenki, bo powstawały w krytycznych momentach, kiedy już nie mogłam mówić o tym co mnie boli i jak wiele rzeczy rozpadło się z w drobny mak. Jedyną opcją wyjścia z takich sytuacji było napisanie piosenki. To takie skrupulatnie poukładane pudełeczka, kiedy na koncertach chcę to je otwieram i emocje wracają. Jestem już na tyle świadoma tych mocnych emocji, że jestem w stanie otworzyć  pudełko, powąchać zawartość, dotknąć, popatrzeć, poznać na nowo i zamknąć.

 

A jak chcielibyście, żeby ludzie odbierali Waszą muzykę?

Karlla: Najbardziej mi zależy, żeby pomiędzy mną a słuchaczem wytworzyła się nić wspólnego wspomnienia. Nie musi być to samo wspomnienie, rzecz jasna. Często zapamiętuję te najukochańsze piosenki bo łączę je z jakimś wspomnieniem, daną sytuacją. To jest niesamowity wehikuł czasu.

 

Czyli chcielibyście po prostu pewnego związku ze słuchaczami. Widziałaś takowe na koncertach? Miałaś sytuację, kiedy Ty śpiewałaś a ktoś zaczynał płakać?

Karlla: Tak, jeżeli mam być szczera to nie wiem co mam z tym zrobić, ponieważ nie wiem czy to jest chwilowe wzruszenie czy ktoś po prostu pod wpływem mojej muzyki otworzył w sobie coś, czego nie jest w stanie zatrzymać. Raz mieliśmy sytuację, kiedy graliśmy przez czterdzieści minut i stała dziewczyna i przez cały koncert płakała. Ona tak płakała, wiesz, jak w filmach w których mają charakteryzację rozmazanego przez łzy makijażu. Zauważyłam, że musiały zaiskrzeć między nami emocje, ona wówczas je poczuła natomiast ja poczułam je kiedyś.

 

Jakie są Wasze najbliższe muzyczne plany?

Karlla:  Z Olsztyna jedziemy do domu, później gramy we Wrocławiu. Planujemy wyjazd do Żegiestowa, to miejscowość pod Nowym Sączem, graliśmy tam koncert w chatce Zahrada, nad rzeką Poprad, którą jak przekraczasz to już jesteś na Słowacji. Graliśmy koncert w ogrodzie, za nami był słowacki las, przed nami polski. Magia. Chcemy tam wrócić i pisać nowe piosenki. Chcemy po prostu się wyłączyć. To miejsce jest sprzyjające.

 

Przypomina mi to historię Kubaterry, który wyjechał do Australii i tam tworzył materiał na swoją płytę, mieszkając w zaciszu leśnej chatki. Czyli Wy też potrzebujecie izolacji do przygotowywania muzyki?

Karlla: Tak, chodzi też o przestrzeń. Ja jestem bardzo podatna na inspiracje, które są gdzieś tam naokoło. Począwszy od przestrzeni, ludzi, zapachów, słów… Tak na dobrą sprawę wszystko na mnie wpływa. Kwestia lasu, spokoju, tego niewymuszonego spokoju to jest moje miejsce.

 

Życzę Wam znajdowania jeszcze większych pokładów inspiracji, realizacji marzeń i tego, aby więcej osób płakało na Waszych koncertach. Oczywiście w tym pozytywnym sensie, abyście znajdowali nić wspólnego wspomnienia!

Karlla: Dziękujemy bardzo!