SO!MUSIC

NOWA STRONA MUZYKI

#Tygodniówka

Monopol na festiwale

Sziget Festival - największe tego typu wydarzenie na Węgrzech
Sziget Festival – największe tego typu wydarzenie na Węgrzech
Miniony tydzień przyniósł sporą niespodziankę dla tych, którzy bacznie obserwują letni rynek festiwalowy w naszym kraju. Głównym sponsorem gdyńskiego Open’era stał się potentat w branży telekomunikacyjnej, czyli Orange. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że marka od kilku lat promuje konkurenta imprezy dowodzonej przez Mikołaja Ziółkowskiego.

 

 

Wydawać by się mogło, że zaistniała sytuacja jest absurdalna i nielogiczna. Jak to się stało, że sponsor, który wkłada w organizację OWF tak dużo pieniędzy i wysiłku, nagle zmienia zdanie i przyłącza się do odwiecznego rywala? Wątpliwości skonsternowanych fanów obu inicjatyw zostały szybko rozwiane: marka usług telefonicznych z pomarańczowym logo zostanie ze swoją imprezą w Warszawie, ale napędzi też finansowo Open’era. Za organizację obu wydarzeń odpowie agencja Alter Art, od tego momentu mogąca okrzyknąć się monopolistą polskich festiwali. (czytaj więcej TUTAJ)

 
[kad_youtube url=”https://www.youtube.com/watch?v=56rfLjpeWjw” width=900 height=450 ]
 

Ci, którzy uczestniczyli w czerwcowych koncertach, w większości krytykowali Rochstar za organizację Orange Warsaw. Problemy zaczęły się już dwa lata temu, gdy odwołano połowę występów (chociażby The Pretty Reckless) ze względu na zawalenie się dachu jednej ze scen. Do problemów technicznych w 2014 roku widzowie zaliczyli też słabe nagłośnienie. Agencja postanowiła wyciągnąć wnioski z negatywnych głosów, przenosząc imprezę ze Stadionu Narodowego na teren torów Służewiec. Dodatkowo, zdecydowali się na urozmaicenie line-upu, zestawiając ze sobą gwiazdy współczesnego popu (Mark Ronson), ikony alternatywy (Metronomy) i młode, polskie projekty. Miało wyjść różnorodnie, skończyło się inaczej. Na koncercie całkiem przyzwoitego Wolf Alice pod barierkami były pustki, a kilka dni przed festiwalem mogliśmy kupić karnety w dwukrotnie niższej cenie. Myślę, że bynajmniej nie świadczy to o ogromnym zainteresowaniu imprezą.

W podsumowaniach OWF wielokrotnie pisano, że to już koniec warszawskiego festiwalu. Nikt nie przepowiedział jednak sytuacji odwrotnej: zmartwychwstania, nowego początku, odrodzenia – już pod szyldem Alter Artu, który odpowiada za wspomnianego Open’era, ale też krakowski Live Festival, Selector czy koncerty klubowe takich gwiazd jak Rudimental.

Z jednej strony nie sposób nie zgodzić się, że zaproponowane rozwiązanie niesie ze sobą same korzyści. Stolica nie straciła swojego letniego, sztandarowego wydarzenia, które już na stałe wpisało się w kulturalną mapę Polski. W okresie zdigitalizowanych czasów, gdy nawet organizator Glastonbury przebąkuje o upadku swojego festiwalu, utrzymanie się na rynku nie jest łatwe. Cieszy zatem fakt, że Orange Warsaw Festiwal nie znika, a szuka rozwiązań zażegnujących kryzys.

 

[kad_youtube url=”https://www.youtube.com/watch?v=UFqhiaQJom0″ width=900 height=450 ]
 

Jest jednak druga strona medalu: ta obfitująca w czarne scenariusze i przypuszczenia. Mikołaj Ziółkowski, dyrektor artystyczny Open’era, zaskakująco szybko zaczął odsłaniać line-up tegorocznej edycji. Pojawiła się już Florence + The Machine, Sigur Rós, Red Hot Chilli Peppers czy Wiz Khalifa. Identyfikacja wizualna imprezy jest bardzo spójna, nie ma problemów związanych z kupowaniem biletów. Wszystko wskazuje na to, że Open’er pobije więc w 2016 roku rekord frekwencyjny. Tłumy zjadą się na Babie Doły pod koniec czerwca, zasilając budżet agencji i miasta. Patrząc na taki rozwój gdyńskiej imprezy, zadaję sobie pytanie: czym Orange przyciągnie podobną grupę docelową?

Gdy weźmiemy pod uwagę programy artystyczne obu festiwalów z ostatnich kilku lat, szybko zauważymy, że były do siebie dość zbliżone. Często mówiło się o odgrzewanych kotletach, rokrocznie występujących na którejś ze scen. Skoro dwie jak dotąd konkurujące ze sobą imprezy zorganizuje jedna agencja, ich stylistyka może się znacząco różnić. Nie chodzi tu nawet o nudne podobieństwo, ale budżety potencjalnych uczestników obu przedsięwzięć. OWF i Open’er odbywają się w przeciągu niecałego miesiąca. Czy przeciętny student zainteresowany headlinerami będzie w stanie wysupłać ostatnie pieniądze na oba wydarzenia? Zdecydowanie łatwiejszym i opłacalnym rozwiązaniem wydaje się być zmiana klimatu jednego z wydarzeń. Zamiast bożyszcz hipsterów pojawi się wokalistka zanurzona w wirze komercji i wszystko będzie się zgadzać. Pod barierkami zbiorą się nastolatki i starsi zainteresowani popem.

Gdy rozmawiamy o festiwalach, należy też pamiętać o innych wydarzeniach – chociaż nie na taką skalę skomercjalizowane, wciąż mogą odebrać Alter Artowi sporą część widzów. Nowoczesny Tauron i dowodzony przez Artura Rojka OFF Festival stoją na równie wysokim poziomie. Mimo tego, że nie kuszą nazwiskami z pierwszych stron gazet, zachęcają atmosferą i otwartością na nieodkryte dźwięki. Gdy oba te formaty, a także epizodyczne, wciąż pojawiające się muzyczne eventy zbierzemy do kupy, w festiwalowym kotle stworzy się spory miszmasz. Warto obserwować poczynania “monopolistycznego” potentata i jego rywali, żeby zobaczyć, co zgotują nam z tego wszystkiego latem.

 

[kad_youtube url=”https://www.youtube.com/watch?v=slv71EfFoXg” width=900 height=450 ]
 

PS. Pozostając w temacie letnich imprez: w miniony piątek na Spotify w końcu pojawiła się nowa płyta brytyjskiego zespołu Coldplay, który bardzo chętnie zobaczyłbym na Open`erze. Albumem “A Head Full of Dreams” Chris Martin i spółka ostatecznie pożegnali się z gitarowym britpopem, bratając się z szeroko pojętym mainstreamem. Na krążku pojawia się Beyonce czy Tove Lo. Z jednej strony takie wiadomości martwią, z drugiej: do tych piosenek nie można się specjalnie przyczepić. Artyści nie mogą przecież ciągle stać w miejscu.

PS2. Wczoraj odbył się długo wyczekiwany koncert Florence + the Machine. Łódzka Atlas Arena na prawie dwie godziny zamieniła się w krainę kwietnych wianków, fluorescencyjnych balonów i wszechobecnego brokatu. Entuzjazm, jakim wokalistka obdarzyła publiczność, pozwala przypuszczać, że za niecałe 200 dni na Open`erze czeka nas kolejna partia szaleństwa.