Zbigniew Wodecki and Mitch & Mitch Orchestra and Choir zagrali w Krakowie [relacja]
» » Zbigniew Wodecki and Mitch & Mitch Orchestra and Choir zagrali w Krakowie [relacja]

Zbigniew Wodecki and Mitch & Mitch Orchestra and Choir zagrali w Krakowie [relacja]

Kategoria: Relacje | 0
wodecki mitch and mitch
Muzyka na całym świecie zmienia się z dnia na dzień. Producenci i twórcy wzajemnie prześcigają się w wymyślaniu co nowszych rozwiązań i połączeń, które mogłyby zaskoczyć słuchacza. Podobną drogą poszli również nasi rodzimi Mitche, którzy kilka lat temu odkopali debiutancką płytę Zbigniewa Wodeckiego z 1976 roku i postanowili razem z nim odświeżyć ten album.

Kosmiczna odyseja, w którą zabiera nas Zbigniew Wodecki oraz Mitche jest bardzo dobra. Sam słuchając tej płyty, czułem się jak w eleganckiej kawiarni w latach ’70. Jak z odbiorem? Bardzo dobrze! Gdy pierwszy raz miałem zobaczyć ten projekt podczas OFF Festivalu, podchodziłem do tego z uśmiechem, że będę się bawił na koncercie „tego Pana od Mai i Bacha”. Zostałem wtedy bardzo mile zaskoczony, na scenie była moc, radość i spontan. W ostatni piątek (26 lutego 2016), po kilku latach, miałem znów okazję zobaczyć Kosmiczną Odyseję na żywo podczas koncertu w Centrum Kongresowym w Krakowie.

Krakowskie Centrum Kongresowe jest drugą największą salą koncertową w tym mieście. Bardziej oficjalna i dostojna, więc mogłoby się wydawać, że idealna na koncert właśnie tego projektu. Duża scena, na której bez problemu pomieściła się cała orkiestra oraz widzowie, którzy wygodnie zasiadali na fotelach, na każdym z trzech pięter tego budynku. Atmosfera jakby żywcem wzięta z filharmonii czy opery. No właśnie. Kilka dni wcześniej ten sam koncert miał miejsce w Warszawie w klubie Stodoła i odnoszę wrażenie, że w takiej klubowej scenerii odbiór byłby dużo lepszy, bardziej spontaniczny.

Koncert sam w sobie był niczym innym jak odegraniem praktycznie nuta w nutę tego co jest zawarte na płycie 1976: A Space Odyssey. Zespół odgrywał utwór za utworem i zabrakło nawet miejsca na zwykłe „Dzień dobry”. Nie jestem słuchaczem, który wymaga od zespołu, aby co kawałek pytał widownie jak się bawią, ale przywitanie się jest zawsze pozytywnie odbierane. Pod koniec koncertu zespół pozwolił sobie na więcej improwizacji czy dobrą zabawę na scenie i było to świetne posunięcie, po lekko już usypiających numerach. Nie mogę powiedzieć, że koncert był zły. Utwory, na które czekałem były odegrane bardzo przyjemnie (aż przechodziły mnie ciarki po ciele), ale podczas reszty utworów brakowało ognia. Wszystko było przekazane w bardzo dostojnej i oficjalnej wersji, a dobrze wiemy, że Mitche to świry na scenie i niejednokrotnie to pokazywali, nawet w projekcie ze Zbigniewem Wodeckim.

Myśląc o tym koncercie dwa dni po, nie żałuję obecności na nim. Był to bardzo dobry wieczór, z bardzo dobrą muzyką. Przyjemna odskocznia od rzeczywistości. Zdecydowanie raz na jakiś czas warto doznać czegoś w stylu Kosmicznej Odyseji, aby przypomnieć sobie, że muzyka w dzisiejszych czasach to nie tylko syntezatory, a jednak żywe instrumenty.